wtorek, 21 stycznia 2020

„Stażystka” Alicja Sinicka RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Znacie książki Alicji Sinickiej? Znacie jej pióro?
Mnie za każdym razem zaskakuje ona perfekcyjnością swoich powieści. Autorka, oddając nam thriller, przemyca również elementy psychologii i całe studium zawirowań psychologicznych.


Poznajemy Ewę, żonę Marka Skalskiego. Jej mąż szuka stażystki do swojej firmy, a ona mu w tym pomaga. Obserwuje kandydatki i domyśla się, która z dziewczyn zaintryguje jej męża. Są z pozoru normalnym, zgodnym małżeństwem. Z pozoru. Co jest w środku? Plątanina emocji i wcześniejszych przeżyć.

Poznajemy również Klaudię - piękną, młodą, dopiero co po studiach. Wcześniej związana była z dojrzałymi mężczyznami, była ich utrzymanką. Matka zapracowana, zajmująca się, według wielu, najgorszym dla kobiety zawodem, nie zawracała sobie głowy tym, co robi córka. Aktualnie nasza bohaterka szuka pracy i gdy dowiaduje się o stażu, stara się o tę posadę. Oczywiście zostaje zatrudniona, ale to nie tak miało być. Małżeństwo Skalskich wplątuje ją w niebezpieczny trójkąt małżeński. Wcześniej dochodziło już do podobnych sytuacji, lecz za każdym razem stażystki umierały lub przepadały bez śladu. Czy to tylko zbieg okoliczności? Czy ktoś celowo próbuje niszczyć taki związek w trójkę? Czy Klaudia również powinna obawiać się o swoje życie, jak jej poprzedniczki? 




Namiętność. Tajemnica. Zbrodnia.
Tak. Te trzy aspekty gwarantują rewelacyjną i zarazem hipnotyzującą lekturę na zimowe wieczory. 
Dojrzałość oraz perfekcyjność autorki jest wyczuwalna. Wspaniale bawi się czytelnikiem, podsuwając pewne tropy, ale niekoniecznie prawdziwe.  
Intrygująco opisała również obsesję Marka na punkcie symetrii oraz jak działa sponsoring i jaki ma on wpływ na psychikę, zwłaszcza młodych kobiet.

Jeszcze długo po przeczytaniu tej historii myślałam o jej zakończeniu.  O tym, jak nieprzewidziany, niezaplanowany bywa los. Uwielbiam właśnie takie książki, po których emocje długo we mnie siedzą. Klimat tej powieści jest niesamowity. Bardzo ciężko oderwać się od stron, które właśnie trzymane są w rękach i robić cokolwiek innego; myśli i tak będą krążyć do Klaudii i jej dziwnego układu z szefem. Miałam nieodparte wrażenie, że smutek przeplata się z radością, a chore układy międzyludzkie zadziwiają i sprawiają, że sami również zatapiamy się w tym dziwnym środowisku.

„Stażystka” to niebanalna historia z zaskakującą fabułą i świetnym zakończeniem. Jestem pewna, że ta powieść zostanie ze mną na długo, a kiedyś z przyjemnością do niej wrócę. 

Polecam!

















poniedziałek, 13 stycznia 2020

„Oleńka. Panienka z Białego Dworu” Wioletta Sawicka - PATRONAT MEDIALNY


Dzisiaj premiera!

Przed nami dramatyczne dzieje polskiej rodziny ziemiańskiej z wileńskich Kresów. 

Jest to pierwszy tom opowieści o kobietach, które musiały radzić sobie w trudnych warunkach i w trudnych czasach, kiedy to działy się wzniosłe momenty historii, gdzie miłość przeplatała się z nienawiścią. 

Mamy rok 1913. Poznajemy rodzinę Ostojańskich - Hrabiego, jego żonę oraz dzieci. Rodzina ta mieszka w ogromnym majątku. Własny pałac, stadnina oraz gorzelnia sprawiają, że niczego im nie brakuje. Żyją, umacniając polskiego ducha. Oleńka, córka Hrabiego, jeździ do biednych dzieci i uczy je polskiego języka. Czy to zaowocuje w przyszłości? Na pewno dzieci kochają panienkę, bo ta, zawsze przy okazji nauczania, przywozi im smakołyki.
Nasza bohaterka Oleńka, mając już osiemnaście lat i będąc najmłodszą ze wszystkich dzieci, jest oczkiem w głowie tatusia. Hrabia godzi się na wybryki córki i pozwala czerpać dużo więcej z życia niż inne dziewczęta w jej wieku. Nastolatka jest uparta i dąży do swoich celów.

