piątek, 27 marca 2020

Współpraca z firmą Prezent marzeń.


Tym razem chciałabym pochwalić się Wam, że podjęłam współpracę z firmą Prezent marzeń.




Prezenty to nie tylko przedmioty.

Jak dowodzą badania, tradycyjne prezenty w postaci rzeczy materialnych dają tylko chwilową radość. Szybko przyzwyczajamy się bowiem do posiadania nowego, nawet wymarzonego przedmiotu, a jego obecność staje się dla nas czymś zupełnie normalnym. O wiele dłuższe uczucie szczęścia zapewniają prezenty oparte na emocjach i doświadczeniach. I właśnie takie prezenty w formie przeżyć znajdziesz na stronie Prezent marzeń.


 Prezenty w formie przeżyć

Prezenty w formie przeżyć to szeroki wachlarz atrakcji z różnych dziedzin, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Poczynając od 
zabiegów pielęgnacyjnych  i relaksujących masaży, romantyczne weekendy we dwoje, aż po kursy z różnych dziedzin i zajęcia sportowe, a nawet tak ekstremalne przeżycia jak jazda Lamborghini czy  skok ze spadochronem. Dzięki tak dużej różnorodności możecie wybierać wśród prezentów skrojonych na miarę potrzeb zarówno osoby aktywnej i żądnej niecodziennych przygód, jak i takiej, która nade wszystko ceni sobie ciszę, spokój i pełny relaks. 


Są też romantyczne prezenty dla dwojga, które każdej zakochanej parze niezależnie od stażu, pozwolą spędzić niezapomniane chwile tylko we dwoje. 
Zastanawiacie się co kupić na rocznicę ślubu mężowi, żonie, rodzicom czy znajomym? Wystarczy wejść w zakładkę prezent na rocznicę ślubu i wybrać z bogatej oferty oryginalnych pomysłów.  




Znajdziecie również  propozycję dla młodych artystów – są to Warsztaty ceramiczne
Prezent obejmuje opiekę instruktora i wszelkie niezbędne materiały i narzędzia. Poza rozwijaniem umiejętności manualnych dziecko zyskuje namacalny dowód swoich zdolności. Wykonany przez nie przedmiot staje się ich własnością i mogą go zabrać do domu! W ofercie są zarówno pojedyncze zajęcia, jak i karnet na więcej wejść. Może Wasza pociecha odkryje nową pasję, a Wasz dom wypełnią piękne, niepowtarzalne wazony, talerzyki i kubeczki? 

Zapomnieliście o prezencie dla bliskiej osoby? Potrzebujecie czegoś na dziś? Nie ma problemu!

Po złożeniu i opłaceniu zamówienia, na podaną przez Was skrzynkę mailową trafi plik PDF. Voucher elektroniczny ma format A4 i nadaje się do wydruku na każdej drukarce (zarówno laserowej, jak i atramentowej). Czas realizacji takiego vouchera wynosi 500 dni!





Polecam!


czwartek, 19 marca 2020

„Odlecimy stąd” Anna Dąbrowska


Miałam napisać recenzję w dniu premiery książki, ale wzięłam się za wcześniejszą pozycję autorki „Nauczyciel tańca” i nie byłam w stanie skupić się na premierze. 
Wszystkie powieści napisane przez pisarkę są bardzo emocjonujące. Po nich nie można przejść od razu do innej powieści. Myśli kotłują się w głowie i w sercu.  
Tak samo jest z jej najnowszą powieścią.

Gdy cisza w sercu przemawia głośniej niż słowa...


Poznajemy młodą, bo zaledwie dziewiętnastoletnią Delfinę. Bardzo oryginalne imię, prawda? Imię jest nie tylko oryginalne, ale również sama dziewczyna wydaje się inna niż reszta jej rówieśniczek. Dlaczego? Ponieważ uwielbia przebywać razem ze swoim dziadkiem w warsztacie samochodowym, gdzie naprawiają auta. Zna się na tym  wyjątkowo. Niestety, przebywanie w warsztacie razem ze starszym panem uniemożliwia nastolatce poznawanie szaleństw młodego wieku. Nie ma przyjaciół, nie wychodzi nigdzie poza zakład i szkołę. Kolejną jej wielką pasją, zaraz po naprawianiu aut, jest muzyka.

Muzyką leczy swoje smutne i zranione serce. Jako dziecko została porzucona przez matkę i była zmuszona być wychowywana przez dziadka. Boi się nowych relacji z nieznajomymi, ponieważ ma obawy przed kolejnym odrzuceniem, brakiem akceptacji i bólem w sercu.

Wszystko się zmieni, gdy do zakładu dziadka wkroczy były gitarzysta z zamiarem zgłoszenia awarii swojego auta. Początkowa niechęć do mężczyzny przerodzi się w fascynację jego talentem i charakterem. Bohaterka, wbrew swoim zasadom, zaczyna pomału się przed nim otwierać.

