Premiera zbioru opowiadań 15 maja!!
Trzecim opowiadaniem, które zasługuje na więcej uwagi, jest historia napisana przez Annę H. Niemczynow - „Jeszcze zdążymy”
Poznajemy główną bohaterkę w momencie, gdy siedząc w Pensjonacie, zajada się goframi. Podczas śniadania pisze list. Ten list wygląda jak pamiętnik. Zaczyna się od tego, co jest tu i teraz, by za moment zagłębić się we wspomnienia. Gdy do naszej bohaterki podchodzi obsługa Pensjonatu, by zaproponować ciasto i szarlotkę, Anna nadal pisze list. List ten to pewnego rodzaju spowiedź. Spowiedź ze swojego uczucia i swojego postępowania. Na kartach tego listu znajdziemy czterdzieści lat małżeństwa naszej bohaterki.
Dlaczego jest tutaj sama i dlaczego pisze tak długi list? Gdzie jest jej mąż, skoro od ponad czterdziestu lat kochają się miłością szczerą i prawdziwą? A może to tylko Anna darzy męża właśnie taką miłością?
Znacie książki autorki? Wiecie, jakim stylem ona pisze?
Przeczuwałam, że to będzie opowiadanie w tym stylu, ale to, co zrobiła ze mną, jest niesamowite. Ja jak zahipnotyzowana, prawie na jednym wdechu czytałam całe opowiadanie. Całe 48 stron. List, który pisze Anna do swojego męża, momentami pozbawia tchu. Momentami zaś nie dowierzamy temu, co czytamy. Niejednokrotnie mówiłam na głos, sama do siebie " ach! co to jest za miłość! "
„Miejsce, młoda damo, tworzą ludzie. Ściany, owszem są ważne, ale tak naprawdę to ludzie nadają magii otoczeniu.”
Jakież te słowa są prawdziwe, prawda? Czasami mieszkamy w luksusach, a nie czujemy tego czegoś. Brakuje wrażenia, że jesteśmy u siebie. Bardzo bym chciała znaleźć się w tym Pensjonacie, gdyż coraz bardziej pragnę poznać jego właścicielkę — Panią Różę — wróżkę z opowiadania Agnieszki Lis.
Anna w zadziwiająco prosty sposób pisze o życiu. O tym, co ją otacza. Pozwala rodzinie i znajomym wypowiedzieć się na jej temat, ale i tak robi swoje. Bo przecież to my sterujemy własnym losem. Nikt za nas nie przeżyje naszego życia. Osoby z zewnątrz bardzo często widzą tylko to, co jest teraz. To, co wydarzyło się w tym momencie. Nie widzą tego, co jest w człowieku, co nazbierało się przez całe dotychczasowe życie. Osądzają, wydają wyrok. Czy mają takie prawo?
„Ja, twoja wciąż jeszcze żona, postanowiłam zawalczyć, nie walcząc. Krzyczałam, milcząc i kochałam, wierząc, że ta miłość wystarczy.”
„Jeszcze zdążymy” to opowiadanie w formie długiego listu pełnego miłości. Takiej miłości, jakiej możemy tylko zazdrościć. Przesłanie, jakie kieruje w naszą stronę autorka, jest takie, że przeciwności losu są w pewnym sensie nam potrzebne. Dzieją się one tylko dla naszego dobra. Doceniamy potem to, co mamy i bardziej szanujemy szczęście, które na nas spływa.
Polecam!
Wydawnictwo - Filia
Data wydania - 15 maja 2019
Liczba stron - 450
Kategoria - Literatura piękna
Magdalena Witkiewicz, kobieta o wielu twarzach i wielu talentach.
Specjalistka od szczęśliwych zakończeń. Znacie jej książki?
Ta książka, zanim dotarła do dnia premiery, już została okrzyknięta najlepszą książką autorki. Czy ja również mam takie zdanie o najnowszej pozycji? Na pewno zabrałam się za nią z pewną dozą ciekawości, ponieważ powieść ta została zainspirowana rodzinną historią autorki. Losy jej dziadka zostały w rewelacyjny sposób wplątane w resztę fabuły.