Poznajemy również Joachima. Jest on ubogim nauczycielem z sąsiedztwa. Ubogim, ale o wielkim, dobrym sercu. Nasza bohaterka od razu poczuła coś do niego i robi wszystko, by za każdym razem, gdy odwiedza maluchy, spotkać się z fascynującym ją mężczyzną. Zdają sobie sprawę, że rodzice Oleńki mogą być przeciwko mezaliansowi, jaki spadnie na ich rodzinę, ale to nie przeszkadza kwitnąć ich miłości. 
Niestety, rodzice Oleńki mają już inny plan na dalsze losy ich najmłodszej córki. 

Zbliża się pierwsza wojna światowa. Nieszczęście, jakie spadło pewnego poranka na rodzinę Ostojańskich, zmieniło wszystko i wszystkich.




Znając pióro autorki, z zainteresowaniem zabrałam się do czytania pierwszej części o Oleńce. Od razu zauważyć się daje, jak książka jest dopracowana i  jak wspaniale jest napisana, co sprawia, że ciężko jest się oderwać od tej historii. Na pewno każdy będzie zaspokojony literacko.

Autorka w umiejętny sposób opisuje polskie ziemiaństwo, jego wady i zalety. Opisuje również świat pod zaborami i wszystko to, co dzieje się w przededniu Pierwszej Wojny Światowej.

Poznajemy również szeptuchę, kobietę, która leczy ziołami. Do spotkań z nią dochodzi w drewnianej chacie, zwykle przy kuchennym stole lub na łóżku. Kobieta odmawia tajemnicze rytuały, odmierza ilości ziół i robi z nich medykamenty. Duchowość, religijność oraz moc ziół sprawiały, że można było wyleczyć chorych. Z tego, co wiem, działalność szeptuch jest głęboko zakorzeniona w kulturze ludowej. Z przyjemnością gościłam w izbie tej kobiety, czułam zapach ziół, który był wyczuwalny przez odwracane strony tej książki. 


 „Oleńka. Panienka z Białego Dworu” budzi ciekawość oraz niepokój. Ciekawość co wyniknie z rodzącego się uczucia, ale niepokoi nadchodzącą informacją o wojnie i o tym, co zacznie się dziać. Czytając historię młodej dziewczyny oraz jej rodziny, stajemy się prawie naocznymi świadkami wielkich wydarzeń. Jest to również opowieść o buncie kobiet przeciwko aranżowanym małżeństwom, pragnącym żyć po swojemu. 

Wioletta Sawicka napisała książkę wyjątkową. Stworzyła historię, która pokazuje ludzi, którzy żyli w ciężkich dla Polski czasach, a mimo to śmiali się i płakali. Jest głęboko zakorzeniona w polskości oraz w instytucji rodziny. Uświadamia nam, ile zawdzięczamy naszym przodkom.
Polecam!







piątek, 3 stycznia 2020

„Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z krainy krówek”


Lubicie krówki? 
Słodki smak, ciągnący się karmel. Pycha!
A może oglądaliście film „Charlie i fabryka czekolady”?
Przygody są podobnie pochłaniające.  


W Gryzmołkowie mamy właśnie taki smak i zapach otulający naszych bohaterów.
Poznajemy Archiego McKarmelka, zwykłego chłopca, który po śmierci taty został tylko z mamą. Pewnego razu dostał zaproszenie do Miodowego Dworu. Okazało się, że to właśnie on odziedziczył fortunę, wielki dom oraz fabrykę krówek. Jak myślicie, ucieszył się? Pewnie każde dziecko byłoby szczęśliwe, mając dla siebie wspaniały dom i mnóstwo słodyczy. Tylko czy taki dostatek karmelu nie znudzi się po jakimś czasie?

Dziadek naszego młodego bohatera przed śmiercią napisał dla niego list pełen zadań do wykonania. Te zadania są do zrobienia, a za nimi kryją się różnego rodzaju tajemnice rodzinne. Czy Archie poradzi sobie z nimi?  






