wtorek, 22 czerwca 2021

„Odnaleziona” Stachula Magda

Czytaliście „Oszukaną” tej autorki?  To pierwsza część.
Wcześniejsze losy bohaterki zostały okrzyknięte mianem  powieści bestsellerowej. 
Jak będzie tym razem?

Akcja zaczyna się w Kopenhadze, od razu z przytupem. Przejeżdżający kierowca widzi leżącą na poboczu martwą kobietę, a obok niej leżący na poboczu rower. Wysiada, patrzy, czy żyje i odjeżdża stwierdziwszy, że puls jest niewyczuwalny.

Potem cofamy się do czasu przed wypadkiem.
Teraz dowiemy się, jak do niego doszło. 
Lubicie prologi na początku książki?
 
 

 

Nasza bohaterka Lena ukrywa się w Kopenhadze w domu starszej pani, którą to opiekuje się w zamian za pokój do spania. Jest przekonana, że tutaj nikt nie będzie jej szukał. Cały czas natomiast ma wrażenie, że jest śledzona. Czy to tylko jej fantazja, czy wyczulona intuicja?  
 
W pierwszej części dowiedzieliśmy się, dlaczego Lena musiała uciekać, dlaczego dwudziestotrzyletnia kobieta po wydarzeniach, jakie ją spotkały w Polsce, musiała uciekać do Danii. Czy demony przeszłości na nowo dorwą ją w swoje szpony? Gra, w której przyjdzie jej wziąć udział jest nierówna i ktoś w niej poniesie śmierć.

Od samego początku zastanawiałam się, czy kamuflaż w postaci zmiany miejsca zamieszkania i schowanie się w innym kraju powstrzyma tych, którzy ścigają naszą bohaterkę? Wydawało mi się zawsze, że w tego typu powieściach występują tacy przestępcy, którzy znajdą nawet igłę w stogu siana. Czy Lena wiedziała, że to tylko kwestia czasu?

Muszę przyznać, że autorka po raz kolejny  zaserwowała nam misternie utkaną intrygę. Powinna mieć dopisane na wizytówce, że jest mistrzynią intryg gatunku domestic noir.  Uwielbiam jej książki, bo to napisane na najwyższym poziomie niepokojące thrillery psychologiczne.  
„Odnaleziona” to wyśmienita lektura, gdzie zaskakujące zbiegi okoliczności sprawiają, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od tej powieści. Dodatkowo przepięknie i plastycznie opisana Kopenhaga. Śmiało możemy podziwiać to, co swoimi oczami serwuje nam autorka. 
Dodatkowo chciałabym dodać, że znajdziemy tu całą paletę relacji międzyludzkich - od nadopiekuńczości matki, chorobliwej zazdrości, do tolerancji i serdeczności starszej osoby. No i wplecione wątki historyczne.
To wszystko sprawia, że książka jest warta przeczytania.
Polecam!




poniedziałek, 21 czerwca 2021

„Zaginiona apteka” Penner Sarah

 Zapomniana historia...

Okryta tajemnicą sieć kobiet. Życie wśród trucizn i zemsty.

Witajcie w zaginionej aptece!


Poznajemy Nellę, która prowadzi rodzinną aptekę ukrytą pośród zaułków osiemnastowiecznego Londynu. Dlaczego apteka jest ukryta? Niejeden z Was zada takie pytanie. Nella obsługuje niezwykłą klientelę. W całym mieście maltretowane lub zdradzane kobiety przekazują sobie szeptem wieści o tajemniczej kobiecie, sprzedającej na pozór niewinne trucizny, dzięki którym mogą raz na zawsze pozbyć się swoich dręczycieli. Los apteki staje jednak pod znakiem zapytania, gdy nowa klientka, przedwcześnie dojrzała dwunastoletnia dziewczynka, popełnia brzemienny w skutki błąd, którego konsekwencje ciągną się przez wieki.
Poznajemy również współczesne życie Carolin Parcewell, jest ona niedoszłą historyczką, która pod wpływem pewnych zbiegów okoliczności samotnie spędza w Londynie dziesiątą rocznicę ślubu. Przypadkiem trafia na wskazówkę dotyczącą serii tajemniczych niewyjaśnionych zgonów w tym mieście sprzed dwustu lat, a wtedy los splata jej życie z życiem aptekarki sprzed wieków. Z życiem... i śmiercią.
 


 
Biorąc tę powieść do ręki, nie widziałam, czego mogę się spodziewać, ponieważ od jakiegoś czasu nie czytam informacji na tyłach książki. 
W tym przypadku zahipnotyzowała mnie przepiękna okładka i wiedziałam, że muszę tę właśnie książkę przeczytać.
Jestem nią oczarowana!

Trzyma w napięciu od pierwszych stron i nie pozwala zatrzymać się tysiącom myśli, które zaczynają nachodzić do głowy. Na początku nie widzimy, co mają wspólnego obie kobiety, ale z czasem, gdy podążamy za losem jednej i drugiej, zaczynamy iść razem z nimi wytartą ścieżką. Jak po nitce do kłębka idziemy razem z Caroline do świata Nelli. Do świata pełnego pasji, poświęceń i zrozumienia. To właśnie ona, nauczona przez własną matkę, stara się pomagać kobietom, które takiej pomocy potrzebują. Są to czasami dziwne prośby, straszne i mordercze, ale Nella stara się pomagać każdej. Z czasem dowiadujemy się również, że tej pomocy udziela również przez coś, co sama przeszła w życiu. Czy złość i potrzeba zemsty jest dobrym doradcą? Może zależy od okoliczności ?


„Przesunęłam kciukiem po wizerunku niedźwiedzia, myśląc o tym, czego nauczył mnie ten flakon - że najtrudniejsza prawda nigdy nie leży na powierzchni. Należy się do niej dokopać, wyciągając ją na światło dziennie i oczyścić.”


Autorka wspaniale pokazuje nam, że śmierć na skutek otrucia wymaga z natury rzeczy pewnej intymności. Bo pomiędzy ofiarą a zbrodniarzem zwykle istnieje zaufanie. W tamtych czasach, gdy poznajemy życie Nelli, mamy w Anglii XVIII i XIX wiek, i to właśnie wtedy był największy odsetek skazanych trucicieli. Stanowiły one grono matek, żon oraz służących. Toksykologia sądowa wtedy jeszcze nie istniała. Ciężko było lekarzowi podać przyczynę zgonu.


Dajcie się ponieść tej fantastycznej historii, która przeniesie Was w dawne czasy. Może poczujcie się jak Caroline i swoim tropem pójdziecie szukać właścicielki buteleczki, na której widoczny jest znak, mały niedźwiedź. 
Polecam!


 


niedziela, 20 czerwca 2021

„Przekonaj mnie” M. F. Mosquito

 Prawdziwa miłość nie boi się przeszłości.

W bardzo oryginalny sposób poznajemy naszą bohaterkę. Już od samego początku jest ostro.