Wkraczamy w realny świat naszej bohaterki Justyny, która znajduje się w roku 2017 i opowiada o tym, że losy jej oraz jej babci są bardzo podobne. Obie czekały. Na miłość, na to, co miało się wydarzyć, na niezrealizowane marzenia. Tylko czy tak naprawdę warto czekać?
Gdy kończy studia, jej poukładany do tej pory świat rozwala Michał —
jej partner, który planuje wyjazd do USA. Dla niego tamten daleki świat
to marzenie. Nasza bohaterka musi podjąć najważniejszą jak do tej pory
decyzję, czy przerwać studia i jechać za miłością swego życia, czy
zostać w Gdańsku, skończyć wymarzony kierunek i tutaj żyć w rozłące. Nie
wyobraża sobie życia z daleka od rodzinnego domu, więc para rozdzieliła się.
Został im tylko kontakt telefoniczny oraz mailowy. Czy to wystarczy?
Zaczęły się gorące listy pełne tęsknoty i prośby o powrót. A on? On
ciągle pracuje i ciągle na coś odkłada. Z pół roku zrobił się rok,
potem dwa lata... Ile można czekać? Czy ich miłość przetrwa american
dream Michała?
„To tak jak z rośliną - niepodlewana usycha. Nie da się pielęgnować kwiatów na odległość.”
Tuż przed śmiercią, babcia wyznała jej najbardziej skrywane rodzinne tajemnice, a Justyna żałowała, że do tej pory nie interesowała się wcześniejszym życiem babci. To, co było dużo wcześniej, okryte było od zawsze tajemnicą.
Dziewczyna, porządkując mieszkanie babci, znalazła kilka zdjęć, dokumentów i listów. Bardzo jej brakowało spracowanych dłoni i wyrozumiałych, babcinych oczu.
Historia Justyny urywa się i zostajemy przeniesieni w lata 1939, gdzie to babcia Justyny — Adela — jest młodą dziewczyną, spotyka się z przyjaciółmi, chodzi do kina. Nikomu nie przeszkadza różna narodowość przyjaciół, aż do czasu, gdy zawierucha wojenna rozdziela Żydów i Niemców. Czy siła przyjaźni zwycięży? Czy niezwykła więź, jaka ich łączy, przetrwa wojenny czas? Coraz bardziej nienawidzili wojny i rozporządzeń, jakie wymyślał Hitler i jego poddani. Zaczynają się pobory, przymus przyjmowania obywatelstwa niemieckiego oraz zmiany miejsca zamieszkania. Grudziądz, miasto Adeli i jej przyjaciół, zamienia się w twierdzę Hitlera. Wszyscy mieli wielkie plany i marzenia. Wojna zmieniła wszystko...
Magdalena Witkiewicz poprzez tę historię uświadamia nam, co to jest epigenetyka, czyli dziedziczenie epigenetyczne. To, kim jesteśmy, nie zależy wyłącznie od naszych genów czy wychowania, ale również od tego, co przeżyli nasi przodkowie. Wszystkie tajemnice, które gromadzą się nad rodzinami, i to kilka pokoleń wstecz, mają wpływ na naszą przyszłość. Na to, kim jesteśmy. Wiedzieliście o tym?
Jak się nad tym zastanowić, bardzo często powielamy losy naszych przodków, popełniamy te same błędy i idziemy wytartą przez pokolenia ścieżką. Coś w tym jest.
Wiedziałam, że jest to doskonała powieść, na której się nie zawiodę, i tak właśnie było. Niesamowita i nadzwyczajna historia przyjaciół oraz silnych i odważnych kobiet, które stawiały czoła przewrotnym wydarzeniom. Kobiety w czasie wojny nie myślały o sobie. To bohaterki wojenne, które bardzo często zostają niedoceniane.
„My, kobiety, dajemy radę ze wszystkim. Nawet z rzeczami, które wydają się mężczyznom nie do zrobienia.”
Bardzo spodobał mi się pomysł autorki rozpoczynania każdego rozdziału fragmentami polskich piosenek. Stanowiły preludium i jednocześnie wyzwalały refleksje.