Jak wiemy, życie nie jest słodkie jak krówka i nie ma nic wspólnego z wieczną zabawą. I o tym właśnie przekonuje się nasz bohater. Okazuje się, że w Gryzmołkowie coś się dzieje. Coś złego. Ginie tajemny składnik do produkcji krówek, bez którego fabryka będzie musiała zostać zamknięta. Nie dość, że nasz bohater dostał listę od dziadka, to jeszcze musi znaleźć brakujący element, by produkcja najsmaczniejszych słodyczy nie została zamknięta.

Jeśli kupujecie swoim dzieciom bajki z fantastycznymi przygodami, to musicie kupić również tę. Są tu akcje detektywistyczne i magiczne z mnóstwem wspaniałych przygód. Archie ma do znalezienia siedem skarbów. Musi wykazać się odwagą i sprytem. Udowodnić, że jest godnym następcą McKarmelków.
Słodkie przygody młodego bohatera czyta się w szalonym tempie. Akcje, którymi raczy nas drużyna Archiego, sprawiają, że nie jesteśmy w stanie się od nich oderwać. Nie sposób również oderwać uśmiechu od ust.

Co mi się najbardziej podobało?
Ukazanie przyjaźni. Nasz bohater poznaje kilka osób, które okazują się wiernymi kompanami jego przygód. Jest też pies oraz stworzenia z innego świata — smoki. 
Autor zaserwował nam wyśmienitą mieszankę. Jest słodko, śmiesznie, ale i momentami strasznie. Czyli idealnie dla młodego czytelnika.

„Tajemnice Gryzmołkowa. Duch z krainy krówek” to wyśmienita zabawa dla dzieci i dorosłych. Świetnie bawiłam się, czytając przygody młodego Archiego i jego przyjaciół. 
Polecam każdemu!

Spodziewajcie się tego, co niespodziewane!

środa, 1 stycznia 2020

„Cyberpunk. Odrodzenie” Andrzej Ziemiański

Witajcie w nowym 2020 roku!

Przychodzę do Was z zapowiedzią oraz informacją, że właśnie ruszyła przedsprzedaż świetnej książki, napisanej przez polskiego mistrza fantastyki. 

Przedsprzedaż ruszyła w Nowy Rok, zaś 15.04.2020 książka trafi do księgarni.





Książka już kilka miesięcy przed polską premierą wzbudziła zainteresowanie na światowym rynku, prawa zostały sprzedane do Czech i trwają rozmowy o publikacji w innych krajach. „Cyberpunk. Odrodzenie” pozwala zanurzyć się w otchłani gigantycznego, rozświetlonego neonami miasta, w którym rządzą zbrodnia i nauka przyszłości. 


Okryte mgłą i spowite deszczem wieżowce, wąskie, zatłoczone uliczki, pulsujące neony i wielkoformatowe reklamy dają tło rzeczywistości, w której kwitną przestępczość, nielegalny handel bronią, danymi, a nawet ludzkim ciałem. To świat, w którym jednostka nic nie znaczy, a za los ogółu odpowiadają wielkie korporacje i gangi. To Zakazane Miasto. Shey Scott – były policjant, wydalony ze służby z powodu śmiertelnej choroby oraz partnerujący mu Lou Landon usiłują namierzyć Axel Staller – bliźniaczą siostrę kobiety, która w biały dzień, mimo najwyższych środków bezpieczeństwa i drobiazgowej kontroli, pod okiem kamer, z niewiadomych przyczyn zamordowała kilkanaście osób.

Andrzej Ziemiański ma już za sobą udaną wyprawę w cyberpunkowe światy – jego „Toy Wars” trwale zapisało się w pamięci miłośników gatunku. Teraz, gdy utrwalony w świadomości społecznej obraz miasta przyszłości zdaje się być już codziennością, postanowił spojrzeć na gatunek z nowej perspektywy. 
Oprócz nawiązania do klasyki gatunku, w książce „Cyberpunk. Odrodzenie” oddaje też ducha obecnych czasów, które zdają się być spełnieniem obaw sprzed lat. Uciekamy w wirtualną rzeczywistość, bo ta prawdziwa staje się nie do zniesienia, jesteśmy niepewni przyszłości, bombardują nas postapokaliptyczne newsy, a zewsząd atakują technologiczne nowinki . Zaledwie krok dzieli nas od świata, w którym człowiek, zdominowany technologią, będzie musiał walczyć przeciwko maszynie...