Aleksandra jest zrozpaczona po nieudanej randce i zastanawia się, co jest z nią nie tak. Jest piękna, niezależna, ma własną agencję reklamową, a co za tym idzie, cechuje ją też inteligencja i zaradność. A mimo to nie potrafi znaleźć odpowiedniego partnera, którego potrzebuje na pewne wesele. Impreza ma się odbyć już niedługo i nasza bohaterka chce pojawić się tam z kimś wspaniałym, z wyjątkowym mężczyzną. Po nieudanych randkach zaczyna zamykać się na płeć przeciwną i ogłasza swojej przyjaciółce pewne przyrzeczenie. Co to za obietnica? Czy będzie w stanie jej dotrzymać? Czy skrywany przez nią głęboko sekret zepsuje to, co zaplanował jej los? 


„Miłość jest potrzebna jak dziura w bucie - mówię, ale widząc minę Marcela, dodaję: Ale gdyby dziury w bucie nie było, to jak by się do niego nogę włożyło?” 


Jest to debiut, a ja lubię czytać debiuty, lubię dawać szansę młodym autorom. Czy spodobała mi się ta historia?
 



Na pewno nie jest to powieść, która niesie ze sobą jakiś przekaz, nie rozwali też naszego serca, ale jest przyjemna i fajnie się ją czyta. Jest momentami odważnie, czasami wulgarnie, a czasami nawet śmiesznie. Ola razem ze swoją przyjaciółką używają wulgarnych słów, co mnie trochę drażniło na początku, ale z czasem coraz mniej zwracałam na to uwagę - przyzwyczaiłam się do takiego słownictwa.

Biorąc książkę do ręki bałam się, że będzie to typowy erotyk, ale zostałam miło zaskoczona. Jest to raczej obyczajówka z dodatkiem lekkiej erotyki. Czy treść wypadła schematycznie? Może trochę. Całość prezentuje się nawet fajnie. Spędziłam miłe chwile czytając tę książkę i myślę, że dam kolejnej części szansę. 

„Przekonaj mnie” to historia czytana z perspektywy obu naszych bohaterów - Aleksandry oraz z czasem Marcela. Czy to ułatwia czytelnikowi zrozumienie sytuacji? Czasami mnie to denerwowało, bo czytamy to samo, tylko widziane innymi oczami. Ale wiem, że niektórzy lubią taką narrację.
Na pewno podobało mi się to, że pięknie została pokazana przemiana bohaterów. Uwielbiam, gdy na naszych oczach widać uleczenie duszy czy serca. To jest takie piękne. Nie uważacie?

Polecam!

wtorek, 8 czerwca 2021

„Kaprys gangstera” Katarzyna Mak - Recenzja patronacka

 Znacie powieści tej autorki?

 Katarzyna Mak pisze takie książki, że nawet w połowie historii nie wiemy, jak potoczą się losy bohaterów. Miesza w ich życiorysach i to nieźle.

Tym razem poznajemy Elenę Mokrzycką, skromną dziewczynę, która pracuje jako asystentka prokuratora. Jest szczęśliwa w związku z Tomaszem. Planowali wyjechać na wspólny urlop, ale poważny partner szefa, który akurat przyjechał, zmienił ich plany. Tomasz jedzie sam, a Elena poznaje uroczego Włocha. Marcello to mężczyzna, który ma dosłownie wszystko. Kasa, luksus, przepych, wyuzdane kobiety i hierarchia społeczna to tylko jedne z nielicznych atrybutów, które wyróżniają go spośród innych. To urodzony przywódca, boss – w dosłownym znaczeniu tego słowa. Poza tym Marcello Castello to niebezpieczny facet...Czy połączy ich gorące uczucie? 

 


 

Nie przepadam za tego typu literaturą, ale książek tej autorki nie potrafię sobie odmówić. Za każdym razem potrafi mnie zaskoczyć, a zakończenia w jej powieściach zwalają z nóg. Katarzyna Mak świetnie potrafi opisywać sceny seksu, nie są bardzo wulgarne, mają w sobie poczucie smaku. Namiętność jest fantastycznie opisana, do tego akcja, która porywa nas już od samego początku. Jest to na pewno lektura obowiązkowa dla wielbicielek romansów mafijnych.

Bardzo podoba mi się w czytanych powieściach to, jak na naszych oczach zmieniają się bohaterowie, jak przechodzą wewnętrzną metamorfozę. Jak przeżycia, które dostają od losu, sprawiają, że z cichych i uległych stają się odważni i świadomi. Taką przemianę przeszła właśnie nasza główna bohaterka, Elena. Natomiast Marcello, gangster, władczy facet miękł przy kobiecie swojego serca.

Tak samo jak z poprzednimi powieściami Katarzyny Mak, tę historię czytało mi się z ogromną przyjemnością. I jak zwykle autorka bawi się czytelnikiem. Gdy jesteśmy pewni, że losy bohaterów już się uspokoją, ona wyskakuje z czymś, co nas szokuje. Ma do tego talent, ale chyba właśnie to najbardziej lubię w jej powieściach. 

Czekam na ciąg dalszy. 

Polecam!


poniedziałek, 26 kwietnia 2021

„Zwerbowana” Patrycja Strzałkowska

To jedna z tych niespodzianek, które robią wydawnictwa. Lubię takie chwile, gdy otwieram paczkę i nie wiem, czego mogę się spodziewać. Jest to pozycja z serii Dark book, chyba pierwsza taka w moim czytelniczym dorobku. Czy byłam zadowolona z historii, którą znalazłam w środku?

 Na pewno znalazłam odpowiedź na pytanie - co łączy pochodzącą z Łeby nauczycielkę języka angielskiego Maję Sonik i biznesmena Włodzimierza Czerwińskiego. Tylko czy warto było rozwiązywać tę tajemnicę? 

Pewnego razu nasza bohaterka dostaje sms z nieznanego jej numeru o bardzo niepokojącej treści. „Ubierz się jak zdzira i zapomnij o dobrych manierach, potem zejdź na dół i czekaj na samochód. Przyjedzie o 21:00. Jeśli tego nie zrobisz, do końca życia będziesz oglądać się za siebie. Chyba nie muszę ci udowadniać, że to nie żart?”.

Jak myślicie, co zrobi Maja? Oczywiście ubrała się tak, jak tego od niej oczekiwano i pojechała z tajemniczym kierowcą auta. Zastanawiałam się, co ja bym w takim momencie zrobiła. Chyba potraktowałabym tego smsa jako pomyłkę. A Wy?

 


 

Gdy stawiła się pod podanym adresem, okazało się, że za tym wszystkim stoi jej przyjaciółka, że to taki niby żart. Chciała, by Maja wyrwała się z domu i zabawiła się wśród elitarnego towarzystwa, które właśnie się zebrało. To elitarne towarzystwo tak świetnie się bawiło, że nad ranem, tuż po imprezie, zostają znalezione zwłoki kobiety. Domyślacie się, co to za kobieta? Wiadomość ta wstrząsa całą Polską, bo wszystko to wydarzyło się u znanego aktora Michała Płocha. Gdy policja zaczyna swoje dochodzenie, zaczynają się intrygi, kłamstwa i okazuje się, że każdy z uczestników imprezy ma coś do ukrycia. 