Magdalena Witkiewicz w rewelacyjny sposób przekazuje nam wielowymiarowe spojrzenie na najistotniejsze sprawy w naszym życiu. Jest to: przyjaźń, więź rodzinna, prawda, poszukiwanie szczęścia, odnajdywanie swojego przeznaczenia, o niepewności jutra, o życiu, o miłości — tej prawdziwej miłości, w której bezinteresowność aż zawstydza. Wszystkie życiowe doświadczenia w życiu człowieka są przecież po coś. Coś wnoszą i mają jakiś sobie znany cel.
Książka obnaża meandry wojny, pokazuje jej zakłamanie, podłość i
małość człowieka wobec tej machiny, która w jednej chwili potrafi go
zmiażdżyć. Wrażliwy czytelnik może się wzruszyć, poleją się łzy. Okrucieństwo i zanik człowieczeństwa współgra z pięknymi uczuciami. Bohaterowie książki są niezwykle różnorodni, ale dają się polubić. Oczywiście zdarza się również czarna owca.
„Pomyślała, że psychika ludzka jest tak samo delikatna, jak te filiżanki. Życie odciska na człowieku jeszcze większe piętno niż czas na kruchej porcelanie. Każdego dnia trzeba dbać o drugiego, szczególnie bliskiego ci człowieka. Gdy go zranisz, to jego duszę pewnie da się posklejać, ale rysy, czasem bardzo głębokie, pozostaną na zawsze.”
„Jeszcze się kiedyś spotkamy” to historia, która urzeka, zachwyca i momentami wstrząsa do głębi. To historia, która opleciona jest małymi, niebieskimi kwiatami. Niezapominajkami, zwłaszcza tych na porcelanowych filiżankach. Te kwiaty mają ogromne znaczenie w historii naszych bohaterek. Tak samo, jak różowa walizka pełna marzeń.
Polecam!!
Premiera zbioru opowiadań 15 maja!!
Drugie opowiadanie, które zasługuje na więcej uwagi, jest historią napisaną przez Agnieszkę Lis - „Satyr i wróżka”
Poznajemy Justynę w momencie, gdy przyjeżdża do Pensjonatu. Nie jest zadowolona od samego początku. Przeszkadza jej wszystko: upalne lato, boazeria na ścianach, trzeszczące deski w podłodze, dwudrzwiowa szafa oraz minimalistyczna łazienka w pomieszczeniu obok. Jedynie, co zwróciło uwagę dziewczyny i miała zachwyt w oczach, to szydełkowe kapy na łóżkach. Wyglądały, jakby ktoś porozkładał tam kolorowe motyle. Na tle jasnego drewna i bieli koronkowych firanek całość prezentowała się naprawdę wyjątkowo. Tak swojsko, domowo.
Czytaliście książkę Edwarda Stachury „Siekierezada”?
Uwielbiam takie książki i z całego serca polecam. Jest to majstersztyk językowy. W tym opowiadaniu autorka niejednokrotnie wspomina autora i ten utwór. Opowiadanie przeplatane jest cytatami właśnie z tej książki.
„W górach jest wszystko co kocham
Wszystkie wiersze są w bukach.” - Jerzy Harasymowicz
Justyna zrobiła sobie wycieczkę w Bieszczady tylko dlatego, że obiecała to swojej mamie. Właśnie tutaj i właśnie w tym terminie. Miała odebrać od kogoś tajemniczy list. Dlaczego tak bardzo zależało jej mamie na tym, by to właśnie ona dostała tę przesyłkę? Czy jeszcze coś się kryje za tym wyjazdem w góry? Co odkryje Justyna? Kim jest stary satyr i wróżka?
Nasza bohaterka odwiedziła miejsce o nazwie „Siekierezada” w Cisnej. Byliście tam? Mnie zachwyciło to, w jaki sposób autorka opisała to miejsce. Miałam ogromną ochotę znaleźć się obok Justyny i dotykać wszelakich rzeźb i smakować regionalnych potraw, jakie tam serwowali. Jedliście kiedyś tarciucha? Wiecie co to jest kisełycia czy hałuszki? Jest to zdecydowanie dziwny lokal o dziwnej nazwie. Muszę kiedyś odwiedzić to miejsce.
Autorka za pomocą magii zabiera nas na Połoninę Wietlińską. Spacerując z bohaterką, zauważamy jej wewnętrzną przemianę. Dotąd wiecznie pracująca, wiecznie spiesząca się dokądś, niemająca na nic czasu, tutaj zwalnia. Zaczyna dostrzegać ciszę, uroki natury, spokojny, nieśpieszny sen. Błogość. Lenistwo. Góry. Aby przeżywać emocje związane z górami, nie trzeba tylko po nich wędrować i je zdobywać. Wszystkich, którzy przebywają w górach, łączy pragnienie wolności, którego w innym miejscu nie można doświadczyć w tak intensywny sposób.
„Satyr i wróżka” zabierze Was w magiczną przygodę i pokaże, jak ważne jest patrzeć i widzieć, słuchać i słyszeć. A bardzo często jest tak, że słuchamy tych, co sami nie słuchają innych. Przekazują innym to, co sami chcą przekazać. Historia napisana przez Agnieszkę Lis otworzy nam oczy i uświadomi, jak ważna jest rozmowa, prawda, zrozumienie i życie z kimś nam bliskim.
Polecam!
Tłumaczenie - Justyna Spandel
Wydawnictwo - NieZwykłe
Tytuł oryginału - Whisper Me This
Data wydania - 10 kwietnia 2019
Liczba stron - 352
Kategoria - thriller, sensacja, kryminał
Kerry Anne King z zawodu jest dyplomowaną pielęgniarką i doradcą ds. zdrowia psychicznego i to widać w jej prozie. Wyczuwalna staje się znajomość ludzkiej psychiki.
Książka zaczyna się częścią pierwszą.
Mamy rok 1982. Widzimy jak dwie dziewczynki — Marley oraz Maisey — wchodzą do sypialni, co jest zakazane u nich w domu. Jedna dziewczynka jest bardzo odważna, druga bardziej uległa, poddaje się tej pierwszej. Wiedzą, że jest to strefa zakazana, gdzie nie mają pozwolenia na zabawę, a jednak wchodzą i bawią się w przebieranki. Wyciągają z szafy mamy sukienki i buty. Zabawa przednia do momentu, gdy zostają przyłapane. Co się okazuje? Że tak naprawdę jest tylko Maisey, a druga dziewczynka to tylko ktoś, kogo sobie wyobraża. Jej mama wpada w furię i gdyby nie ojciec, źle by się to skończyło dla naszej bohaterki.
Następnie przeskakujemy do roku 2017 i mamy część drugą.
Maisey jest samotną matką. Ma dwunastoletnią córkę Elle.
Przez całe swoje życie nie spełniała oczekiwań, jakie pokładała w niej jej matka. Zawsze była nie taka, jaką chciała ją widzieć. Bardzo często bywała zamyślona, bardzo często zapominała co robi. Nie potrafiła skupić się na jednej rzeczy. Jedyne co jej się udało, to rewelacyjny kontakt z Elle.
Pewnego razu nasza bohaterka dostaje telefon i dowiaduje się, że jej matka jest w śpiączce, a ojciec został oskarżony o zaniedbanie żony i za znęcanie się nad nią. Ta wiadomość rozwala całe jej życie. Nie potrafi uwierzyć w słowa oskarżenia wobec ojca. Elle zabiera się razem z matką i jadą do jej rodziców. Jeśli nasza bohaterka myślała odbierając telefon, że to koniec jej świata, w szpitalu dowiaduje się, że jednak się myliła. Teraz musi podjąć decyzję wyboru podtrzymania życia lub śmierci swej matki. Zdezorientowany ojciec w akcie paniki zniszczył dokument ostatniej woli jej matki. Co ma zrobić córka, wiedząc, że jej mama nie chciała być ratowana przez lekarzy, dlatego jej mąż trzymał ją w domu, przez co został oskarżony o zaniedbanie. Co powinna zrobić?

Nasza bohaterka, szukając ostatniej woli swojej matki, trafiła na pewne pudełko, które widziała, będąc dzieckiem. W pudełku tym było zdjęcie pewnej dziewczynki o imieniu Marley oraz różowa sukienka. Całe swe życie słyszała od matki, że ma skończyć tę wyimaginowaną znajomość, była nawet wysyłana do psychologa. Maisey odkrywa jedną tajemnicę za drugą, aż trafia na druzgocącą prawdę.
To znalezione pudełko i rozgrzebywanie swoich wspomnień sprawiło, że postanowiła zakończyć dziwną relację, którą miała z ojcem swojej córki. Dopiero gdy wkroczyła na najmroczniejszą ścieżkę wspomnień, doszła do wniosku, że była cały czas manipulowana. Najpierw przez własną matkę, potem przez ojca jej córki. Czy miłość do Elle przerwie krąg przemocy i będzie na siłach stworzyć coś od nowa?
Dla mnie ta powieść to jedno z większych zaskoczeń tego roku. Uwielbiam takie książki, które czytam w skrajnym skupieniu i delektuję się każdym zdaniem. Emocje, jakie uwalniają się podczas czytania, szaleją i doprowadzają czytelnika do kresu wytrzymałości. Mroczne tajemnice, jakie oplotły tę historię, mocno trzymają nas w swoich sidłach. Czasy
teraźniejsze przeplatane są z pamiętnikiem Leah — matki naszej bohaterki.
Dziennik ten znalazła Maisey w domu matki i to właśnie za jego sprawką
wszystkie tajemnice wychodzą na wierzch. Ale droga do prawdy jest bardzo
wyboista. Nasza bohaterka z zawziętością i hartem ducha pokonuje
wszelkie kłody, które spadają jej pod nogi.
Dajcie się porwać w wir tajemnic, mrocznych wspomnień i walki o dziecko. Przejdziecie przez żałobę, tajemnice rodzinne oraz przemoc wobec kobiet. Pozwólcie płynąć łzom, one pomagają. Może któraś z nas, która doświadcza takiej przemocy w domu, dostanie sił i zacznie walczyć o swoją godność. O godność, która jej się należy.
Postacie to najmocniejszy element książki. Są bardzo wiarygodne i takie zwyczajne. Zaprzyjaźniamy się z nimi oraz nienawidzimy tych, którzy na to zasługują. Pomysł na książkę jest świetny, realizacja jeszcze lepsza.
„Powiedz mi to szeptem” to bardzo poruszająca historia. Emocjonalna bomba, która tylko czeka, by wybuchnąć. To historia o rodzinie zniszczonej przez kłamstwa oraz pokazująca, do jakich wyrzeczeń jest zdolna kochająca matka. Brak mi słów, żeby opisać mieszankę swoich wrażeń.
Polecam!!
Premiera zbioru opowiadań 15 maja!!
Pierwsze opowiadanie, które miałam przyjemność czytać, to „Zielone skrzydła słowika” Doroty Gąsiorowskiej.
Poznajemy bohaterkę Olgę w momencie, gdy wraca w dobrze jej znane bieszczadzkie miejsce. Pamięta widoki i zapachy, chociaż była tutaj ponad piętnaście lat temu. Wróciła w to miejsce z tęsknotą i strachem, czy zastanie jeszcze osobę, dla której tutaj przyjechała. Wynajęła pokój w Pensjonacie w pobliżu zamieszkania osoby, którą planowała odwiedzić, by nabrać odwagi i podjąć stosowne kroki.
Chciała też tak po prostu odpocząć, nabrać siły, gdyż ostatnio żyła na walizkach. Jako negocjator biznesowy świetnie posługuje się językiem francuskim i, jak to młoda ambitna osoba, dąży do sukcesu. Ale ile można tak żyć? Każdy potrzebuje wytchnienia i powrotu w stare, dobrze znane strony. Czy nasza bohaterka odważy się i spojrzy twarzą w twarz z kimś, za kim bardzo tęskni? Czy schowa do kieszeni wstyd i spojrzy najbliższemu jej człowiekowi w oczy? Czy da radę?
Talizmany i amulety to przedmioty, w których osoba je nosząca pokłada nadzieje na spełnienie jakiegoś celu. Olga ma taką rzecz. Jest to malutki ptaszek pomalowany zieloną farbą. Jest on niekształtny i ma nierówne skrzydełka, ale to nie umniejsza jego wartości, nawet można rzec, że ją podnosi. Słowik zrobiony został przez wyjątkową osobą i ofiarowany Oldze w wyjątkowym momencie. Takie skarby stają się wtedy bezcenne.
Macie taką rzecz? Amulet. Talizman, który ściskacie w dłoni w ciężkich momentach życia? Jeśli mocno uwierzymy w intencję obdarowywanego, można wtedy góry przenosić prawda? Tak samo miała i nasza bohaterka. Odważyła się na trudny krok, który odwlekała latami.
Autorka zabiera nas w bieszczadzkie szlaki na Chryszczatą, dochodzimy do Jeziorek Duszatyńskich oraz oglądamy w Siankach Grób Hrabiny. Obserwujemy cudną naturę. Wszystko to opisane jest tak plastycznym językiem, że czytelnik odbiera to bardzo dosadnie. Robimy się nawet głodni, gdy dziewczyna ze smakiem zajada się pajdą żytniego chleba z bryndzą. Obrazy, jakie kreśli nam autorka, nabierają magii. Spacerujemy razem z Olgą i zauważamy, że jej wspomnienia się zmieniają. Kiedyś była dzieckiem, teraz jest dorosłą kobietą, która zostawiła tutaj dziecięce marzenia i radość. Czy odnajdzie to dawne uczucie ponownie?
Na drodze naszej bohaterki oprócz tej osoby, dla której wróciła w Bieszczady, pojawi się jeszcze jedna osoba oraz tajemniczy, czarny kot. Znajomość ta stanie się równie ważna, ale to pewnie temat na kolejne opowiadanie.
„Ze wszystkich kluczy do domów najważniejszy jest wędrownych ptaków klucz”
Co rozumiecie przez te słowa?
Miłość. To budujące uczucie, dzięki któremu gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek zrobiliśmy, powinniśmy rozwinąć skrzydła i wrócić tam, gdzie jest nasze miejsce. I to właśnie miłość i tęsknota otwierają drzwi, zwłaszcza do rodzinnego domu. Powróćmy niczym wędrowne ptaki do znajomego gniazda, gdzie mamy ciepłe wspomnienia.
„Zielone skrzydła słowika” to cudowna opowieść, gdzie wiara, nadzieja i miłości wiodą prym. Opowieść o tym, by chwytać każdą chwilę i cieszyć się nią, doceniać ją, ponieważ nic nie jest dane nam na zawsze. Jest to również opowieść o przemijaniu. O końcu. Bo gdy coś się kończy, coś nowego się zaczyna...
Polecam!
Tłumaczenie - Anna Klingofer-Szostakowska
Wydawnictwo - Edipresse
Data wydania - 27 lutego 2019
Kategoria - Literatura piękna
Gdyby maszyna była w stanie podać Ci przepis na szczęście, który mógłby Ci się jednak nie spodobać, czy zrobiłbyś test? Gdyby maszyna, gwarantując Ci szczęście, kazała obciąć sobie dłoń, zrobiłbyś to bez wahania?
Nasza ludzka inteligencja to za mało – dlatego rozwijamy i doskonalimy inteligencję sztuczną. Ale w pewnym momencie może się okazać, że to, co stworzyliśmy, jest lepsze od nas samych.
Poznajemy
Pearl, kobietę, która pracuje dla firmy Apricity — a więc zawodowo
zajmuje się rozpowszechnianiem szczęścia. Akcja książki dzieje się w
2035 roku, więc nie tak całkiem odległe czasy od teraźniejszych. Firma, w której pracuje nasza bohaterka dysponuje maszyną Apricity 480, która to na podstawie wymazu z jamy ustnej analizuje dane i przedstawia każdemu badanemu jego receptę na szczęście. Zalecenia
takiej maszyny bardzo często są zaskakujące, ale w 99,97% gwarantują
szczęście. Jak to jest możliwe, że maszyna wie, co sprawi nam radość? Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, żeby zdobyć to, czego chcemy?
Okładka książki, opis oraz jej tytuł sugerowały fajną historię. Odmienną i nieszablonową. Czy dostałam coś więcej?
Technologia zaczyna doganiać nasze marzenia. Jak bardzo jesteśmy w stanie uwierzyć maszynie, która ma mówić nam, jakim sposobem osiągniemy maksymalne stężenie szczęścia? Dziwna jest to książka. Jest tu kilka historii różnych ludzi. Ludzie ci mają styczność z naszą bohaterką, jest to jej rodzina, klienci czy też współpracownicy. Ten sposób narracji trochę mnie rozpraszał, ale jakoś dałam radę. Najgorsze w tych rozdziałach jest to, że nie dochodzimy do rozwiązania, zakończenia wątków. To tak, jakby się szło i nagle trafiło się na przepaść. Koniec drogi kończącej się nad przepaścią. Czytając dalej, niby dowiadujemy się powiązań tych wszystkich ludzi i ich zdarzeń w życiu, ale wydaje mi się to trochę naciągane.
Nie lubię rozczarowywać się książką, z którą mam jakieś nadzieje. A z tą naprawdę miałam. Akcja zaczyna się ciekawie, intrygująco, ale im dalej, tym napięcie opada i łatwo zapaść w znudzenie. Nie zostałam zachwycona absolutnie niczym. Ani tempem akcji, ani napięciem - mogłabym rzec, że wcale go tu nie było - ani fabułą. Na samym początku zapowiadało się fajnie, ale potem było coraz gorzej.
„Maszyna szczęścia” to przeciętna historia o manipulacji człowiekiem. Jest to książka pełna minimalizmu. Minimalizm akcji, tajemnicy, oraz tego, co wciąga czytelnika i trzyma w napięciu. Czyta się szybko, ale szału nie ma.
Seria - Dwór na Lipowym Wzgórzu
Wydawnictwo - Muza
Data wydania - 15 maja 2019
Liczba stron - 480
Kategoria - Literatura obyczajowa i romans
Nowa powieść autorki bestsellerowej sagi o starym domu!
Zaczynamy kolejną serię napisaną przez Ilonę Gołębiewską. Tym razem w nasze ręce trafia przejmująca historia dworu na Lipowym Wzgórzu.
Był już zapach lawendy, teraz raczymy się zapachem lipy.
A zapach jest cudowny!
Będzie to saga o kobietach z rodziny Horczyńskich. W
tej części poznamy się bliżej z historią dworu oraz jej właścicielką
Anielą. Ma ona córkę i dwie wnuczki. Każda część będzie zamkniętą,
odrębną historią jednej z wymienionych kobiet, lecz wszystkie będą miały
wspólny mianownik - fabuła każdej z tych opowieści będzie miała miejsce
na Lipowym Wzgórzu.
Jest rok 1959. Naszą przygodę zaczynamy w momencie, gdy Aniela razem ze swoim ukochanym Witkiem planują wyjazd do Warszawy. Oboje są pełni wiary w to, że lada dzień skończą się ich troski i zaczną budować swoją wspólną przyszłość. Czy dojdzie do wyjazdu? Czy może jednak przekorny los pokaże im swoje oblicze?
Przeskakujemy do roku 1987 i znajdujemy się przy szpitalu, w którym leczy się tata naszej bohaterki Anieli. Jest on zmęczony wielomiesięczną walką o życie, ale światu okazuje spokojną twarz. Prosi swoją córkę o to, by dalej walczyła o dwór, ponieważ on sam prawie połowę swego życia stracił na walce o odzyskanie praw własności. Sam czuje, że umiera i nie da już rady starać się o dom w dalszym ciągu. Aniela zgadza się na wolę ojca.
Dwór na Lipowym Wzgórzu należy do rodziny Horczyńskich niemal od dwustu lat. Aniela została słynną malarką, podróżującą i wystawiającą swoje dzieła po całym świecie. Gdy zaczyna czuć się zmęczona światowym życiem, postanawia osiąść w rodzinnych stronach. Razem z przyjaciółmi zakłada Akademię Sztuk Anielskich, ponieważ od wieków wzgórzem opiekowały się anioły. Nawet pojawia się regionalna legenda o aniołach.
Do promocji swojego pomysłu Aniela zaprosiła również redaktora prowadzącego słynny program „Maluchem przez Polskę”. Po jego przyjeździe na wzgórze nic już nie będzie takie, jakie było wcześniej. Szaleństwo, jakie ogarnęło wszystkich mieszkańców dworu, było sprawką odkrytych w podziemiach korytarzy, które pomagały podczas wojny partyzantom w konspiracji i walce o spokój miasteczka. W podziemiach odnaleziono również tajemniczą skrzynkę i dzienniki pisane ręką ojca Anieli. Co to będą za tajemnice? Czy prowadzony przez lata konflikt dwóch sąsiadujących ze sobą rodzin znajdzie swoje ujście, gdy do głosu dojdzie prawda z zapisków odnalezionych po latach?
I czy Aniela, malując swojego ukochanego Witka, odczaruje swój los?
Świetna powieść, którą można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Historia w niej opisana jest niezwykle głęboka, momentami poruszająca, wzruszająca, chwilami rozśmieszająca, a jednocześnie opowiedziana prostymi i pięknymi słowami. Słowami sprawiającymi, iż staje się ona realna, wiarygodna i baśniowa zarazem za sprawą cudownych opisów, dzięki którym wyczuwalne stają się zapachy, smaki, a nawet zauważalne staja się kolory.
Najbardziej w książkach tej autorki lubię klimat, ponieważ czytanie ich sprawia niesłychaną wręcz przyjemność. Pisze ona swoje powieści w fascynujący sposób, który sprawia, że historie napisane połyka się w całości, nie można przestać ich czytać w połowie. Przypominają nam, co tak naprawdę w życiu jest ważne. A po przeczytaniu myślami wraca się do nich jeszcze co jakiś czas.
„Przeszłości już nie zmienimy, możemy jedynie zadbać o dzisiaj i pomyśleć, co dobrego po nas zostanie.”
Książka ma swój własny rytm, wartka, momentami wręcz szalona akcja
przeplatana jest melancholijnymi opisami, refleksyjnymi przemyśleniami i przeżywaniem choroby. Toczą się tutaj spory, różnego rodzaju konflikty rodzinne, jesteśmy świadkami przemijania, szukania miłości, szczęścia, wyruszamy śladami partyzantów, poznajemy ich przyjaciół i zdrajców.
Sympatią obdarzyłam sporą ilość bohaterów, których stworzyła autorka. Polubiłam ich dobre strony, ich optymizm i spojrzenie na świat, które pozwala przetrwać najgorsze burze. Zaakceptowałam ich małe dziwactwa i niejednokrotnie miałam ochotę usiąść obok nich i rozmawiać do świtu. Bawić się z nimi, śmiać oraz pić nalewkę lipową. Ich dowcipne dialogi przeplatają się z głębszymi spostrzeżeniami na świat oraz refleksjami na temat choroby jednej z bohaterek.
„Tak jest z miłością. Może wypełnić ciepłem całe życie. A może też wybuchnąć mocnym płomieniem, który poparzy lub zniszczy.”
Piękna, prawdziwa miłość, która toczy się gdzieś w tle, to cudowny balsam na nasze serce, jak i serce Anieli. Bo uczucie płynące z czystego wnętrza jest wierne i trwałe, nie ugnie się przed niczym. Nie powstrzymają go przeciwności losu. To piękny obraz miłości, wsparcia oraz stwierdzenia, że nigdy nie jest za późno.
„Podaruj mi jutro” to przepiękna historia o rodzinnym domu. O prawdziwej miłości, która przetrwała wszelkie zawieruchy. Powieść pełna jest optymizmu i kipi od emocji. Intrygująca i burzliwa, niepozbawiona gorzkiego smaku opowieść o stracie i trudnej sztuce wybaczania. Pokazuje, jak walczyć o siebie i o innych. Autorka z rozmysłem stworzyła historię, która zagra na uczuciach czytającego. Nie zostawi go obojętnego na losy bohaterów, których kreacje tworzą trzon naprawdę wciągającej historii..
Polecam!!