Taki opis daje nam wydawnictwo.
Jesteście zainteresowani tą pozycją? 

piątek, 20 grudnia 2019

„Mądre bajki - pozytywne myślenie” Agnieszka Antosiewicz



Czytacie swoim dzieciom bajki?

Mądre bajki mają to do siebie, że przekazują ciekawe wartości potrzebne w życiu młodego człowieka.  Takie właśnie są bajeczki napisane przez Agnieszkę Antosiewicz.

Jest to książeczka dla dzieci w wieku przedszkolnym. Zastanawiałam się nad tym, czy dzieci uczące się czytać potrafiłyby same próbować, ale chyba druk jest dla nich za mały. 
Jest tu 20 opowieści i każda ma w sobie inny przekaz. Dowiadujemy się o tym, jak sobie radzić w życiu z problemami, które można spotkać każdego dnia. Są tu poruszane trudne problemy, jak i te łatwiejsze, ale pokazują też problem z innej strony. Po przeczytaniu takiej bajeczki można dyskutować z dzieckiem. Podobało mi się bardzo nawiązanie do kontaktów z obcymi ludźmi. Czyli jak uczulić dzieci na ignorowanie tajemniczych wujków koleżanek oraz innych typków zaczepiających dzieci na chodnikach. 
Takie opowieści uczą i dają możliwość rozmowy.


Podobały mi się również ilustracje. Są kolorowe i adekwatne do wieku dzieci. Strony nie są białe, tylko kolorowe i zachęcające do czytania. Okładka twarda, pięknie wydana, idealna na prezent. 

Gdy chcecie porozmawiać z dziećmi na temat odpowiedzialności, życzliwości i innych wartościach, czytajcie razem te bajeczki.
Czasami same tytuły opowiadań mówią o ciekawym temacie. Piernik nad piernikami. O szacunku dla starszych. Wiadomo o czym jest opowiadanie, prawda?
Polecam!  




Wydawnictwo Greg

czwartek, 5 grudnia 2019

„Piąta babcia Dominika” Katarzyna Ryrych

Znacie prozę Katarzyny Ryrych?
To już moja kolejna jej przeczytana książka i muszę napisać, że ma ona ogromny talent. Talent do tego, by w skromnych rozmiarów książeczce zamieścić ogromny przekaz skierowany do dzieci. Ja jestem zachwycona treścią i sposobem przekazywania informacji. Sięgnijcie również po inne książki dla dzieci tej autorki, każda jest magiczna.

Poznajemy Dominika o nazwisku Zajonc. Nie ma on lekko w życiu, zwłaszcza w szkole. Rodzice nie chcą zmienić nazwiska, a sprawia ono przygody, z którymi Dominik musi się borykać. Zbliżają się wakacje i chłopiec cieszy się na spędzenie ich u dziadka nad morzem, gdzie przy okazji ma poznać swoją już piątą babcię. Tak, piątą. Jego dziadek bardzo szybko zakochuje się w kobietach. Przy okazji pozna rezolutne kuzynki, które są jak dwie krople wody. Oczywiście przygody go nie ominą, nawet wplącze się w aferę kryminalną, ale przecież po to są wakacje, by coś się działo.





Poznajemy dziadka i jego ostatnią wybrankę, która w niczym nie przypomina starszej, siwej pani. Babcie zawsze kojarzą nam się z siwą panią siedzącą na bujanym fotelu, dziergającą szalik lub jakiś sweter na drutach, prawda? Ta babcia jest inna. Jest informatykiem i tworzy gry komputerowe. Jest wesoła i bardzo towarzyska.  Bliźniaczki, które pozna nasz Dominik to właśnie jej wnuczki, które nie przypadły do gustu naszemu bohaterowi. Gdyby mógł, omijałby je z daleka, ale one zawsze pojawiają się obok. I zawsze dwie. Żartobliwie nazwał je Myszowate.

Cała trójka wplątuje się w aferę po znalezieniu fryzjerskiej głowy. Co tam się będzie działo.... tego musicie sami się dowiedzieć.