Książka zawiera rozdziały teraz oraz kiedyś. Jesteśmy w teraźniejszym życiu i cofamy się do czasów, gdy Majka, nasza główna bohaterka, jest dzieckiem. I tak na zmianę. Fajnie się to czyta, wszystko jest spójne i płynnie przechodzi. Poznajemy wszystkie jej decyzje, te dobre i te złe. Widzimy, jak zadaje się z niewłaściwymi osobami i na jej życiu zapętla się  gruby sznur. Dlatego też kawałek grubego i sztywnego sznurka dołączony został do przesyłki wraz z książką.

 

 „Zwerbowana” to historia, która spodoba się osobom, które lubią umiejętnie dawkowane emocje, gorące sceny, przyśpieszające bicie serca oraz tropy śledztwa, które rozwijają się swoim tokiem. Czy podczas czytania książki odgadłam, kto zabił Majkę? Nie, nie wpadłam na ten trop. Brawa za to dla autorki. Z przyjemnością przeczytałam i mogę śmiało polecić tę powieść fanom gatunku. 





niedziela, 25 kwietnia 2021

„Bez planu B” Piasecka Wioletta RECENZJA PATRONACKA

 Jest to druga powieść dla dorosłych tej autorki, bo wcześniej pani Wioletta pisała książki dla dzieci. 

Po przeczytaniu pierwszej powieści byłam strasznie ciekawa kolejnej, ponieważ bardzo polubiłam jej styl. W prostej fabule zamieszcza tyle ciekawych i trudnych tematów, że jestem pełna podziwu.

Poznajemy Renatę, która ma wspaniałą rodzinę, lecz cały czas czuje się niedoceniana, a jej mąż jest niczym cieple kluchy, nadskakuje jej i jest na każde jej zawołanie. Zajmuje się ich synem i spełnia kaprysy małżonki. Jest bardzo wyrozumiały i cierpliwy. Czy Renata to docenia? Nie. Szuka swego miejsca, chciałaby zmian, adrenaliny, ekscytacji.  

Poznajemy również Ewę, singielkę, która świadomie wybrała karierę. Cały czas skupiona na pracy nie ma czasu nawet na przelotne romanse. To właśnie Ewa wciągnęła Renatę do firmy i miała koleżankę blisko siebie. Wszystko rozwijało się wspaniale, do czasu, gdy nastały zmiany kadrowe. Potem wszystko zostało przewrócone do góry nogami, życie naszych dziewczyn również. Stery w korporacji przejmują intrygi, donosy i plotki. A przyjaźń głównych bohaterek zamienia się w rywalizację. Co takiego sprawiło, albo kto sprawił, takie zamieszanie w firmie i w życiu kobiet? Czy przyjaźń wytrzyma nadchodzący sztorm?






Czytając tę powieść, poznawałam życie w korporacji, plusy i minusy takiej pracy. Jest to zdecydowanie coś, w czym bym się nie odnalazła. Lubię, gdy coś dzieje, lubię przebywać z ludźmi, rozwijać się i podnosić sobie poprzeczkę, ale nie kosztem rodziny i własnego zdrowia. Wszystko powinno być z umiarem. Tylko czy łatwo jest się do tej zasady stosować? 
 
Autorka oddała w nasze ręce wyśmienitą historię, która gra na naszych zmysłach delikatnie niczym Fryderyk Chopin ze swoim wiosennym walcem, roztacza subtelny zapach Allure - Coco Chanel i pokazuje zapierający widok szafirowego Oceanu Indyjskiego. Wszystko tak opisane, że bez problemu możemy sobie to wszystko wyobrazić. Zapach, widoki oraz muzyka sprawiają, że przenosimy się do raju. Ja włączyłam sobie dodatkowo muzykę, której słuchała Ewa i nic nie istniało poza treścią książki. Pozwoliłam mojej wyobraźni przenieść się w inny, jakże piękny świat.

 „Tutaj, na Malediwach, kobiety są silne. Ty też jesteś silną i mądrą kobietą, a do tego pełną pokory. Mówisz, że chcesz odpocząć, ale tak naprawdę chcesz uciec. Uciec przed sobą. A przed sobą nie uciekniesz, bo przeznaczenie masz zapisane w gwiazdach już od pierwszego dnia.”

 

 Jak myślicie, od czego ucieka Ewa? Dlaczego przez jakiś czas miała problem z alkoholem? Czy znajdzie swój plan B? Czy zacznie dostrzegać te drobne rzeczy, składające się na sedno istnienia? Jak wiele trzeba przejść wyboistą drogą, by docenić to, co mamy dosłownie obok? Czy każde z nas docenia zdrowie rodziny? Czy każde z nas ma dobre relacje z rodzeństwem? Czy mówimy do nich otwarcie o własnych uczuciach? 

 „Przyglądała się gwiazdom, jakby chciała odkryć niezgłębioną tajemnicę świata. Po co żyję? Dokąd zmierzam? Czy po śmierci jest życie, czy to już koniec? - wysyłała nieme pytania do gwiazd. Jej dotychczasowa egzystencja wydała jej się jałowa i pozbawiona sensu. Goniła za karierą i nabijała kieszenie grubym rybom z wielkiej korporacji, choć szef nie szanował pracowników. Czy to rzeczywiście był mój cel?

Nasza bohaterka Ewa ma wiele spraw do przemyślenia, ale kto ich z nas nie ma, prawda? Czy znajdzie rozwiązanie w Kenii? To właśnie tutaj wspólnie z bohaterką poznamy życie w bardzo trudnych warunkach, dowiemy się, co oznacza szacunek do wody i dostępności produktów. Docenimy nasz klimat i brak trzęsień ziemi. Narzekamy na deszczowe lato, na chłodną wiosnę i mroźną zimę, a może powinniśmy przyjmować każdą pogodę z pokorą? Ewa, dzięki swojej sile, pokaże nam, że to, co wydaje się trudne i nie do zrealizowania, takie jest tylko do momentu, gdy się z tym nie zmierzymy. Zawsze boimy się tego, czego jeszcze nie znamy. Potem jest już łatwiej. 

 „Żadna z Afrykanek nie zastanawiała się nad sensem życia. Brała rzeczywistość jak byka za rogi, jakakolwiek by ona nie była. I to brała z uśmiechem. To ona, Ewa, otoczona tysiącem niepotrzebnych gadżetów, przyjechała tu w poszukiwaniu sensu istnienia.

A co się dzieje u Renaty? Czy jej życie jest spokojniejsze od koleżanki Ewy? Czy również zmaga się z demonami? Czy pewność, że jest się stale kochanym, że jest się dla kogoś całym światem, może stać się nudna? Czy można wymagać, że ktoś będzie nas wiecznie kochał, gdy samemu nie okazuje się nawet odrobiny uczuć? Bardzo często skupiamy się na sobie, zapominając o najbliższych. A przecież w życiu nic nie jest dane nam na zawsze. Pamiętajmy o tym.

„Bez planu B” to powieść, która mnie zaczarowała, zabrała do świata bohaterek i pokazała mi, jak wiele w swoim życiu muszę zmienić, kilka rzeczy naprawić i nie popełniać tych błędów, które zrobiły one. Bardzo się zaprzyjaźniłam z Ewą. Renaty nie polubiłam, nie przepadam za tak wyrachowanymi osobami, które po trupach zmierzają do celu. Ponoć każdy zły czyn jest do naprawienia, ale czy na pewno? Czy przyjaźń naszych bohaterek przetrwa sztorm? Czy nadzieja, która zalewa serca dziewczyn, pozwoli na spokojne, pełne miłości dalsze życie?

Polecam!




 

sobota, 10 kwietnia 2021

„Na Podlasiu. Cecylia” Recenzja patronacka

  „Na Podlasiu. Cecylia” to drugi tom trylogii. Pierwsza część to „Antonia. Na Podlasiu.” Antonia, Cecylia i Aleksandra – trzy kobiety. Trzy odmienne losy. Trzy tomy cyklu powieści Agnieszki Panasiuk rozgrywającego się na Południowym Podlasiu w drugiej połowie XIX stulecia.

Poznajemy Cecylie Turawską, która jest postrzegana w najbliższym otoczeniu za pannę dość dziwną. Ma trzydzieści lat, co w tamtych czasach uważane było za staropanieństwo, stroni od ludzi, gdyż jest nieśmiała i posiada mało wiary w siebie. Uważa, że nic nie potrafi i nie znajdzie sobie miejsca. Czy tak jest, jak myśli nasza bohaterka? Oczywiście, że nie. Zaczynają się represje carskiego zaborcy i w tych momentach właśnie ona pokazuje na co ją tak naprawdę stać. Postanawia otworzyć się na ludzi i dołącza do podziemnego seminarium nauczycielskiego i bez zastanowienia rusza z pomocą represjonowanym unitom. Gdy zaczyna opiekować się małym półsierotą, odkrywa w sobie pokłady macierzyństwa. Te i inne przygody czekają na naszą bohaterkę. Czy w tym trudnym dla wszystkich czasie spotka swoją miłość? 

 



Nie czytałam historii Antoni, ale śmiało mogę stwierdzić, że w niczym mi to nie przeszkadzało. Być może podczas czytania tej części dowiedziałabym się dalszych losów wcześniejszej bohaterki, ale moja uwaga była skupiona tylko na Cecylii i wystarczyło mi to w zupełności. 

Historia Cecylii i jej sąsiadów toczy się swoim tempem. Raz akcja zwalnia, a raz przyśpiesza. Nie przeszkadza to oczywiście w niczym, wręcz przeciwnie, pomaga rozkręcić uwagę czytelnika i czasami go zaskoczyć. Życie mieszkańców i naszej bohaterki pochłonęło mnie już od pierwszych stron, zainteresowało mnie tło historyczne i związane z tym problemy. Klimat tamtych lat został wspaniale opisany. Gwara oraz język rosyjski jest bardzo często używane, przy czym przypisy na dole, pod tekstem, pomagają zrozumieć poszczególne słowa. 

 

 „- Na ganku pojawiła się młoda Wenclowa. - Bulion jest, udka z kogutka i greczuchy z gryczanej mąki. Prosiemy bardzo.”

 

Podczas zagłębiania się w treść, poznajemy sąsiadów Cecylii i poznajemy ich plastycznie opisaną charakterystykę. Każdy bohater ma ciekawą osobowość i wyróżnia się na tle innych. Obserwując ich codzienność, zyskujemy sporą dawkę informacji o tradycji regionalnej, o tutejszych potrawach czy zwyczajach świątecznych. Doświadczenia poszczególnych ludzi pokazują nam ich zmiany. Nasza bohaterka również z nieśmiałej dziewczyny zmienia się w odważną kobietę.  W tle problemy historyczne, a obok tego wszystkiego miłość i tęsknota, strach i obawa o życie najbliższych. Uwiodła mnie ta wielorakość.

Polecam!


 








piątek, 9 kwietnia 2021

„Trogirskie wakacje” Hanna Dikta - RECENZJA PRZEDPREMIEROWA - PATRONACKA

 Znacie powieści pisane przez tę autorkę?

Ja przeczytałam dwie wcześniejsze i jestem zachwycona stylem pisania Pani Hani. Jej książki są wciągające i psychologiczne. Posiadają w sobie olbrzymi ładunek emocji. 


Autorka zabiera nas latem do Trogiru, miejscowości w Chorwacji. Byłam tam osobiście, zatem z przyjemnością pospacerowałam sobie ścieżkami razem z bohaterką. Bardzo miłe to były wspomnienia. 

Olga, mama Natalii, wraca do tego samego pensjonatu, do tego samego pokoju w chorwackiej miejscowości, w którym rok temu spędziła urlop z córką. Tym razem przyjechała sama. Ma w planach pożegnać się ze wspomnieniami i zakończyć swoje życie. Zastanawiacie się dlaczego? Co takiego wydarzyło się przez ten rok, że taka zmiana w zachowaniu naszej bohaterki? Przyjechała tutaj, by zrozumieć zachowanie córki. Czy masa pytań bez odpowiedzi znajdzie swoje wyjaśnienie właśnie tutaj? Czy to w tej miejscowości wydarzyło się coś, co zmieniło bieg życia dwóch kobiet?

Gdy razem z bohaterką poznajemy Martina, młodego Chorwata, z którym zeszłego lata kilka wieczorów spędziła Natalia, coś zaczyna się wyjaśniać. Powoli odnajdują się tajemne tropy i krok po kroku odkrywamy, jak doszło do tragedii, która spotkała dziewczynę. 




Znając pióro autorki, zdawałam sobie sprawę, że będzie to dobra lektura, bo nie stroni ona od ciężkich tematów i  lubi zagłębiać się w psychologii, tak było i tym razem. „Trogirskie wakacje” nie jest łatwą książką. Dzięki prostemu stylowi, jakim posługuje się autorka, powieść tę czyta się szybko, ale przy treści trzeba być już skupionym i w pełni otwartym na nowe tropy, które krok po kroku podsuwa nam pani Hanna. Historia naszej bohaterki jako matki zmusza nas do czegoś istotnego, mianowicie, do przeanalizowania swojego zachowania wobec dziecka. Czy jesteśmy nadopiekuńczymi matkami? Czy nasze dziecko ma odrobinę wolności i nie musi być pod wieczną kuratelą? Czy ufamy mu, a ono ufa nam? Czy obserwatorzy obok mogą przypiąć nam łatkę z napisem - Rodzic, który kocha za mocno?

 „Jeśli pragniemy kogoś zobaczyć, zobaczymy go. Chód obcego człowieka zamieni się w chód bliskiej nam osoby, sylwetka wcale nieprzypominająca tamtej sylwetki nagle stanie się do niej łudząco podobna.”

 

 Jest to jedna z tych powieści, które pozostawiają czytelnika zaangażowanego w historię, poruszając najczulszą strunę w sercu matki. Jest to opowieść o poranionej emocjonalnie kobiecie, która zbyt mocno integrowała się uczuciowo z własną córką. Dopiero gdy Olga spotyka osobę, która przeżyła podobną tragedię, uzmysławia sobie, że można dalej żyć, że własna śmierć nie jest jedynym rozwiązaniem.

