czwartek, 1 sierpnia 2019

„Chłopak, którego nie było” Elżbieta Rodzeń



Wydawnictwo - Między Słowami
Data wydania - 31 lipca 2019
Ilość stron - 428

Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 



Jeśli naprawdę kogoś kochasz, przeznaczenie zawsze znajdzie drogę...


Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Mam kilka jej książek w domu, ale jakoś nie było nam po drodze. Bardzo żałuję, że odwlekałam w czasie przeczytanie jej prozy, ponieważ pisze ona bajecznie. W cudowny sposób sprawia, że w sercach napełnia się nadzieja na lepsze jutro.


Poznajemy Martynę, młodą dziewczynę, która pracuje ponad siły w pensjonacie rodziców. Pensjonat znajduje się nad morzem, w pięknej okolicy, lecz nie ma zbyt wielkiego ruchu. Dziewczyna traktowana jest przez rodzinę jak nic nieznacząca osoba. Zawsze jako ta gorsza przy mądrej starszej siostrze. Dlaczego tak jest, dowiadujemy się z wpisów, jakie przedstawia nam Martyna. Dowiadujemy się, jak przebiegało jej dzieciństwo oraz wkraczanie w dorosłość. Cały czas czeka na wielką miłość. Czeka, lecz obawia się, że jej miłość zostanie niespełniona. 
Gdy w Święta Bożego Narodzenia poznaje na plaży przystojnego mężczyznę, jej życie zmieni się, tylko czy aby na lepsze?
Poznajemy również przystojnego Jamesa, który mógłby być marzeniem niejednej dziewczyny. Przez większość swego życia był sam. Pewnego razu zwraca uwagę na Martynę. Zauważa w niej ogromne pokłady zdolności manualnych i aranżacyjnych. Jako pierwszy wierzy w nią i postanawia pokazać jej inny świat. Świat, w którym odnalazła się idealnie. To właśnie przy nim nasza bohaterka nabiera wiary w siebie i zaczyna wierzyć, że może jednak szczęście dla niej też jest możliwe. 

Jest jedna rzecz, która nie daje Martynie spokoju. James jest bardzo podobny do kogoś, kto skradł jej serce dawno temu. Czy to podobieństwo pomoże uporać się ze złamanym dawno temu sercem? Czy nowa miłość zagoi wszystkie rany? Czy dwa różne światy mają szansę się połączyć?




Wczoraj skończyłam czytać tę powieść i bardzo chciałam od razu napisać recenzję. To, co napisana w niej historia zrobiła ze mną, jest niesamowite. Sama historia jest mało realna, mało wiarygodna, ponieważ brzmi jak bajka, dokładnie jak bajka o Kopciuszku, ale jest tak cudowna, że serce szaleje. Chyba każda kobieta marzy o takim uczuciu.

Znacie chorobę zwaną schizofrenią? Jest to bardzo wstydliwy temat w naszym społeczeństwie. Większość z nas boi się tej choroby. A gdyby okazało się, że na tę chorobę zachorowało dziecko?  Jak rodzice zareagują? Tak jak rodzice naszej bohaterki? Zamiast wspierać będą wstydzić się chorego dziecka? Nie taka chyba jest rola rodzica. Nasza bohaterka wiele przeszła w życiu. Pora, by los odmienił się dla niej. Czy się uda?
Jest to książka, która opowiada bardzo skomplikowany przypadek. Przypadek, który jest niewiarygodny, ale chyba możliwy. Trudno zrozumieć zaistniałą sytuację. Zjawisko nadprzyrodzone idealnie wtapia się w codzienność. Przenikają się wzajemnie.

 Są tu poruszone trudne tematy, które sprawiają, że odczuwamy złość, niedowierzanie oraz rozczarowanie. Nasi bohaterowie również przeżywają podobnie. Płaczą, są szczęśliwi i pokazują to w cudowny sposób. Widzimy rewelacyjną przemianę Martyny, która z zakompleksionej dziewczyny zmienia się w pewną siebie kobietę. Bo piękno jest w nas, a gdy czujemy się potrzebne i kochane, rozkwitamy. Potrzeba tylko odpowiednich bodźców. 
Mamy również kolorowe opisy Grecji i Wiednia. Są tak autentyczne, że odnosi się wrażenie, że przebywamy tam razem z bohaterami. 
Fantastyczna atmosfera oraz dynamika akcji sprawia, że czytając mamy wrażenie, że oglądamy film. Nie ma tu czasu na nudę, za to dostajemy wyrazistych bohaterów, odczucie gęstego napięcia pomiędzy nimi oraz masę niepewności. Wszystkie niejasności zostają na końcu rozwiane i kończymy książkę z uśmiechem na ustach.

 „Z tysiąca niezwykłych powodów lubię słuchać bicia jego serca.”

„Chłopak, którego nie było” to historia dla każdej kobiety. Lektura dostarczy wiele emocji i wzruszeń. Temat, jaki tu znajdziemy jest niebanalny. Przeczytałam sporo książek, ale z taką tematyką jeszcze się nie spotkałam. Historia, którą oddała nam autorka na pewno uczy odwagi życia. Pokazuje, że jak idziemy z prądem, nic ciekawego nas nie spotka. A wystarczy czasami odważyć się, zaufać swoim przeczuciom i życie może całkowicie się zmienić. Pokazuje również jak ważna w życiu jest empatia. Powinniśmy się jej nauczyć.



poniedziałek, 29 lipca 2019

„Daleko od morza” Agnieszka Gładzik



Wydawnictwo - Filia
Data wydania - 17 lipca 2019
Liczba stron - 480
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans




Powojenna zawierucha, trudne relacje międzyludzkie, a w tym wszystkim walka o człowieczeństwo, przyjaźń, a wreszcie miłość. 



Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i uważam, że jest bardzo udane. Jestem bardzo ciekawa jej wcześniejszych pozycji. Na pewno je przeczytam.



Poznajemy Mariannę — trzydziestoletnią lekarkę. 
Europa w tym czasie tonie w powojennym chaosie.
Młoda kobieta powraca do Polski po dość długiej rekonwalescencji spowodowanej pobytem w obozie Ravensbrück. Wróciła, aby odnaleźć swojego brata oraz by zapomnieć o traumatycznych przeżyciach. Co zastała na miejscu? Ruiny, biedę i nienawiść wobec bliźniego. Nikt nie zwraca uwagi na innych, każdy zajmuje się sobą. Ona tak nie potrafi. Pomaga ludziom i nie patrzy, czy to Polak czy Niemiec. Spotykając się z ludźmi, słucha ich historii i postanawia wszystkie je spisać. Podczas zapisywania zasłyszanych historii próbuje zrozumieć motywy i uporać się ze swoją przeszłością.

Marianna przenosi się do Szczecina, mając nadzieję, że znajdzie kogoś z rodziny. Decyzje, jakie podejmuje, zaważą nie tylko na jej życiu, ale także na losach jej najbliższych.
Czy uda jej się odnaleźć brata lub kogoś z rodziny? Co zrobi ze spisywanymi historiami? 





Nie wiem kto i czemu zakwalifikował tę książkę do romansu. Jest tu wątek miłosny, owszem, ale zaraz jako romans? Nie zgadzam się. Autorka przytoczyła w tej powieści zdarzenia, które faktycznie miały miejsca. Wiele scen również zostało zainspirowanych opowieściami ocalałych ludzi oraz rodzinną historią autorki. Uważam, że ta książka jest wspaniała i wrzucenie jej do worka z romansami jak dla mnie jest krzywdzące. No ale nie mnie to oceniać.

Autorka w rewelacyjny sposób udźwignęła temat, a jest on niełatwy. Czytamy o rzezi wołyńskiej, o chorych dzieciach, Niemcach innych niż ci zaślepieni w idee Hitlera, o trudach życia. I widzimy naszą bohaterkę, która pełna szlachetnego serca pomaga wszystkim bez wyjątku. Czasami spotykają ją za to nieprzyjemności, ale kobieta nie zraża się. Potrafi przebaczać i wspierać w trudnych chwilach.

Bohaterowie w tej historii zostali świetnie nakreśleni. Są tacy jak my, zwykli ludzie, którzy płaczą, cieszą się, robią błędy, a potem ich żałują. Są bardzo wiarygodni. Ich relacje, emocje i przygody są nam bliskie, a zarazem dawkowane powoli. Fabuła przemyślana, trzyma od pierwszych do ostatnich stron. Niektóre wydarzenia wywołają autentyczne poruszenie, będzie współczucie, złość, a czasem i łzy. Są sceny chwytające za wrażliwe serce.


„Daleko od morza”  to historia, która dostarczy czytelnikowi wielu wrażeń, dreszczyk emocji oraz momentami sprawi, że wstrzyma on oddech. Samo zakończenie jest kwintesencją tej powieści.  Jak dla mnie, jest bardzo wartościową pozycją.

 Polecam!










piątek, 26 lipca 2019

„Dom lalek” Edyta Świętek



Wydawnictwo -  Replika
Data wydania - 28 maja 2019
Liczba stron - 368
Kategoria - literatura obyczajowa, romans




W końcu los odpowiedział na wszystkie moje prośby...
Nie, jednak nie na wszystkie...
Naprawdę nie wiem, czym ja sobie na ciebie zasłużyłam.



Uwielbiam książki tej autorki. Pisze ona tak różnorodnie, że w jej powieściach nie ma monotonii. Raz lekka proza, raz wojna w tle, a innym razem książki, które mają w sobie ogromne przekazy. Edyta Świętek pisze książki idealne dla kobiet.

Poznajemy młodą kobietę o imieniu Anita. Jest ona wycofana, bez wiary w siebie, od zawsze żyjąca w cieniu chorej siostry. Od zawsze wyśmiewana przez rówieśników i gorzej traktowana przez rodziców. Niepełnosprawna siostra, chociaż młodsza, miała na wszystko pozwolone. Anita była zawsze sama, bez przyjaciół, za to z wielkimi marzeniami. Chciała być kochana i móc kochać. 

Pewnego razu na masce samochodu znajduje pudełko z lalką. Myśląc, że ktoś ją przez przypadek zostawił, zapomina o sprawie. Kilka miesięcy później poznaje mężczyznę, który, zaczynając dbać o swoje zdrowie, postanawia biegać w parku. Akurat tam, gdzie biega nasza bohaterka. Gdy poznają się bliżej, wydaje się on Anicie idealnym partnerem. Jest czuły, troskliwy, dbający o nią na każdym kroku, słuchający jej. Spełniający niemal każde jej marzenie. 
Kobieta zaczyna rozkwitać. Czuje się kochana, atrakcyjna i rozpieszczana przez Mikołaja. Tak bardzo pragnęła normalnego życia, nie w cieniu chorej siostry. Chciała, by ją ktoś zauważył jako kobietę pełną miłości. 
Gdy zaczyna dostawać kolejne lalki, smutek i złość zachodzą na jej twarz.


Czy będzie jej dane szczęście u boku ukochanego mężczyzny? Czy są sobie pisani? Okazuje się, że mężczyzna ma z nią związane inne plany oraz coś przed nią ukrywa. Czy ten sekret może wszystko zmienić?





Różowa okładka, kwiaty i kobieta. Biorąc do ręki tę książkę, myślałam, że będzie to lekka lektura. Czasami za słodką okładką kryje się wstrząsająca opowieść. Taka jest właśnie najnowsza książka autorki.

Poznając życie naszej bohaterki, widzimy, jaki wpływ na jej dorosłe życie miało jej dzieciństwo. Chora siostra wiecznie zwracała na siebie większą uwagę rodziców, więcej jej było pozwalane. Anita stała z boku, bo jak mogła konkurować z młodszą siostrą?

Takie dzieci, jak nasza bohaterka, przejawiają w dorosłym życiu wyższy poziom lęku oraz częściej wycofują się z kontaktów społecznych. Posiadają również niższą samoocenę, przez to, że będąc rodzeństwem niepełnosprawnej osoby, sami są za takie uważane zwłaszcza przez rówieśników. Takie zachowanie sprawia, że występują trudności adaptacyjne w szkolnym środowisku, powstają zaburzenia emocjonalne oraz relacje z nimi.

Autorka w rewelacyjny sposób pokazała nam konflikty w szkole i poza nią oraz jak trudno jest dorastać z niepełnosprawnym rodzeństwem. Rola rodziny w stosunku do obu dziewczyn była zadziwiająca. Zadziwiająca dlatego, że Anita w tej rodzinie była traktowana jak ta gorsza. Była brzydka i wycofana, natomiast jej siostra była śliczna i rozrywkowa. Jak można żyć w takiej rodzinie? Jak wyjść bez szwanku na psychice? Czy opieki potrzebuje tylko chore dziecko? Zdrowego nie trzeba otaczać opieką, bo jakoś sobie poradzi? Odstawić na boczny tor, bo musi być zaradna? Jak tak można? Emocje będą buzować u niejednego czytelnika w tym momencie. 

Bohaterowie zostali wykreowani wspaniale przez autorkę. Mają wady i zalety. Śmieją się i płaczą jak każdy z nas. Nie ma tu ideałów, wszyscy są tacy namacalni. Siostry —  każda inna. Jedna skromna, wycofana i uległa, druga z premedytacją wykorzystująca nadarzające się okazje. Jest również Mikołaj - dziwny człowiek skrywający tajemnicę. Na co dzień jest szarmanckim, czułym i troskliwym dżentelmenem, ale też skrywa w sobie inne oblicze. Jakie? Na pewno szokujące.

„Dom lalek” to świetne tempo akcji, rewelacyjna zagadka, której odgadnięcie zszokuje czytelnika w zaskakującym finale. To naprawdę wyśmienita uczta literacka dla prawdziwego smakosza!

Super powieść. Świetnie stworzone psychologiczne portrety bohaterów.
Jednym słowem REWELACJA!








 


wtorek, 23 lipca 2019

„Lato wśród wydm” Agnieszka Krawczyk




Cykl - Przylądek wichrów (tom 1)
Wydawnictwo -  Filia
Data wydania - 19 czerwca 2019
Liczba stron -  400
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 



Mały biały domek nad morzem, któż o nim nie marzył?


Agnieszka Krawczyk - pisarka z Krakowa, którą miałam zaszczyt poznać. Oprowadzała mnie uliczkami swojego miasta i opowiadała ciekawe historie. Jest niesamowitą kobietą oraz autorką. Ja swoją przygodę z jej książkami zaczęłam od kryminałów, potem sięgnęłam również po obyczajówkę. 

Najnowsza książka autorki idealnie zgrała się z porą roku, ponieważ większość czytelników przebywa właśnie na urlopach i przechodzi podobny klimat, jaki znajduje się w książce. Jest mnóstwo rewelacyjnych polskich plaż, lecz akurat pisarka wybrała Dębki, które latem są centrum wszechświata. Urokliwy teren z piękną plażą i rzeką Piaśnicą. Rzeka ta spotyka się z morzem, gdzie słona woda miesza się ze słodką. Czy jest piękniejsze miejsce nad Bałtykiem? Pewnie jest, ale my nie o tym.

Poznajemy Matyldę, dekoratorkę wnętrz i artystkę w jednym. Tworzy ona przepiękne gobeliny. Posiada również wspaniały dar przemieniania zwykłego miejsca w niezwykłe. Potrafi kilkoma dodatkami zmienić wnętrze mieszkania czy innego lokalu. 
Poznajemy również Justynę, agentkę nieruchomości. Od kilku tygodni próbuje sprzedać domek nad samym morzem i nie wychodzi jej to. Postanawia poprosić o pomoc swoją przyjaciółkę Matyldę. 
Kobieta po kilku usilnych namowach i wynikłej sytuacji w jej życiu jedzie zobaczyć, gdzie spędzi kilka letnich tygodni. Nie podoba jej się widok, jaki zastaje i już wie, gdzie leży problem ze sprzedażą. Podczas jazdy zgarnia autostopowicza, który z czasem będzie jej najgorliwszym pomocnikiem w metamorfozie domku. Na jej drodze pojawi się również tajemnicza dziewczyna błąkająca się brzegiem morza oraz przystojny archeolog poszukujący skarbów we wrakach statków. Ich drogi przetną się na plaży wśród wydm, a spotkania z nimi wszystkimi zaowocują czymś wyjątkowym. Każda osoba, która pozna Matyldę, zobaczy w niej mądrą i szczerą kobietę. A co ona zobaczy w spotykanych na swojej drodze ludzi? Czy do kogoś zabije szybciej jej serce?





Lubię takie historie. Historie, które pokazują nam, że czasami jedna decyzja potrafi przewrócić do góry nogami nasze życie a przy okazji i innym. Autorka w wyśmienity sposób przekazała nam jak walczyć o swoje marzenia. Bo one same się nie spełnią, trzeba dać im na to szansę. Przekazała nam w tej powieści również świadomość, że nasze marzenia, czy też oczekiwania nigdy nie są zbyt błahe, by o nich przestać mówić. Nie wstydźmy się swoich marzeń, swoich tęsknot za czymś. Nawet najmniejsze życzenie powinno być spełnione. Wiadomo, życie to nie bajka, nie polega tylko na spełnianiu swoich marzeń, ale autorka poprzez tę historię pokazuje nam, że jednak przychodzi taka chwila, że wszystko jest dobrze. Bo życie potrafi tez zaskakiwać i to w dobrym słowa tego znaczeniu. 

Wielkie brawa dla autorki za cudowny klimat. Bardzo podobały mi się opisy, które są barwne i sugestywne. Bohaterowie są przedstawieni tak, że z papierowych stali się namacalni. Bardzo chciałabym spotkać w swoim życiu taką Matyldę i zaprzyjaźnić się z nią. Uwielbiam artystyczne dusze, które są pełne ekspresji.

„Lato wśród wydm” to klimatyczna opowieść o tym, że warto zmieniać swoje plany, realizować marzenia, spotykać się z dobrymi i ciekawymi ludźmi oraz odkrywać nowe miejsca. Ogromną zaletą tej książki jest klimat i entuzjazm, które wypływają z relacji naszych bohaterów, podczas ich niesamowitych przygód.

Polecam!



poniedziałek, 22 lipca 2019

„Czekałam na Ciebie” Magdalena Krauze RECENZJA PRZEDPREMIEROWA / PATRONAT MEDIALNY



Wydawnictwo -  Jaguar
Data wydania - 31 lipca 2019
Liczba stron - 340
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 





Jest to wspaniały debiut mądrej i empatycznej kobiety. 

Magdalena Krauze przygodę z pisaniem zaczęła jeszcze w szkole podstawowej, jednak dopiero teraz postanowiła zaryzykować i oddać w ręce czytelników swoją debiutancką powieść. Pasjonatka literatury. Najchętniej zaczytuje się w powieściach obyczajowych. Mieszka na Opolszczyźnie wraz z córką i mężem. Zodiakalny lew pełen energii, optymizmu i dowcipu, który we wszystko, co robi, angażuje się bez reszty.


Nad czym zastanawiamy się, gdy bierzemy do ręki debiut? W dodatku jeśli chodzi o debiut młodej kobiety? Zastanawiamy się nad tym, czy jej powieść będzie inna od całej reszty, bo oklepanych, banalnych historyjek na rynku wydawniczym jest mnóstwo. Zastanawiamy się, jak dana autorka postrzega świat, jak zostanie on wykreowany jej oczami. Co chce nam przekazać pomiędzy wierszami oraz to, czy nasz odbiór będzie podobny do odbioru innych czytelników.
Szczerze powiedziawszy, byłam bardzo ciekawa, czy autorka w jakiekolwiek sposób mnie zaskoczy. Czy jej się to udało? Przekonajcie się.  

Poznajemy Paulinę, która prowadzi spokojne i w miarę uregulowane życie, ma satysfakcjonującą pracę oraz kochającą rodzinę. Z przekonania jest singielką i jak do tej pory żaden mężczyzna nie skradł jej serca. Oczywiście wierzy w to, że gdzieś tam jest jej druga połówka i cierpliwie na tę połówkę czeka. Jest redaktorką w kobiecym piśmie i spełnia się zawodowo. Gdy pewnego dnia w drzwiach redakcji spotyka pewnego mężczyznę, lawina wspomnień rusza. Okazuje się, że nowym prezesem wydawnictwa będzie jej dawny znajomy Igor. Jest on niespełnioną miłością naszej bohaterki ze szkolnych lat. Wtedy to ona była gruba i brzydka, teraz nie przypomina tamtej osoby wcale. Dlatego też Igor nie poznaje Pauliny, a ta postanawia dać im białą kartkę. Czy tak się da? Czy da się żyć nadal, odcinając od siebie przeszłość? Czy przystojny Igor to brakująca połówka naszej bohaterki?




Gdy nasza bohaterka spotkała swoją miłość z lat szkolnych, zaczyna wracać do tego, co było. A wtedy nie było fajnie. Jak to młodzi ludzie bardzo łatwo wynajdywali sobie preteksty do naśmiewania się z innych. Kozłem ofiarnym stają się najczęściej osoby, które w jakiś sposób wyróżniają się w grupie. A gdy ktoś jest gruby, brzydki, lub ma inne problemy, to staje się pośmiewiskiem. Igor w latach dziecięcych był jednym z tych, którzy wyśmiewali się z innych, słabszych, co nie znaczy, że gorszych. 
Zakochana w Igorze Paulina przełykała gorzkie łzy. Czy teraz da mu kolejną szansę? Czy teraz, będąc pewną siebie kobietą, pozwoliłaby mu na takie zachowanie? 


„Wtedy w szkole to chyba najbardziej kochałam Igora za to, co sobie na jego temat wymyśliłam. Chyba nie muszę Ci tłumaczyć, że nastolatka to istota o bardzo małym rozumku. Ale dzisiaj mam dwadzieścia osiem lat, a to znaczy, że jestem o co najmniej dziesięć lat mądrzejsza. Wiem, że nawet najbardziej niebieskie oczy nie gwarantują szczęścia.”

Poznajemy wewnętrzne rozterki naszej bohaterki, widzimy jej przemianę na pewną swojej wartości kobietę i kibicujemy jej. Autorka w rewelacyjny sposób przedstawiła swoich bohaterów. Są oni prawdziwi, tacy wiarygodni. Pewnie niejeden czytelnik zobaczy w postępowaniu bohaterów swoje własne zachowania, swoje mechanizmy i odczucia.
W konsekwencji takiego odbioru postacie nie są jednowymiarowe. Każdy bohater, ten pierwszoplanowy, jak i ten dalszego planu, nie jest przerysowany, lecz pokazujący swój dramat czy swoje życie. Problemy, jakie są tu poruszane, są bardzo często rozpoznawalne i u nas. Dzięki temu czytelnik wyłapuje cechy i utożsamia się z nimi. 

Fabuła książki jest świetnie skonstruowana, nie nudzi, a wręcz jest pełna akcji. Autorka wspaniale w całą tę historię wplotła dobry humor, przez co powieść jest idealna na letni czas. 

Związek trzeba pielęgnować niezależnie od tego jak długo trwa. W życie każdej pary wkrada się czasem stagnacja, przyzwyczajenie i nuda. Najważniejsze, żeby umieć, a przede wszystkim chcieć wprowadzić tę szczyptę ożywienia, która spowoduje, że patrzymy na siebie nowym okiem.

Prawda, że życiowy cytat? W tej powieści takich złotych myśli jest sporo. Jest to bardzo życiowa pozycja.
Na pewno Was zaskoczy i zostawi z niedosytem na więcej treści. 

„Czekałam na Ciebie” to historia o życiu. O tęsknocie za lepszym momentem, za lepszym traktowaniem współmałżonka, za byciem kochaną... To jest powieść o dawaniu szansy, bo niektóre z nich można dać tylko raz w życiu. To również historia o miłości, tej dobrej, jak i tej złej, zaborczej. Czy historia Igora i Pauliny zakończy się happy endem?

Przekonajcie się sami. 
Polecam!



poniedziałek, 15 lipca 2019

„Latte z walerianą” Wanda Szymanowska




Wydawnictwo -  Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
Data wydania - 21 grudnia 2018
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans


 Jest to moje pierwsze spotkanie z panią Wandą, ale wiem na pewno, że nie ostatnie. Mam już w planach kolejne jej powieści. Nie są to objętościowo wielkie tomy, zatem można oddać się lekturze właśnie podczas wakacji.

Poznajemy Annę, która jest niezależną, młodą kobietą. Pracuje w szkole jako nauczycielka historii. Lubi swoją pracę. Jednak codzienne absurdy wyprowadzają ją z równowagi do tego stopnia, że uzależnia się od środków uspokajających. Gdy robi sobie kawę, za każdym razem dolewa specyfiku, który ma sprawić, że przejdzie stres, a przyjdzie stan relaksu. Czy aby na pewno to wystarczy?

Oczywiście bycie ciałem pedagogicznym łączy się z potężną dawką stresu. Dosyć często widzi się młodego nauczyciela, jak patrzy gdzieś w dal, zastanawiając się, co on tu robi? Nawet doświadczony nauczyciel potrafi zostać przyłapany na tym, jak łka nad raportem, od którego zależy jego zatrudnienie. Nieudolne zarządzanie i zaniedbanie systemowe - to wszystko powoduje chaos w oświacie. Przeludnione klasy, ograniczone budżety, w których brakuje nawet na przybory do pisania i na papier ksero.  

Dyrektor, nauczyciele oraz rodzice toczą boje przeciwko sobie, choć powinni stać po tej samej stronie barykady i mieć na uwadze przede wszystkim dobro uczniów. Powinni, a dlaczego nie stoją? Dlaczego walczą ze sobą? Przekonajcie się. 




Tak jak wspomniałam, jest to moja pierwsza pozycja tej autorki. Wspaniale mi się czytało o polskiej oświacie. Może słowo wspaniale nie jest adekwatnym określeniem, bo to, o czym napisała pani Wanda, pewnie pod niejeden szkolny dywan było zamiecione. W niejednej szkole takie przygodny osnuła mgła milczenia. Lepszym słowem będzie z ogromnym zainteresowaniem. 

 „Wszystkie ramiona trójkąta szkolnego – rodzice, dzieciaki i nauczyciele zamiast katalizować napięcie generują niezdrowe emocje, dobijając się wzajemnie.”

Autorka pokazuje nam realia oświaty. Zbyt duża ilość obowiązków, trudna młodzież, czyli poznajemy zalety i wady pracy nauczyciela.
Przygody naszej bohaterki czasami przerażają, czasami doprowadzają do śmiechu, ale na pewno skłaniają do pewnych przemyśleń. Bycie nauczycielem to niezwykle odpowiedzialne zajęcie. Każdy, kto jest rodzicem i oddaje swoje dziecko do szkoły, pragnie, by jego dziecku trafił się nauczyciel z pasją, cierpliwy  i potrafiący rozbudzić dziecięcą ciekawość. Czy zawsze jesteśmy zadowoleni z pedagoga, który kształtuje osobowość naszego dziecka? Czy czasami nie wymagamy od nich zbyt wiele, sami nie robiąc niczego? Jak często wychowanie zostawiamy szkole i pracującym tu pedagogom? Zbyt wielka odpowiedzialność ciążąca na ich barkach doprowadza do tego, że nauczyciele są wyczerpani, pracują po godzinach, a w skrajnych przypadkach rezygnują z wykonywanej profesji.

Bardzo często mówi się, że nauczyciele mają fajnie, dwa miesiące wakacji. Zazdrościmy im, ale czy aby na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo oni tego czasu potrzebują? Czy to wystarczy na ogarnięcie szalonych pomysłów dzieci przez 10 miesięcy?
Pani Wanda sama jest nauczycielką i zna ten świat od podszewki. I to nam właśnie przedstawia na łamach tej powieści. Musicie koniecznie przeczytać tę lekturę, może innym okiem spojrzycie na pracę nauczyciela i docenicie jakiekolwiek z jego strony starania. 


„– Nic się tym dzieciakom nie chce: czytać nie chcą, słuchać nie chcą, myśleć nie chcą, nic ich nie interesuje, wszystko jest nudne i beznadziejne. Oprócz świata zaklętego w smartfonie.”
  
Ja jestem zachwycona. „Latte z walerianą” porusza bardzo ważny i trudny temat. Na co dzień nie mamy możliwości wcielić się w rolę nauczycielki, którą uczniowie ledwo tolerują, koledzy czy koleżanki po fachu lekceważą, dyrektor ma swoje za uszami. Wszechobecne układy i układziki szerzą się na potęgę. Czy można w takich warunkach przeżyć bez waleriany?
Polecam!



„Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości” Agnieszka Cubała — RECENZJA PRZEDPREMIEROWA



Wydawnictwo - Prószyński i S-ka
Data wydania - 16 lipca 2019
liczba stron -  468
Kategoria - Literatura faktu, publicystyka 




 44 prawdziwe historie powstańczej miłości - wzruszające, dramatyczne, niezwykłe opowieści o gorących porywach serca, seksie, który w najstraszniejszych chwilach stawał się namiastką bliskości, a czasem ostatnią przyjemnością w życiu, i o miłości dojrzałej, która przetrwa wszystko. Miłości będącej świadectwem tego, jak bardzo potrzebujemy bliskości drugiego człowieka i siły, jaką daje świadomość, że mamy do kogo wracać i na kogo czekać.
 

Wśród bohaterów książki odnajdziemy zwykłych warszawiaków, a także poetów, artystów, a nawet warszawską prostytutkę. 
Wszystkich ich łączy powstańcza miłość — miłość młodych ludzi, którzy nie wiedząc, czy dożyją jutra, ze wszystkich sił próbowali przeżyć jak najpiękniej każdą ofiarowaną im chwilę. Miłość, w której każdy może odnaleźć odzwierciedlenie własnych przeżyć.

Taki opis daje wydawca. Jakie wrażenie wywarły na mnie opisane historie? Czy naprawdę w wojennym obłędzie jest miejsce na uczucie do drugiej osoby?



 
Jak wiemy, Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 r. i trwało 63 dni walk oraz 63 niespokojnych nocy. Życie Polaków w tamtych czasach upływało w ciągłym napięciu, strachu i było nieustannie zagrożone zbliżającą się śmiercią. Powstanie miało trwać tylko kilka godzin. Jak to się stało, że zamiast godzin dzisiaj piszemy dni? Największy zryw patriotyczny w tamtych czasach stał się piekłem, w którym to co dnia Warszawa była masakrowana, a o życiu i śmierci decydowały dosłownie chwile.

Analizując treść książki, można śmiało stwierdzić, że na każdy dzień Powstania Warszawskiego przypadały cztery śluby. Dlaczego powstańcy częściej niż cywile decydowali się na zawarcie związku małżeńskiego? Oni zdawali sobie sprawę, jak niepewne jest ich jutro. Jak wiele może zdarzyć się, chociażby w ciągu godziny. Oni nie chcieli czekać. Chcieli walczyć lub umierać razem. Czy to były dobre decyzje? Czy my byśmy podobnie myśleli i postąpili? Każdy młody człowiek myśli o tym, co jest tu i teraz. To kolejny zryw, lecz tym razem kierowany uczuciem. Potrzebą serca. W tak trudnych warunkach rodziła się miłość. Niekiedy było to uczucie chwilowe, ulotne, ale często trwało przez całe życie.
Wiadomą rzeczą jest, że polityka i miłość nie idą ze sobą w parze. Dlatego poznajemy tę drugą opcję — miłość. Ona jest niczym cement w rozwalających się murach Warszawy. 

"Jeśli w życiu czegoś się chce, naprawdę chce, to nigdy nie jest za późno. Bo chcieć to móc."

Autorka przedstawia nam przepiękne historie miłosne znanych, jak i prostych ludzi. Niektóre postacie przedstawione są dość barwnie, inne zaś gdzieś z tyłu, z miłością tylko swoją, gdzie za obrączki służyły miedziane krążki. Czy taka miłość jest romantyczna? Kierowana tylko z porywu serca? By chociaż przez chwilę, przez moment poczuć bliskość drugiej osoby? Na pewno. Szkoda tylko, że wyznawana była w takich okolicznościach.
Zawieranie związków małżeńskich w tamtych czasach stanowiło pewnego rodzaju przerywnik w całym ciągu pogrzebów, które księża odprawiali od rana do wieczora. Dla tych małżonków, którym było dane przeżyć powstanie, był to często najważniejszy dzień w życiu. 

Czytając książkę Agnieszki Cubały, odnosimy wrażenie, że uczestnicy powstania stają się podobni zwykłym ludziom.  Ich charakterystyki i zachowania są nam bliskie, ponieważ są to osoby młode, odważne, czasami również lekkomyślne, ale któż z nas taki nie był? Czy my nie zakochiwaliśmy się gwałtownie pierwszą miłością, nie upijaliśmy się?  Bohaterowie w tej książce są do bólu prawdziwi, pokazują nam, jak można oswoić się ze śmiercią czy strachem.

„Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości” to przepiękna i wzruszająca książka. Podczas jej czytania może niejeden z nas przewartościuje swoje uczucie do partnera i doceni to, co ma u siebie w związku. Osoby wrażliwe niech przygotują chusteczki, bo mogą polać się łzy. Pomimo trudnego tematu przez książkę się płynie. Są tu pełne miłości i oddania krótkie historie Polaków, o których warto czytać. 

Polecam!