Jest to niepozorna książeczka, bo ma zaledwie 159 stron, ale napisana jest dużymi literami i na pewno zajmie dzieci na kilka godzin. Historia znajdująca się w niej jest fenomenalna, nawet ja miałam problem z oderwaniem się od niej. Czyta się ją ekspresowo, bo autorka ma bardzo lekkie pióro, do tego bardzo obrazowo opisuje miejsca i sytuacje, więc naprawdę wszytko jest bardzo łatwo sobie wyobrazić. Do tego rewelacyjne poczucie humoru autorki doprowadza czasami do salw śmiechu. Muszę również wspomnieć o ilustracjach Anny Wielbut, jakie mamy w środku tej uroczej książeczki. Są bardzo ładne i nawiązujące do sytuacji. Możemy nauczyć się na przykład robić węzeł kotwiczny. 





Bardzo mi się podobało w tej powieści to, że autorka przemyca informacje historyczne oraz inne ważne fakty, na przykład, by nie oceniać ludzi po pozorach lub też, że każdy człowiek ma prawo być inny. Nie trzeba powielać wytartych schematów czy też zachowywać się tak, jak inni. 
Jestem pewna, że opowieść o przygodach Dominika spodoba się każdemu starszemu dziecku.


„Piąta babcia Dominika”  to książka idealna na przedświąteczny czas, gdy rodzice, zajęci sprawami organizacyjnymi, mało czasu poświęcają swoim pociechom, a zagłębiające się w lekturę dzieci zapomną o tym, co dzieje się obok nich. Przepadną w świecie, gdzie Dominik razem z kuzynkami szuka złodzieja, a potem opowiedzą Wam, jakie wspaniałe przesłanie pomiędzy wierszami przemyciła autorka.


 POLECAM!

wtorek, 3 grudnia 2019

„Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena” Simon Lars


Lubicie książki, w których dzieją się dziwne rzeczy? Gadające ludzkim głosem psy i wybrańcy z wielu? 

Poznajemy Lennarta, który odnosi sukces jako młody konsultant i jest zadowolony ze swojego, jakże spokojnego i ułożonego, życia. Gdy traci głos, zostaje zwolniony z pracy.  Dodatkowo spotykają go co chwila jakieś dziwne sytuacje. Pod wpływem niewytłumaczonych wydarzeń jego życie wywraca się do góry nogami.  
Zaczyna spotykać tajemniczego kataryniarza, i to nie tylko w realnym życiu, ale i w snach. Koleżanka, która do tej pory była normalna, zaczyna dziwnie się zachowywać. Sąsiad zostawia mu w spadku sklep i znudzonego psa. Mops, którego dostał w spadku po sąsiedzie, podczas burzy zaczyna mówić. Zaskakująca fabuła z olbrzymią dawką humoru rozkręca się niczym karuzela.






Lubię czytać takie książki. Na początku odrobina spokoju, intrygi, by stopniowo przyspieszać tempo i akcję. Lubię również magiczne przedmioty i niespotykane sytuacje. Takie momenty sprawiają, że z niedowierzaniem o tym czytamy. 
Historie, w których znajduje się gadający pies i to jeszcze mały mops, to rzadkość na rynku literackim. Do tej pory nie spotkałam się z taką lekturą. A jest to strzał w dziesiątkę.
Ubawiłam się, czytając jego sarkastyczne uwagi rzucane co jakiś czas. Mieć takiego psa obok siebie, to dopiero wyzwanie.


W tej powieści podobało mi się wszystko. Postacie są tak różnorodne, tak kolorowe, że czyta się o nich z przyjemnością. Opisy fajne, aczkolwiek są momenty, że mogły być krótsze, ale nie ujmuje to wspaniałej historii Lennarta. 
Najgorsze natomiast było zakończenie!
Dlaczego? Bo skończyło się w takim momencie, że powinno się za to ukarać autora. Tak się nie powinno robić, drodzy autorzy. Pozostało teraz tylko czekać na kontynuację.


„Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena” to historia, która zawładnie myślami każdego, kto odważy się sięgnąć po nią. Jest to książka dla ludzi z wyobraźnią, jak i lubiących pośmiać się podczas lektury.
POLECAM!