Autorka stworzyła historię, która mną całkowicie zawładnęła. Oczarowała opisami Chorwacji i przejęła tragedią głównej bohaterki. Współczułam Oldze, było mi jej żal, gdyż sama nie wiem, jak bym postąpiła, czy nie miałabym podobnych uczuć. Z zaangażowaniem śledziłam jej skomplikowane życie i tropy, które pojawiały się powoli. Jest to na pewno powieść nieprzewidywalna i intrygująca.

Polecam!





czwartek, 8 kwietnia 2021

„Maria. Dziewczyna z kwiatem we włosach ” Sawicka Wioletta RECENZJA PATRONACKA

Uwielbiam powieści pisane przez tę autorkę. Mają w sobie wszystko to, co lubię w książkach - tło historyczne, bohaterowie z zarysem psychologicznym i życiowe zakręty, które pokazują, że nic w życiu nie jest nam dane raz na zawsze. 

Maria to trzecia część serii, którą mój blog objął patronatem medialnym i z której jestem szalenie dumna. Za każdym razem autorka pokazuje nam, że kobiety wcale nie są słabą płcią, wręcz przeciwnie, to właśnie my, kobiety, jesteśmy niezłomne i potrafimy po najgorszym życiowym zawirowaniu podnieść się i żyć dalej.

 

 „Kobiety są fundamentem życia. A najmocniejsze fundamenty powstają z miłości, nie z kamieni. Umacniane wiarą i nadzieją przetrwają każdą zawieruchę. Może trochę okaleczone, ale przetrwają.”

 

Wioletta Sawicka tym razem zabiera nas do roku 1933, gdzie pojawiają się początki Trzeciej Rzeszy. Przenosimy się do Königsberga, gdzie nasza bohaterka Maria, córka poważanego dyrektora szkoły, wychowana po niemiecku, niewiele pamięta z czasów, gdy była małym dzieckiem. Jej ojciec, Joachim von Lauen, wywiózł ją z Polski, gdy miała zaledwie cztery lata, musiał zmienić jej i swoją tożsamość. Teraz Marynia ma dziewiętnaście lat i jest piękną kobietą, podobną do swojej matki Oleńki. Dopiero gdy niemiecki oficer składa jej ofertę małżeństwa, sprawy związane z jej rodziną wychodzą na jaw. Klaus von Hoffenberg staje się zagorzałym nazistą i życie pod jednym dachem z Polką zaczyna mu przeszkadzać. Ojciec Marii na łożu śmierci prosi ją by ta wyjechała do Królewca, w jej rodzinne strony. 

Niemcy zaczynają być pod władaniem szalonego Adolfa Hitlera i nastaje trudny czas dla wszelkich mieszanych ras. Zaczynają się ciężkie czasy, pełne nienawiści i okrucieństwa. Jeśli lubicie tło historyczne, to pochłoniecie tę powieść. Trudne życie Maryni i jej rodziny wciąga nas niesamowicie, odnosi się wrażenie, że stoimy obok i wspólnie uczestniczymy w niedogodnościach życia. Robiłam sobie przerwy w czytaniu, ponieważ miałam autentyczne poczucie, że wpadłam w tamten świat, świat straszny, okrutny...

 


  „Nie sztuką jest bezsensownie zginąć. Sztuką jest sensownie żyć. Zwłaszcza w tych niebezpiecznych czasach.

Bardzo polubiłam postać Marii, akceptowałam jej wybory i uśmiechałam się, gdy wplatała w swoje włosy kwiat, to taki symbol kobiety silnej i wyróżniającej się. Twardy charakter odziedziczony po Ostojańskich imponował mi i gdybym była obok naszej bohaterki, zaprzyjaźniłabym się z nią. Wspólnie podejmowałybyśmy trudne decyzje, czasami wręcz odważne, zmieniające bieg życia. Wspólnie poświęcałybyśmy się dla innych, bo to nadaje cel i sens życiu. Trzeba pomagać tym, którzy potrzebują i chcą pomocy.

 
„Dla taty wolność i ojczyzna zawsze były ważniejsze od życia. Dla moich braci również. Nie dziw się, że nie potrafię siedzieć z założonymi rękami.

„Maria. Dziewczyna z kwiatem we włosach ” to piękna i wzruszająca historia. Pokazuje ona nam, jak ważne jest wychowanie w rodzinie, w której walczy się o swój kraj i zrobi wszystko, by wyzwolić się z ataków nieprzyjaciela. Pokazuje również, jak ważna jest nadzieja  i siła, by dążyć do celu. Każda postać, która przewinęła się w tej historii, jest ciekawie nakreślona, a tło warunków życia to uwypukla. Powieść napisana jest bardzo dobrym stylem, wszystkie elementy spójne i zamykające się idealnie w całość, aczkolwiek końcówka zaskakuje, zostawiając furtkę do kontynuowania kilku wątków.



„Obiecał, że wróci, więc wróci. Inni też wrócą. Nie będzie jak dawniej, śmierć cioci i Jeremiego nas okaleczyła, ale kiedyś przyjdzie takie jutro, które osuszy wczorajsze łzy. Ludzie, zamiast nienawidzić, będą woleli kochać, zamiast zabijać, dawać życie. Zamiast płakać, znów zaczną się śmiać. Mój ojciec, który też tam gdzieś nad nami czuwa, pisał, że nienawiść krzyczy, miłość zaś mówi szeptem, bo mieszka w sercu, a ono nie potrzebuje głośnych słów, tylko czułych gestów i kochania. Wierzę, że wróci taki czas i wszyscy, których kochamy...

 

Polecam z całego serca.

 


 


czwartek, 25 lutego 2021

„Przypadek? Nie sądzę!” Michał Krawczyk

Czytacie debiuty? Dajecie szansę tym, którzy dopiero zaczynają? Ja zawsze z rezerwą podchodzę do takich książek, ale na pewno daję szansę. Każdy z nas w jakieś dziedzinie debiutuje, prawda?

 

Poznajemy Agatę, początkującą aktorkę, która traci pracę. Na dodatek została porzucona przez Brajana i przez niego przestaje wierzyć w miłość. Czy przytrafi się jej jeszcze coś gorszego? 

Poznajemy również Ryśka, który podobny jest do magnesu, ponieważ przyciąga do siebie same kłopoty. Gdy został zmuszony do opuszczenia wynajmowanego mieszkania, postanawia również opuścić swoje miejsce pracy, bo parzenia kawy ma już serdecznie dość.  

 


 

Przypadkiem oboje wybierają się w to samo miejsce - do Żyworódki. Każde z nich jedzie do swojej rodziny, odpocząć, nabrać dystansu i przemyśleć pewne sprawy. Babcie naszych głównych bohaterów to szalone kobiety, które każdego czytelnika doprowadzą do boleści żołądka ze śmiechu. Fatima i Marcela, bo tak mają na imię babcie, są niesamowite i chciałabym takie osoby spotkać w swoim życiu lub mieć takie poczucie humoru oraz energię, gdy będę w ich wieku. Poczucie złośliwości oraz ironii w tych kobietach idealnie współgra z naszymi czasami. Na pewno najmocniejszą stroną tej powieści są dialogi oraz energiczne panie drugiego planu. 

