poniedziałek, 21 czerwca 2021

„Zaginiona apteka” Penner Sarah

 Zapomniana historia...

Okryta tajemnicą sieć kobiet. Życie wśród trucizn i zemsty.

Witajcie w zaginionej aptece!


Poznajemy Nellę, która prowadzi rodzinną aptekę ukrytą pośród zaułków osiemnastowiecznego Londynu. Dlaczego apteka jest ukryta? Niejeden z Was zada takie pytanie. Nella obsługuje niezwykłą klientelę. W całym mieście maltretowane lub zdradzane kobiety przekazują sobie szeptem wieści o tajemniczej kobiecie, sprzedającej na pozór niewinne trucizny, dzięki którym mogą raz na zawsze pozbyć się swoich dręczycieli. Los apteki staje jednak pod znakiem zapytania, gdy nowa klientka, przedwcześnie dojrzała dwunastoletnia dziewczynka, popełnia brzemienny w skutki błąd, którego konsekwencje ciągną się przez wieki.
Poznajemy również współczesne życie Carolin Parcewell, jest ona niedoszłą historyczką, która pod wpływem pewnych zbiegów okoliczności samotnie spędza w Londynie dziesiątą rocznicę ślubu. Przypadkiem trafia na wskazówkę dotyczącą serii tajemniczych niewyjaśnionych zgonów w tym mieście sprzed dwustu lat, a wtedy los splata jej życie z życiem aptekarki sprzed wieków. Z życiem... i śmiercią.
 


 
Biorąc tę powieść do ręki, nie widziałam, czego mogę się spodziewać, ponieważ od jakiegoś czasu nie czytam informacji na tyłach książki. 
W tym przypadku zahipnotyzowała mnie przepiękna okładka i wiedziałam, że muszę tę właśnie książkę przeczytać.
Jestem nią oczarowana!

Trzyma w napięciu od pierwszych stron i nie pozwala zatrzymać się tysiącom myśli, które zaczynają nachodzić do głowy. Na początku nie widzimy, co mają wspólnego obie kobiety, ale z czasem, gdy podążamy za losem jednej i drugiej, zaczynamy iść razem z nimi wytartą ścieżką. Jak po nitce do kłębka idziemy razem z Caroline do świata Nelli. Do świata pełnego pasji, poświęceń i zrozumienia. To właśnie ona, nauczona przez własną matkę, stara się pomagać kobietom, które takiej pomocy potrzebują. Są to czasami dziwne prośby, straszne i mordercze, ale Nella stara się pomagać każdej. Z czasem dowiadujemy się również, że tej pomocy udziela również przez coś, co sama przeszła w życiu. Czy złość i potrzeba zemsty jest dobrym doradcą? Może zależy od okoliczności ?


„Przesunęłam kciukiem po wizerunku niedźwiedzia, myśląc o tym, czego nauczył mnie ten flakon - że najtrudniejsza prawda nigdy nie leży na powierzchni. Należy się do niej dokopać, wyciągając ją na światło dziennie i oczyścić.”


Autorka wspaniale pokazuje nam, że śmierć na skutek otrucia wymaga z natury rzeczy pewnej intymności. Bo pomiędzy ofiarą a zbrodniarzem zwykle istnieje zaufanie. W tamtych czasach, gdy poznajemy życie Nelli, mamy w Anglii XVIII i XIX wiek, i to właśnie wtedy był największy odsetek skazanych trucicieli. Stanowiły one grono matek, żon oraz służących. Toksykologia sądowa wtedy jeszcze nie istniała. Ciężko było lekarzowi podać przyczynę zgonu.


Dajcie się ponieść tej fantastycznej historii, która przeniesie Was w dawne czasy. Może poczujcie się jak Caroline i swoim tropem pójdziecie szukać właścicielki buteleczki, na której widoczny jest znak, mały niedźwiedź. 
Polecam!


 


3 komentarze: