sobota, 13 kwietnia 2019

„Gdy opadły emocje” Aneta Krasińska RECENZJA AMBASADORSKA




Wydawnictwo -  Szara Godzina
Data wydania - 24 marca 2019
Kategoria - Literatura obyczajowa i romans
Ilość stron - 236




Aneta Krasińska —  z wykształcenia i z zamiłowania humanistka zakochana w książkach. 
Znam i lubię książki tej autorki.
Oczywiście Wam również polecam.  

Pisarka oddała w nasze ręce książkę, która otwiera  trzytomowy cykl. Trójka przyjaciół z lat szkolnych przeżyła wstrząsające wydarzenie, które zmieniło ich życie na zawsze. Każdy kolejny tom zatem poświęcony zostanie rozterkom innej osoby. Jest to wspaniałe rozwiązanie, ponieważ śmierć jednego z paczki przyjaciół dostarcza ogromną ilość tajemnic i niedomówień. 
Jestem bardzo ciekawa, co tak naprawdę się wydarzyło.

W tej części poznajemy życie Marceliny. Jest to spokojna i ułożona kobieta, spełniona w roli matki i żony. Wychowuje nastoletnie bliźnięta i życie czasami potrafi ją przytłoczyć, zwłaszcza że jej mąż jest marynarzem i bardzo często zostaje ze wszystkim sama.  Razem ze swoją przyjaciółką wybierają się na spotkanie klasowe, dwadzieścia lat po maturze. To właśnie na tym spotkaniu otworzą się niezabliźnione rany z młodzieńczych lat naszych bohaterów. 
Za sprawą Emila, który po tragicznym wydarzeniu opuścił Polskę, a teraz wrócił, by spotkać się ze swoją dawną paczką, teraźniejszość miesza się z przeszłością. 




Najnowsza książka autorki to opowieść o życiu i śmierci. To, co przeminęło, przeplata się z teraźniejszością, delikatnie, lecz bez ubarwień. 

Śmierć bliskiej osoby jest i zawsze będzie trudna do zaakceptowania, tym bardziej, gdy ta osoba ginie nagle w niezrozumiałym przez nikogo wypadku. Wszystkie niezabliźnione rany i to, co siedzi głęboko na dnie duszy, gdy tylko znajdzie ujście, wypłynie na wierzch. Właśnie taki moment nastał na spotkaniu klasowym, gdy przyjaciele próbowali wspominać i szukać czegoś, co pomogłoby im uporać się z demonami przeszłości. 

Wiele ludzi odnosi sukces, pokazuje nam się jako szczęśliwy i spełniony człowiek, ale czy naprawdę tak jest? Nie do końca. Wiele z nich udaje kogoś, kim nie jest. Bardzo dużo osób z depresją, z ranami na sercu, wydają się optymistyczni, a co kryje się w ich wnętrzu? Nie jest łatwo wyrwać się z uścisku demonom, gdy dusza człowieka została obdarta z marzeń.

Odkryła, że to ból zmienił tego człowieka, który kiedyś kochał życie. Dzisiaj pod maską uśmiechów i rozmów krył się okaleczony wewnętrznie chłopak, który wciąż borykał się z demonami przeszłości.”


Autorka porusza również trudny temat, jakim jest brak tolerancji dla homoseksualistów. To nie są zmyślone historie, ale prawdziwe tragedie. Żyjemy w społeczeństwie, w której jakiekolwiek uczucia jednego mężczyzny do drugiego są tematem tabu, a reakcje są pełne jadu i nienawiści. 

Czy ja naprawdę chcę tak wiele? zastanawiał się na głos.   Pragnę być szczęśliwy. Dlaczego inni robią wszystko, by mi to zabrać? Nie jestem gównem bez uczuć! Ja kocham i chcę być kochany! Bez zakazów, kpin i wyzwisk pod moim adresem! Czy to dużo? No powiedzcie mi, czy to jest dużo?

Obserwując zachowania ludzi skupionych na klasowym spotkaniu, wywnioskować można, że wszystko w naszym życiu jest na pokaz. Nowe samochody, kolejne telefony i laptopy, mnóstwo niepotrzebnych gadżetów tylko po to, by chwalić się dobrobytem, którego tak naprawdę nie ma, ponieważ wszystko to brane jest na raty. Kogo tacy ludzie chcą oszukać? Czy pogoń za pieniądzem jest ważniejsza niż uczucia, które są przez nie zabijane? Co z relacjami rodzinnymi, skoro brakuje już na nie czasu? 
 
Dziś jesteśmy, bawimy się, kłócimy, pniemy się po szczeblach kariery, a jutro już nas nie ma. Cierpią bliscy, którzy pozostali, ale wspominają tylko ci, którzy szczerze kochali — odparł.

W tej powieści znajdziemy również wątek, który mnie bardzo wzruszył. Mianowicie problem samotności starszych osób.
Byłam bardzo zżyta ze swoją babcią i wszelkiego rodzaju podobne wzmianki odbieram bardzo osobiście. To prawda, że gdy zostajemy sami w czterech ścianach, bez niczyjej pomocy i obecności, zastanawiamy się nad różnymi rzeczami. To właśnie wtedy doceniamy życie. To ono uczy nas pokory i pokazuje, jak ważny jest ktoś obok. Ktoś, kto potrafi dać wsparcie. Samotność w pojedynkę to najgorsza zmora.

Historia o spotkaniu klasowym została napisana pięknym językiem. Każde słowo zostało starannie dobrane. Nie brakuje tu żalu, melancholii oraz tęsknoty. Tęsknoty za tym, co było i zostało utracone, za czymś, czego już nie ma.

„Gdy opadły emocje” to rewelacyjna, pełna emocji historia, ukazująca, co tak naprawdę powinno mieć wartość dla nas ludzi. Nie pieniądze, a przyjaźń. Nie romans, a rodzina. Nie życie marzeniami, lecz życie tu i teraz. Doceńmy to, co mamy, zamiast zastanawiać się, co by było, gdyby...

Polecam!  

piątek, 12 kwietnia 2019

„Gra w życie” Leona Deakin



Tłumaczenie -  Aga Zano
Wydawnictwo -  Burda Książki
Tytuł oryginału - Mind Games
Data wydania - 3 kwietnia 2019
Liczba stron - 386
Kategoria - thriller, sensacja, kryminał




 Autorka jest psycholożką i współpracuje z policją.
Ta książka to jej pierwszy thriller.
Jeszcze w tym roku kolejne przygody doktor Augusty.




Wkraczamy w świat literacki poznając rodzinę samotnej kobiety z syndromem stresu pourazowego po misjach w Afganistanie. Dowiadujemy się, że miała urodziny i akurat w ten dzień zaginęła. Zaginiecie zgłosiła zaniepokojona córka. Z czasem dochodzi do kolejnych zaginięć. Kolejny jest chłopak spodziewający się swojego pierwszego dziecka i pozostali: student oraz kochająca matka, mająca dwójkę małych dzieci. Wydawać by się mogło, że nic ich nie łączy, że każdy z nich zatracił się w grze. Co ma z tym wszystkim wspólnego gra? Bo każda zaginiona osoba miała akurat swoje urodziny i każda z nich dostała kartkę z tajemniczym napisem, znaleziona w ostatnim miejscu pobytu każdego z nich.
„Twój prezent to gra.
Zagraj - jeśli się odważysz.”

Policja ignoruje zgłoszenia zaniepokojonych członków rodziny myśląc, że zaginieni na własne życzenie oddalili się, by zagrać w tajemniczą grę, a gdy znudzą się nią, sami wrócą do domu. Rodziny czekające na zaginionych szaleją z niepokoju i zaczynają szukać innego rozwiązania. Do pomocy zostaje zaangażowana psycholog i detektyw Augusta Bloom. Krok po kroku zaczyna zagłębiać się ona w sprawę zaginionych osób. Im więcej się dowiaduje, tym większy niepokój zaczyna odczuwać. 
Bo ta gra staje się niebezpieczna... organizatorzy gry manipulują ludźmi, a Augusta zaczyna wyścig z czasem.


 Czy uda się jej powstrzymać machinę napędzającą grę?
A może wręcz przeciwnie, nieświadomie pomoże przestępcom? Okazuje się, że całkiem nieświadomie ci, co szukają rozwiązania, mają również coś wspólnego z przestępcami, a przeszłość łączy się z teraźniejszością.






Jest tyle najróżniejszych książek typu thriller, że ciężko wybrać tę najfajniejszą. Wymyślić chwytliwy tytuł - również trudne zadanie. Jak sobie poradziła autorka?
Moim zdaniem nieźle. Opis z tyłu książki intryguje i daje obietnicę na coś naprawdę dobrego.


Historia zaczyna się spokojnie, by z czasem rozkręcać się. Jest tak skonstruowana, by najpierw wabić mroczną tajemnicą, a na końcu wciągnąć w objęcia manipulacji i intryg, jakie zgotowała nam autorka. Trzyma w napięciu, nie daje odetchnąć ani na moment, spokojne wprowadzenie to taka cisza przed burzą, która sprawia, że ciężko jest się oderwać.

Jak dla mnie jest to dobrze napisana historia. Styl, jakim pisze autorka, jest prosty i zrozumiały, bez zbędnych ozdobników. Wszystko to, co aktualnie powinien dostać czytelnik, dostaje. Fabuła przemyślana, zwarta i konkretna, a akcja bardzo żywa. Czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. Odkrywanie zagadki w pewnym momencie doprowadza do tego, że nic innego się nie liczy. Bohaterowie przedstawieni w zadowalający sposób. Dzięki psychologicznym wątkom mamy możliwość wejrzenia w głąb ich umysłów.

 „Gra w życie” jest wartą polecenia pozycją. Naprawdę można przy niej spędzić wyśmienity wieczór, bo tyle zajmuje jej przeczytanie. Manipulowanie człowiekiem poprzez gry to temat na czasie. Tylko strach, że tyle psychopatów kręci się wokół nas, a my o tym nie wiemy.












środa, 10 kwietnia 2019

Fiołek wonny — fioletowy cud natury!



 Viola odorata, czyli fiołek wonny — to pierwszy fioletowy wiosenny kwiatek. Właśnie teraz, w tym okresie jest wszędzie go pełno, więc postanowiłam poświęcić na jego temat wpis na blogu.

Chyba nie jest tajemnicą, że kocham ten kolor, a co za tym idzie, kocham również kwiaty tego koloru.





Fiołki rosną prawie na każdym trawniku, bardzo często są niezauważane, deptane przez nas. Przypatrzcie się podczas spaceru czy akurat nie depczecie po nich. 

Czy wiecie, ile ten wiosenny kwiatek ma dobroczynnych właściwości? 
Fiołek można wykorzystać do sporządzania toniku, maceratu, a nawet zrobić galaretkę czy syrop.

Gdy spróbujecie zrobić fiołkowy syrop, pokochacie go taką samą miłością, jak ja...

Spróbujcie — cudowny kolor, zapach i smak Was powali.
Ten syrop zachwyci każdego, a już niebawem Dzień Matki, może warto zrobić coś samemu i od serca?

 Co potrzebujesz do zrobienia fiołkowego syropu?

3 filiżanki fiołków,
2 filiżanki cukru,
1 filiżanka wody,
1 limonka (kilka kropel)

Zagotuj wodę w małym garnku. Wyłącz ogrzewanie i dodaj do wody kwiaty, przykryj i zostaw na 24 godziny. Odcedź przez drobne sito i lekko dociśnij kwiaty, by cała woda przeleciała. Na każdą filiżankę naparu dodaj dwie filiżanki cukru. Wszystko wymieszaj na maleńkim ogniu do momentu rozpuszczenia się cukru. Nie gotuj!

Gdy cukier będzie rozpuszczony, dodaj soku z limonki. Wkraplaj po kropli i obserwuj, jak zmienia się kolor naparu. 

Jest on wspaniały do koktajli, do lemoniady, dolany do szampana. Taki romantyczny, kwiatowy i cukierkowy...

Bardzo łatwo właśnie w ten sposób uchwycić niesamowity zapach i kolor fiołków. Można również kwiaty zamrozić jako kostki lodu i podawać do gazowanej wody z cytryną. Wyglądają obłędnie!!





Co jeszcze można zrobić z pachnących kwiatów?

Wiecie, że kwiaty fiołka są jadalne, zatem każda dekoracja z ich udziałem zamieni zwykłe danie w arcydzieło.
Ja bardzo często robię cukier fiołkowy.
Czyli z przebranymi kwiatami ucieram cukier i przekładam wszystko razem do słoiczka. Taki cukier jest idealny do posypania po deserze. Ma on kolor fioletowy, zatem wygląda rewelacyjnie!

Można jeszcze zrobić sobie wspaniały tonik do cery tłustej o rewelacyjnym działaniu.

Kwiaty fiołka zalać trzeba gorącą wodą, zaparzać przez 20 min i odcedzić. W sumie tonik jest już gotowy. Służy do przemywania cery tłustej z rozszerzonymi porami, trądzikiem lub jakimiś innymi niedoskonałościami skóry. 
Ja do takiego naparu zwykle dodaję glicerynę, witaminę E, kwas mlekowy oraz odrobinę olejku z drzewa herbacianego. 
Wszystko to wspaniale się łączy i sprawia, że moja twarz jest wolna od niepożądanych wykwitów.

Kwas mlekowy w małej ilości idealnie nawilża skórę, działa przeciwzmarszczkowo oraz pomaga na przebarwienia, które bardzo często są skutkiem po trądziku. Olejek z drzewa herbacianego natomiast goi wszystkie świeże krostki i zapobiega powstawaniu nowym. 
Kolor po wymieszaniu jak poniżej. Cudowny prawda?




Można też samym naparem płukać włosy, będą puszyste i mniej przetłuszczające się.

Można również zrobić macerat fiołkowy — jest on idealny do cery wrażliwej i tłustej. Na pewno nikogo nie podrażni. 
Kwiaty fiołka zalać trzeba dobrym olejem ( olej słonecznikowy, olej winogronowy, oliwa z oliwek), by odrobinę wystawało poza kwiaty i macerować przez kilka tygodni na słońcu. Po przelaniu przez sito można zacząć olejowanie twarzy lub użyć jako składnik kremu. Ja na pewno macerat użyję do robienia swoich serum do twarzy.





Moja tarta z wykorzystaniem wonnych fiołków :)

Już niebawem ukaże się post o wspaniałych malutkich stokrotkach. 
Zapraszam!







„Cena pocałunku” Linda Kage



Tłumaczenie - Iga Wiśniewska
Cykl - Forbidden Men (tom 1)
Tytuł oryginału - Price of a Kiss
Data wydania - 13 marca 2019
Kategoria - Literatura obyczajowa i romans
Wydawnictwo -  NieZwykłe



Jest to pierwsza książka tej autorki wydana w Polsce. Jestem ciekawa, czy będą kolejne. 

Jak podaje wydawca, autorka tworzy romantyczne historie zarówno dla młodzieży, jak i dla dorosłych.

Czy mnie się spodobała napisana przez Kage historia?



W prologu poznajemy życie młodego chłopaka, którego życie nie rozpieszcza. Mason Lowe mieszka razem z matką i chorą siostrą w wynajętym domku. Jego mama bardzo długo pracuje, by utrzymać wszystko w ryzach, ale zdarza jej się zapomnieć o regularnym płaceniu czynszu.
Gdy chłopak kończy 18 lat, dostał propozycję od właścicielki wynajmowanego przez nich mieszkania, by seks z nią był zamiennikiem opłaty czynszowej. Znalazł się w pułapce. Zdaje sobie sprawę, że krucho stoją z pieniędzmi, a matka ostatnio zalega z opłatami. Kobieta pracuje na dwóch etatach, a wszystkie oszczędności zbiera na elektryczny wózek inwalidzki dla chorej na mózgowe porażenie dziecięce Sarah. 
Co zrobi przystojny Mason? Czy spokój matki i gwarancja zdobycia wózka dla siostry zwyciężą?

Dwa lata, trzy miesiące i dwanaście dni później...

Poznajemy Reese Randal, która jest świeżo upieczoną studentką college'u i razem z kuzynką zaczynają nowy rok na uczelni.  Została ona zmuszona przez swojego byłego chłopaka do przeprowadzki na drugi koniec kraju oraz zmiany nazwiska. To, co ją spotkało wcześniej, można nazwać jako koszmarne doświadczenie z facetami, świadczy o tym okropna blizna na szyi oraz próba zabójstwa naszej bohaterki. 

Ostatnią rzeczą, jakiej Reese by się spodziewała, to romans z przystojniakiem, zwanym żigolakiem, który ma na imię Mason. A jednak z każdym dniem chemia pomiędzy nimi staje się coraz bardziej zauważalna.

Co wyniknie z takiego połączenia? On - oddaje się za pieniądze i to takie, że stać na niego tylko bardzo bogate kobiety i ona - po traumatycznych przejściach ze swoim byłym.



Mamy dwójkę bohaterów. Ona i on.
Masona polubiłam od razu, ponieważ bardzo cenię ludzi, dla których najważniejsza jest rodzina. Robił wszystko, by pomóc swojej mamie i zabezpieczyć przyszłość swojej siostry. Jest bardzo troskliwy i opiekuńczy.
Na uczelni, jak i poza nią słychać plotki odnośnie do profesji Masona. Zdarza się jednak, że plotka przestaje być niewinną rozmową, wymyka się spod kontroli i niszczy życie. Znacie to?  Czy warto wyrabiać sobie zdanie tylko na podstawie słyszanej plotki? Nie oceniajmy innych ludzi po pozorach.


„Mam swoją teorię. Gdy kochasz kogoś wystarczająco mocno, ten ktoś staje się niezniszczalny. Jakby twoje uczucia były tak silne, że tworzą magiczną tarczę, która chroni tę osobę przed wszelkim bólem.”

Szkoda, że autorka nie pociągnęła dalej wcześniejszego życia Reese. Zachowania jej byłego faceta i ten wątek zmiany nazwiska sprawiał, że coś zaczynało się w tej historii dziać. Bo tak szczerze, rozwijająca się stopniowo znajomość pomiędzy naszymi bohaterami nie za bardzo mnie interesowała. Nie wiem, może to wynika z faktu, że  mało było sytuacji widzianych oczami Masona? W większości ich wspólnych przygód widzimy oczami dziewczyny.

Reese od początku książki była dziwna. Nie rozumiałam tej dziewczyny absolutnie. Jej zachowanie jest irytujące, no ale tak to bywa w powieściach, że nie może być tylko po naszej myśli. Zakończenie książki jest przewidywalne, co nie przeszkadza w czytaniu tej historii.

Czy polecam Wam powieść? 

„Cena pocałunku” to fajna lekka młodzieżówka dla tych, którzy szukają czegoś na przyjemne spędzenie wieczoru, ale gdy spodziewacie się jakiegoś wielkiego trzęsienia ziemi, to raczej go nie zauważycie. Lawiny emocji również nie doświadczycie.
Decyzja należy do Was.




piątek, 5 kwietnia 2019

„Zostań w domu” Agnieszka Pietrzyk




Wydawnictwo -  Czwarta Strona
Data wydania - 3 kwietnia 2019
Liczba stron - 456
Kategoria - thriller/sensacja/kryminał



Nie czytałam jeszcze prozy tej autorki. Z przyjemnością zabrałam się zatem za czytanie i na pewno nie zawiodłam się na niej. Odnalazłam w niej to, co lubię w dobrych thrillerach.



Jak bezpiecznie czujesz się we własnym mieszkaniu?

Akcja dzieje się w Elblągu, w mieście leżącym kawałek od mojego miejsca zamieszkania. Fajnie czyta się o prawie swoich terenach.
Mamy zimę, białą i mroźną. Dwudziestego trzeciego grudnia prezydent miasta wraca ze spotkania opłatkowego i na pustej drodze spotyka dziewczynę. Jest ona zdyszana i zmarznięta. Zabiera ją do miasta. 
Po powrocie do domu okazuje się, że z auta zginęła mu teczka z ważnymi planami na temat fundacji, której jest prezesem. Dziewczyna w podziękowaniu za podwiezienie okradła go. Na dodatek szantażuje, gdy właściciel chce odebrać swoją własność. Jak postąpi pan prezydent?

Nastaje wigilijny dzień. Ten moment zazwyczaj jest uroczysty i wzniosły. Całe rodziny szykują się do świątecznej kolacji. Prezydent miasta również. Zamiast rozkoszować się świąteczną atmosferą, internet zaczął być bombardowany wiadomościami, że blok na elbląskim osiedlu został zaatakowany przez terrorystów. Mieszkańcy wieżowca dowiadują się, że są zakładnikami i nie mogą opuścić mieszkania. Na parterze i pierwszym pietrze ustawione są bomby powodujące wybuch.
Zamiast cieszyć się wigilią, część ludzi przeżywa dramat, a kolejna część emocjonuje się transmisją w telewizji. Sprawą zajmuje się komisarz Kamil Sroka. Do pomocy dostaje rywala inspektora Semeniuka, który przyjechał aż z Wrocławia oraz oddział antyterrorystów.
Sześćdziesiąt cztery mieszkania, prawie dwustu lokatorów. 
Jak zakończy się ta akcja? Co ma wspólnego z tym zamachem dziewczyna, którą podwoził pan prezydent?
Kim są zamachowcy i czego żądają?




Poznajemy kilku bohaterów, którym możemy bliżej się przyjrzeć. Część z nich jest drugoplanowa, ale również odgrywająca ważną rolę w całej historii. To właśnie dzięki nim mamy możliwość poznać jakie emocje szarpią od wewnątrz zakładników. Autorka w rewelacyjny sposób przekazała nam sam moment zatrzymania ludzi wewnątrz bloku. Czasami odnosiło się wrażenie, że my razem z naszymi bohaterami siedzimy zamknięci bez możliwości opuszczenia wieżowca. Ten koszmar udzielał się również czytelnikowi.

Klimat książki z czasem przechodzi na czytelnika i to jest najbardziej fantastyczna rzecz, jaka mnie spotkała czytając tę historię. Można poczuć na własnej skórze mroczną, pełną niepokoju atmosferę, jaka panuje w środku wieżowca. Napięcie budowane stopniowo odniosło prawidłowy skutek, gdyż zostało przedstawione w dość wyrafinowany sposób.


Czyta się ją bardzo przyjemnie i z zapartym tchem. Jest to bardzo ciekawa powieść, napisana prostym językiem, okraszona plastycznymi opisami. Przemyślana i sprytnie poprowadzona akcja ratunkowa daje nadzieję, że z największego koszmaru jesteśmy w stanie wyjść cało.


„Zostań w domu”  to historia o sile przetrwania, o instynkcie, który posiadamy i który uaktywnia się w odpowiednim momencie - gdy stawką jest własne życie. Instynkt ten powoduje, że tak naprawdę jesteśmy zdolni do wszystkiego.
Bardzo mi się podobało, że autorka potrafiła oddać zachowanie bohaterów. Całe mnóstwo ich uczuć, emocji, jedni byli dominujący, inni podporządkowali się reszcie. To naprawdę porywający thriller, który przykuwa uwagę od pierwszych stron i trzyma w napięciu do samego końca.

Polecam!



czwartek, 4 kwietnia 2019

„Inkub” Artur Urbanowicz




Wydawnictwo - Vesper
Data wydania - 3 kwietnia 2019
Liczba stron - 728
Kategoria - horror


Dwie epoki.
Dwie historie.
Jedna wioska.
Jedna czarownica.
Jedna klątwa.
 



Uwielbiam horrory w wykonaniu tego młodego autora. Zauważalne jest, że z każdą kolejną książką rozwija swój warsztat pisarski i teraz tylko czekać na kolejne jego powieści.

Autor zabiera nas nad Suwalszczyznę.
Historia rozdzielona jest, jak wskazuje wstęp, na dwa światy i na dwie epoki, ale miejsce jest to samo - ta sama wioska na prowincji zwana Jodoziory. Mieszkańcy żyją tutaj w strachu przed tajemniczym i dziwnym miejscem, domem, w którym nikt nie mieszka. Okazuje się, że nie tylko ten dom jest dziwny i mroczny, cała ta okolica ma w sobie coś dziwnego, nasilone są tu objawy przemocy, samobójstw i zaginięć. Czy za tym wszystkim stoi czarownica, która mieszka sobie obok mieszkańców wsi?
No bo jak inaczej można wytłumaczyć zachodzące tutaj zjawiska nadprzyrodzone — zielone światło oświetlające niebo czy dziwne i przerażające odgłosy.
 
Pewnego razu zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Do tego dochodzi samobójstwo młodego dzielnicowego. To zakrawa już na poważny problem. Kto podejmie się wyzwania, by rozwiązać zagadkę i znaleźć winnych?
Sprawy podejmuje się Vytautas Cesnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia z komendy miejskiej w Suwałkach. Co zrobi, gdy okaże się, że odkrył prawdę głęboko ukrytą w przeszłości?
Mroczna historia Jodozior ma swoje korzenie w latach siedemdziesiątych. Właśnie w tamtych czasach mieszkała kobieta, która parała się czarami.
Czy wyjdzie cało, odkrywając tajemnice wsi?



Wiedziałam, że będzie to dobra książka, ale powiem Wam, że przeszła ona nawet moje oczekiwania. Artur Urbanowicz ma coś takiego w swoich książkach, że wciągają do środka, nie dając możliwości ucieczki wcześniej niż na samym końcu historii. To dopiero wtedy wypuszcza czytelnika, by odetchnął, a na samym końcu, w posłowiu sprawia, że zastanowimy się nad całą treścią książki. Autor zadaje kilka pytań i proponuje przeczytać tę pozycję raz jeszcze... od innej strony, z innej perspektywy. Mistrzostwo!!

Gdy pierwszy raz sięgnęłam po książki grozy tego autora, nie wiedziałam, co mnie czeka. Teraz biorę jego pozycje w ciemno, wiedząc, że będzie to coś fantastycznego. Jeżeli chodzi o kręgi związane z tematyką grozy, może porównywać się do prozy Kinga.


Niech Was nie przeraża ilość stron. Tego się praktycznie nie odczuwa. Czyta się błyskawicznie i znakomicie. Gęstniejąca atmosfera grozy oraz sugestywne opisy wspaniale zbudowały klimat powieści. Fantastyczny, wręcz genialny kontrast pomiędzy epokami. 
Świetnie udało się autorowi sportretować postacie powieści, nadać im psychologicznej głębi, oddać targające bohaterami emocje i strach. Jeśli dodać do tego tajemniczą i mroczną historię, plastyczne opisy, namacalną aurę i świetny styl, to składa się to wszystko na prozę, od której naprawdę ciężko się oderwać.

Polecam Wam również pierwszą książkę autora „Gałęziste”


poniedziałek, 1 kwietnia 2019

„Terra insecta. Planeta owadów” — PRZEDPREMIEROWO




Wydawnictwo - Znak
Data wydania - 3 kwietnia 2019
Liczba stron - 256
Kategoria - Literatura faktu 




Lubicie przyglądać się owadom?
Mamy miliony powodów, żeby pokochać owady.

Są małe, zgrabne i wyjątkowo uparte, a na dodatek ratują nam życie każdego dnia. Oznacza to, że mamy moralny obowiązek dbania o miliardy istot zasiedlających nasz glob.


Autorka Anne Sverdrup-Thygeson jest profesorem na Norweskim Uniwersytecie Nauk Przyrodniczych. Kocha swoją pracę i uwielbia badać świat robali. 

Tak naprawdę to nie zdajemy sobie sprawy, że to właśnie one rządzą światem. Ich mózgi nie są większe od ziarenka sezamu, ale potrafią liczyć do czterech i rozpoznawać twarze. Wiedzieliście o tym?

Nieprzyjemne insekty typu komary i meszki, które uprzykrzają nam życie, są bardzo potrzebne w przyrodzie. Są one ważnym pokarmem dla ryb, ptaków, nietoperzy i innych zwierząt. W podobny sposób możemy wyjaśnić znaczenie przydatności osy w naszym otoczeniu. Nie tylko pomaga zapylać rośliny, ale pożera szkodniki, które nam uprzykrzają życie, ale i same stają się pokarmem dla pszczołojadów i całego mnóstwa innych stworzeń.

Karaluchy mogą uratować nas z zawalonego budynku. Chrząszcze pomagają rozłożyć plastik, a dzięki mrówkom powstają antybiotyki nowej generacji. Ich strategie przetrwania i opieki nad dziećmi inspirują biologów i ekologów. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałby świat bez maleńkiej czekoladowej muszki, która jako jedyna może zapylić kwiaty kakaowca!
A wiecie o tym, że larwy muchy plujki potrafią czyścić trudno gojące się rany?






Gdy zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że to książka dla mnie. Wszystko tutaj opisane zostało w tak fantastyczny sposób, że świat tych maleńkich stworzeń jest niczym encyklopedia pisana dla dzieci. Barwna i fascynująca. Wszystko jest tak plastycznie opisane, że nie ma problemu z wyobrażeniem sobie poszczególnych owadów. 
Nie zdawałam sobie sprawy, że natura jest zadziwiająca w swojej złożoności, a insekty, które nas otaczają, stanowią jakże ważną część systemu.

Książka została podzielona na części. 
W pierwszej poznajemy ciekawostki o owadach. Jak są skonstruowane, jakie są ich gatunki oraz co robią, że słychać ich odgłosy. 

Część druga to seksualne życie naszych robaczków.
W części trzeciej przechodzimy do koegzystencji owadów z innymi zwierzętami, a w części czwartej przejdziemy do współistnienia z roślinami.

„Na każdego człowieka żyjącego dziś na Ziemi, przypada ponad 200 milionów owadów.”

Ta niezwykła kobieta swoją książką sprawi, że pokochasz stworzenia, które żądlą, tną, bzyczą i wyglądają naprawdę dziwnie. Autorka również w rewelacyjny sposób przedstawiła nam ścisłe relacje owadów z ludźmi. To właśnie one — insekty pomagają nam zaopatrzyć się w żywność, sprzątnąć w naturze oraz dają nam antybiotyki. Owady, które opanowały naszą planetę, to zębate koła natury, dzięki którym działa maszyneria świata. 

Teraz zostaje pytanie: czy powinniśmy używać środków owadobójczych?
Co się stanie, jeśli usuniemy jeden gatunek, a na jego miejsce wpadnie inny, przenoszący choroby? Czy nie doprowadzi to do mutacji insektów? Zastanówmy się, zanim sięgniemy po, jak nam się wydaje najłatwiejsze rozwiązanie. 

Polecam!