 

„Przypadek? Nie sądzę!” to komedia obyczajowa pełna niespodziewanych zwrotów i zaskakujących sytuacji. To historia, w której udział bierze lokalna społeczność  pokazująca, że szukanie szczęścia czasami bywa trudne. Czy nasi bohaterowie znajdą swoje miejsce na Ziemi? Czy zregenerują się w Żyworódce? No bo w jakimś celu wybrali to miejsce, prawda? A nic nie dzieje się przez przypadek, tylko zdarza się po coś.



piątek, 19 lutego 2021

„Dorośli” Marie Aubert

 
Poznajemy Idę, która jest bezdzietną architektką. Cały czas czuje się młodo, ale zaczyna coraz częściej myśleć o macierzyństwie. Rozważa je, chociaż nie ma stałego partnera. Wybiera się na urlop do rodzinnego norweskiego domku, w którym mają się spotkać z siostrą i mamą, której to planowane są sześćdziesiąte piąte urodziny. Siostra Idy jest w ciąży, czym doprowadza starszą siostrę do jeszcze większego rozmyślania o dziecku. 

Tymczasem są wakacje, upalne lato i wspaniałe fiordy, które możemy podziwiać czytając opisy. Ja miałam to szczęście, że  widziałam te cudowne zakola wodne i strome skały otaczające wodę, więc bez problemu przeniosłam się w tamte rejony. Chciałoby się tam kolejny raz pojechać i ponownie zastanowić się nad własnym życiem. Idealna sceneria, prawda?


 


Jest to krótka historia, ale na pewno nie opowiada o  sielankowym spotkaniu rodzinnym. Dwie siostry, dojrzałe kobiety, podobne doświadczenia, a jednak coś wisi w powietrzu. Niewypowiedziane słowa, brak szczerej rozmowy czasami komplikują życie nie tylko jednej osobie. Pomiędzy bliskimi sobie siostrami pojawia się niewidzialny mur, który na podstawie niedopowiedzeń i pretensji rośnie w siłę. Od lat rywalizowały pomiędzy sobą, a teraz ciąża staje się punktem zapalnym.  

Autorka w rewelacyjny sposób oddaje postrzeganie bezdzietnych singielek w średnim wieku. Bo ponoć po czterdziestce powinniśmy spodziewać się wnuków, a nie dopiero zaczynać myśleć o dziecku. Gorzka prawda wylewa się z rozmowy prowadzonej podczas urodzinowego spotkania. Chyba nikt z biesiadników nie jest szczery co do swoich myśli, odczuć, nie mówi otwarcie, co czuje i tłumione emocje się wylewają. Prym wiedzie Ida, główna bohaterka i narratorka. 

Lekko rozczarowałam się zakończeniem, ponieważ spodziewałam się innego, bardziej radykalnego, a dostałam jakby uciętą scenę. Może taki był zamiar autorki, nie wiem. Może szykuje dla nas ciąg dalszy?  

Książkę polecam!





czwartek, 18 lutego 2021

„Zatrzymać czas” Anna Sakowicz

 Jest doskonale. Wystarczy tylko zatrzymać czas, by nic się nie zepsuło.

 

Czytaliście poprzednie części dwóch sióstr Żółtaszek? Mam nadzieję, że tak, bo ot nadeszła kolejna część. Równie dobra, jak jej poprzedniczki. Jeśli ktoś dopiero zacznie z nimi przygodę, to nic straconego. Autorka tak napisała, że wszystko jest wyjaśnione i nie odczuwa się braku poprzednich przygód bohaterek. Wiadomo jednak, że lepiej jest zacząć od początku. Gwarantuję, że nie będzie to stracony czas. 

Agata po urodzeniu dziecka postanawia schudnąć i wyjść za mąż za Emila. Tylko czy jej się to uda? Wiadomo, że jak są problemy, a te lubią się kumulować, czasami nie idzie jak po maśle i trzeba się postarać, by plan postanowień został zrealizowany.

Agata i Pola to siostry, które zawsze mogą na sobie polegać. Pola, dziewczyna na wózku, na widok siostrzeńca poczuła instynkt macierzyński i zaczyna zastanawiać się nad tym, czy poradziłaby sobie, gdyby i ona była w ciąży i czy jest to możliwe. 




Wydaje mi się, że Anna Sakowicz z każdą nową książką ulepsza swój warsztat pisarski, bo z każdą kolejną przeczytaną jej powieścią, coraz bardziej jestem zachwycona. Tutaj podoba mi się chyba wszystko, w równym stopniu styl, po wykreowane postacie i ich życiowe plany, które są tak różne od siebie. Bo i dziewczyny są różne.


Historia zawarta na 330 stronach pochłonie Was całkowicie, to mogę zagwarantować. Przeczytałam już sporo książek i wiem, że ta pochłania czytelnika bez reszty. Energia, która panuje w tej powieści, udziela się nam. Momentami zmusza do refleksji, byśmy zastanowili się nad tym, co mamy, co posiadamy, i docenili to. Akcja książki to w większości splot zabawnych i niespodziewanych zdarzeń związanych z macierzyństwem, ale nie tylko. Staniemy się świadkami rozmów o adopcji, o problemach osób poruszających się na wózku inwalidzkim oraz dowiemy się, gdzie są miejsca przyjazne dziecku.



„Zatrzymać czas” książka napisana lekkim stylem, dająca złudzenie poprzez okładkę, że i lektura będzie lekka. Czy taka jest? Jedno wiem na pewno - gdy potrzeba Wam dawki dobrego humoru, gdzie dialogi powodują salwy śmiechu i gdy potrzebujecie fajnych powiedzonek, takich w codziennych sytuacjach, to trafiliście na idealną pozycję. Jest też strona emocjonalna, która, trafiając na wrażliwą osobę, sprawi, że poleją się łzy. Przede wszystkim znajdziemy tutaj wspaniałą siostrzaną miłość, przyjaźń i wiele aspektów codziennego życia. 

Jestem ciekawa, czy powstanie kolejna część. Bo książka zakończyła się tak, jak powinna, ale Agata nie do końca zrealizowała swój plan, a to wiąże się z tym, że mamy otwartą furtkę. My albo autorka. 

Polecam!









niedziela, 7 lutego 2021

„Taka jak ona” Katarzyna Mak RECENZJA PATRONACKA


Nadszedł czas na kontynuację książki "Inna niż wszystkie".

Powieść zakończyła się nieoczekiwanym, pełnym niedomówień rozstaniem. Nieprzemyślane decyzje zaważyły na dalszych losach naszych bohaterów. Czy dwa rozdarte serca ponownie zlepią się w całość? Co też autorka przygotowała dla nas?

Mat rozpacza i nie radzi sobie z nagłym odejściem Liv. Jest załamany i rozczarowany kolejną złą decyzją ukochanej, która to opuszcza go, zostawiając tylko krótki list. Przy życiu utrzymują go wspomnienia i syn. Jak długo tak pociągnie? Czy coś sprawi, że otrząśnie się z letargu i na nowo zacznie żyć? Coś, a może ktoś?


Natomiast Liv musiała wybierać pomiędzy życiem a śmiercią, i wybrała - zaufała osobom, którym nie powinna. Odeszła w tajemnicy, zostawiając niewiele mówiący list. Znając autorkę wiadomo, że decyzje Liv będą nieprzemyślane i los z niej zadrwi. Wyląduje ona w gangsterskim świecie pełnym przemocy, z którego nie będzie widać odwrotu. Jak wybrnie z kłopotliwej sytuacji nasza bohaterka? Podda się losowi, czy będzie walczyła o coś innego?

 


 

Katarzyna Mak pisze powieści, w których akcja goni sensację. Nieprzewidywalność oraz elementy zaskoczenia to jedne z wielu atutów autorki. Gdy wydaje się nam, że wiemy, jak potoczy się akcja książki, autorka wymyśla taką scenę, że krew w żyłach czytelnika albo zamarza, albo zaczyna szybszy bieg. Dostajemy sceny z filmu akcji lub sceny erotyczne, które mieszają w myślach i powodują, że z otwartymi ustami śledzimy dalsze losy bohaterów.

Zastanawiałam się, co też autorka wymyśli w kolejnej części, ale tego, co napisała, nie byłam w stanie przewidzieć. Ma ona ogromny talent do wymyślania fabuły, stopniowania napięcia i oferowania nam sporej dawki erotyki. W książkach jej autorstwa nie ma czasu na nudę, wciąga tak, że niejedna osoba zarwie nockę na zagłębianiu się w treści lektury. Jestem pod ogromnym wrażeniem kreatywności i wyobraźni. Przygody bohaterów opisywane w taki sposób, że niekiedy miałam wrażenie, że i ja biorę udział w akcji razem z Liv. Razem z bohaterką polubiłam niektóre osoby i kibicowałam w przyjaźni kobiet, które na to uczucie zapracowały. Podczas czytania tej powieści przez moje serce i myśli przetoczyła się istna lawina emocji. Historia jednej z drugoplanowych postaci poruszyła mnie do głębi, sprawiając, że zaszkliły mi się oczy. Lubię takie książki. 

„Taka jak ona” to powieść, którą pochłania się w zastraszającym tempie. Jest napięcie, gangsterski świat pełen akcji i zaskakujących scen oraz udane zakończenie. Co jeszcze się wydarzy? Jakie jeszcze niespodzianki przewidziała dla nas autorka?


Polecam!


Kolejna część jesienią.












 

sobota, 30 stycznia 2021

„Organista z martwej wsi” Danuta Chlupová

    Cena za zdradę jest wysoka, nawet jeśli... zdrady nigdy nie było. 

 Uwielbiam powieści pisane przez tą autorkę. Są pełne tajemnic, pękniętych życiowych rys na sercu człowieka i pięknie opisanych historycznych dziejów w tle.  

 Książka zaczyna się w momencie, w którym to wybitny profesor muzyki Adam Szynder zaczyna grać na organach w krakowskim kościele. Słuchacze to ludzie w różnym wieku, lecz przeważająca ilość to studenci, gdyż koncert odbywa się z inicjatywy Duszpasterstwa Akademickiego. Koncert ten odbywa się w szczytnym celu, mianowicie jest ofiarowany dzieciom, które zostały pokrzywdzone z racji tego, że ich rodzice lub jeden z rodziców przebywają w zakładach karnych. 

Gdy pada pytanie, dlaczego przyjął akurat to zgłoszenie na charytatywny koncert, odpowiada, że wie, co to znaczy być dzieckiem więźnia. Jego ojciec również był karany. 

 

 „ - Czas na opowiedzenie naszej historii. Na opowiedzenie światu, że nawet tam, gdzie panuje mrok, może w końcu zabłysnąć światło. O tym, że także człowiek, którego dzieciństwo zaczęło się koszmarnie, może być później szczęśliwy...”

 

Czasami zbieg okoliczności obraca wniwecz czyjeś życie, a człowiek jest zmuszony ugiąć się przed wiatrem historii. Bywa też tak, że najszczersze intencje wobec kobiety sprowadzają same kłopoty.

 


 

 Zaczynają się dwie opowieści i poznajemy dwie miejscowości.

Teodor, wiejski organista i nauczyciel w polskiej wsi na Zaolziu, żyje szczęśliwie u boku żony i ma obok siebie to, co kocha najbardziej. Szczęśliwe małżeństwo, utalentowany syn i muzyka wystarczają mu do życia. Tylko jak długo można szczęśliwie żyć w latach 50-tych? Czy to możliwe, gdy nie jest się komunistą? Czasami wystarczy jeden błąd i jego konsekwencje ponosi się bardzo dotkliwie.

Poznajemy historię Teodora dzięki Sabinie - dziennikarki, z którą już robił wywiad dawno temu. Tym razem wywiad będzie o jego rodzinie i dramacie, jaki rozegrał się dawno temu w jego rodzinnej wsi Dwory. Co ta wieś skrywa za tajemnicę? Jaki to będzie dramat? I do jakiej zdrady miał dopuścić się ojciec naszego bohatera? Dowiemy się również, co takiego się wydarzyło, że rodzinnego miejsca Teodora już nie ma.


Za każdym razem, gdy zabieram się za czytanie powieści tej autorki, jestem przekonana, że czeka mnie świetna lektura. Za każdym razem również wiem, że przeniosę się w inne czasy i doświadczę problemów ludzi żyjących w danej dekadzie. Podróż, w jaką zaprasza nas autorka, sprawi, że będziemy świadkami nieoczekiwanych zdarzeń, które doprowadzą nas do tego, że nie będziemy w stanie oderwać się od treści i w ogromnym napięciu będziemy czytać do ostatniej strony. Napięcie jest, ale akcja niekoniecznie rwie szybko do przodu, co nie znaczy, że czas przy czytaniu się dłuży. Realia życiowe nakreślone zostały bardzo starannie, dzięki czemu mamy możliwość doświadczyć codzienności życia ludzi w latach pięćdziesiątych. Pokazują nam ich problemy, samotną gorycz, ale i szczęście, bo także i te dobre rzeczy dopadają ludzi. Pozwalają docenić życie w ówczesnym świecie bez komunistycznych machlojek i partyjnego życia.

„Organista z martwej wsi” to książka, którą polecam każdemu. Jest świetna tak samo dla kobiety jak i mężczyzny. Idealnie ukazane postaci mistrzowsko wpasowują się w całość i sprawiają, że przeżywamy wspólnie ich problemy i radości. Wszystko jest pięknie połączone, tworząc naprawdę rewelacyjną całość. 

Polecam!




poniedziałek, 25 stycznia 2021

„Stewardesy. Cała prawda o lataniu” Pyzia Krzysztof RECENZJA PATRONACKA

    Książek o pracy stewardes wyszło już sporo na rynek literacki, czytałam nawet kiedyś jedną, ale nie była tak interesująca jak ta, o której mam zamiar Wam napisać. 

    Pewnie każda dziewczyna marzyła o tym, by zostać stewardessą, a chłopak o zawodzie pilota samolotu. To taki prestiżowy zawód. Mało kto z nas wie, jakim kosztem osiąga się taką pracę. Czy zdawaliście sobie sprawę, że bycie kobietą w uniformie na pokładzie to zaraz po stomatologu najniebezpieczniejszy zawód? Bezpieczniejsza jest praca w elektrowni atomowej czy przy wydobywaniu ropy, ponieważ stewardesy nie tylko są narażone na stresujące sytuacje, ale także na promieniowanie kosmiczne wywołujące raka czy na mnóstwo chorób wynikających z częstej zmiany klimatu i stref czasowych. No i pasażerowie również mogą zarazić różnymi chorobami.

Kulisy pracy stewardesy owiane są tajemnicą. Zastanawialiście się, dlaczego?

 

 „Stewardesy. Przepiękne kobiety, których uśmiechy kryją wiele tajemnic. W trakcie lotu pełnią wiele ról. Od opiekunki, przez sprzedawcę i psychologa, na lekarzu kończąc.”

 

 


Jak napisał sam autor bycie stewardesą to styl życia, niedostępny dla większości z nas. Może to i dobrze? 

Cały ten ich światek jest hermetycznie zamknięty niczym w szklanej kopule. Dzięki uprzejmości autora możemy przedostać się do tego świata i dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy. Reporterska śmiałość autora otwiera przed nami tajemniczy świat. To nie tylko kobieta z wózkiem podająca napoje i drobne przekąski, to nie tylko osoba, która pokazuje nam co robić w razie problemów z lotem. Te kobiety powinniśmy traktować z należytym dla nich szacunkiem.

 

 „Znajomość języków obcych, doskonały stan zdrowia i do tego aparycja - wysportowana, nienaganna sylwetka. Tatuaże w widocznych miejscach? Nie ma mowy! Bez stewardes nie odbędzie się żaden lot z pasażerami na pokładzie. W końcu to one są oczami i uszami pilotów, szczelnie zamkniętych w swoich kokpitach.”


 

Całość prezentuje się bardzo przyjemnie. Napisana prostym i przyjemnym stylem sprawia, że przygody stewardess przywołują ą uśmiech na nasze twarze. Niektóre natomiast przygody doprowadzają do zdziwienia z powodu niecodziennych sytuacji. Praca tych kobiet uzmysławia nam, że to ciężki kawałek chleba. To nie tylko podróże do ciekawych krajów i podawanie posiłków, to wszystkie zawody świata w jednej osobie. Rzeczywistość zaskoczy niejednego czytelnika. Autor zadawał bardzo fajne pytania, przez co całość jest rewelacyjna.

 Myślę, że tę pozycję powinna przeczytać każda kobieta myśląca o takiej pracy.  Nie jest to łatwy zawód, a książka być może w porę uzmysłowi nam, czy warto jednak iść w tym kierunku.

Polecam!

 






poniedziałek, 11 stycznia 2021

„Znajdź mnie. Teraz” Kathinka Engel RECENZJA PATRONACKA/PRZEDPREMIEROWA

Dajmy szczęściu drugą szansę! 

Pierwszy tom bestsellerowej serii.

 

Poznajemy młodą dziewczynę o imieniu Tamsin w momencie, w którym to żegna się z dziadkiem. Niedawno zmarł, a był dla niej przyjacielem i podporą w trudnych chwilach. Rodzice traktują ją jak małą dziewczynkę i narzucają jej cały czas swoją wolę, nie zwracając uwagi na to, czy jest to również zgodne z jej oczekiwaniami. Nasza bohaterka ma dosyć życia pod kloszem rodziców i postanawia wyjechać na studia na drugi koniec kraju. Marzy jej się studiowanie literatury. Przy okazji pragnie uciec od nieudanej przygody z chłopakiem, zapomnieć. 


 „Na stoliku nadal leży podniszczone wydanie Kubusia Puchatka. Jak co wieczór czytam kilka stron. Bo jestem przekonana, że gdy człowiek czyta przed snem, jego sny stają się piękniejsze.”

 

Książki stają się jej całym życiem do czasu, aż poznaje chłopaka z przeszłością - Rhysa, który jest byłym więźniem. Został wrobiony i musiał odsiedzieć za kratami, zamiast cieszyć się młodością. Teraz nie pozostaje mu nic innego, jak żyć z traumą z przeszłości i wierzyć, że przyszłość będzie lepsza.

Dostaje pracę w kawiarni, do której po przeprowadzce zaczyna przychodzić nasza bohaterka. Tamsin, szczęśliwa, że uwolniła się ze złotej klatki i może studiować na wymarzonej uczelni, tryska dobrym humorem i energią. 

 

 „To jakieś szaleństwo. Zawsze gdy przychodzi Tamsin, robi się głośno, kolorowo i wszystko ożywa. Kiedy jej nie ma, życie tylko odbija się echem od ścian.”

Chłopak na początku nie jest miły, można rzec, że wręcz opryskliwy, ale z czasem zmienia się. Dziewczyna swoim charakterem pomaga mu stanąć na nogi. Czy od tej chwili będzie już tylko pięknie? Czy traumy odejdą w zapomnienie? Czy będą wracały w najmniej odpowiednim momencie? Czy jeszcze jakieś tajemnice są niewypowiedziane?

 


Jest to książka typu young adult, opowiada o młodych ludziach, ale ja, czytając ją, świetnie się czułam. Skomplikowane relacje młodych oraz traumy wyniesione z domów rodzinnych sprawiają, że tę powieść czyta się stopniowo, coraz bardziej poznajemy warstwy osobowości bohaterów, oswajamy się z ich traumami i wynikającymi z nich trudnymi decyzjami. Młodzi uczą się na własnych błędach i dążą do spokojnego życia. Tylko czy będzie im to dane?

 

 „- Sunday Morning, The Velvet Underground. Jedna z moich ulubionych piosenek. Ten instrument nazywa się czelesta. Nazwa pochodzi z łaciny i oznacza niebiański. I tak właśnie brzmi, prawda? Niebiańsko.”

 

Pełno tutaj znanych i mniej znanych tytułów książek i dobrej muzyki. Co jakiś czas włączałam sobie piosenkę, której słuchali nasi bohaterowie, no i przeczytałam raz jeszcze całą książkę o Kubusiu Puchatku. Tutaj bardzo często jest ona wspominana. Miłość do literatury bije z każdej strony. Wspaniale mi się ją czytało.  

Autorka ma niezwykle lekkie pióro, przez co książkę czyta się bardzo płynnie i przyjemnie. Ze znawstwem psychologii przedstawiła nam lęki, uczucia i problemy bohaterów. „Znajdź mnie. Teraz” to rewelacyjna historia o demonach przeszłości, przyjaźni i dawaniu sobie drugiej szansy. To również historia o miłości dojrzewającej wraz z bohaterami. Narratorami są oni oboje, a co za tym idzie, poznajemy wydarzenia widziane ich oczami i możemy wcielić się doskonale w życie, jakie prowadzili.

Polecam!