 Co wyniknie z połączenia ludzi, których dzieli dosłownie wszystko? Różnica wieku między nimi jest dość spora, ale czy to powstrzyma serca spragnione miłości przed tym uczuciem? Czy tych dwoje życiowych outsiderów da sobie szansę na pokonanie swoich lęków oraz na prawdziwe uczucie?
 





Anna Dąbrowska w swojej powieści wspaniale pokazuje nam siłę marzeń. Delfina boi się je spełniać, gdyż od dziecka spotykają ją rozczarowania. Nie ma nikogo, kto by ją wspierał w dążeniu do wybranego przez siebie celu. Bierze to, co daje jej los. Zbyt wiele porażek przeżyła w swoim życiu, by wierzyć w realizację swych marzeń. Czy to się zmieni? Czy życie w odpowiednim momencie uśmiechnie się do dziewczyny?

”Nie chciałam marzyć o wielu rzeczach, chociaż marzenia nie wymagały żadnych kosztów, prócz zbolałego serca, które zostało nadmiernie połechtane wiarą w coś pięknego.”

Jakub — bo tak ma na imię mężczyzna, który namieszał w życiu Delfiny, choruje i sam musi zmierzyć się z chorobą. Nie ma obok siebie nikogo. Czy to, że na jego drodze życia stanęła nasza bohaterka, miało jakiś ukryty cel? 
Autorka pokazuje nam, jak osobie, która straciła zaufanie, jest ciężko na nowo się otworzyć, widzimy rozterki i emocje, jakie rozgrywają się w głowie osoby, która cierpiała i boi się ponownie komuś zaufać. Widzimy również niesamowitą przemianę w momencie, gdy muzyk oddaje się pasji. Wtedy zapomina o chorobie, o problemach, o wszystkim, co go otacza.


 ”I Kuba był przykładem człowieka, który więził słowa wewnątrz, ale kiedy grał... opowiadał historię palcami, ruchem ciała i skupioną miną.


Anna Dąbrowska kolejny raz pokazała świetny popis umiejętności literackich i, jeśli jest to możliwe, z każdą jej kolejną powieścią uwielbiam ją coraz bardziej.
Za co cenię jej powieści? 
Za historie pełne cierpienia, ale i nadziei. Za tekst, który pokazuje piękno natury, jak i uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną.
Obrazy są tak plastyczne, że ma się wrażenie namacalności. Gdy jeszcze pisze o kwietniu, o błękitnych szafirkach i kwitnącej jabłoni, czuć ich zapach i słychać szelest wiatru pomiędzy nimi. Niezwykle barwnie pokazuje nam rzeczywistość, a nieustająca akcja za każdym razem porywa niczym wzburzony nurt rzeki. Dynamiczne wątki mieszają się z refleksjami bohaterki. Wszystko jest wspaniale wyważone, przez co całość jest idealna.

 ”Tyle lat uczymy się żyć, a tracimy chęć do istnienia w ułamku sekundy.

 „Odlecimy stąd” to wybory, przed którymi musieli stanąć Delfina i Kuba. To dawka adrenaliny, jaką serwuje nam autorka razem z niezapomnianymi chwilami i niezliczoną ilością przemyśleń, oraz by nie oceniać kogoś na podstawie własnych domysłów. 
Gdy cisza w sercu przemawia głośniej niż słowa, wtedy wiemy, że to jest właściwy moment. Idealny moment na to, by otworzyć się na drugiego człowieka. 

Polecam!

środa, 18 marca 2020

„Dotyk anioła” Katarzyna Mak ---- Zapowiedź patronacka



Z ogromną przyjemnością chciałabym Was poinformować, że mój blog objął patronatem medialnym kolejną pozycję wspaniałej autorki Katarzyny Mak.





Opis wydawcy brzmi interesująco.
Jakie będą moje odczucia? Napiszę na pewno już niebawem. 

Jeśli sądzicie, że dobro jest w stanie zwyciężyć zło, a miłość jest w stanie uleczyć każdą, nawet najbrudniejszą duszę, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę, by się przekonać, czy to rzeczywiście prawda...



Od wieków dobro ściera się ze złem, a przeciwieństwa się przyciągają. Pytanie zatem nasuwa się samo: co się wydarzy, kiedy nagle spotka się dwoje ludzi tak różnych, jak ogień i woda?
Angel jest synonimem czystości, idealnym przykładem wrodzonej skromności i uosobieniem anielskiej dobroci – na co już wymownie wskazuje choćby jej imię. Jest też bardzo religijna. Kocha otaczający ją świat, uwielbia ludzi i zwierzęta, z którymi od wczesnego dzieciństwa żyje w naturalnej symbiozie. Brad to przeciwieństwo Angel. Porywczy, pewny siebie, cyniczny. Na co dzień kat, który bez skrupułów zabija ludzi dla pieniędzy. Krótko mówiąc, Bradley to bardzo zły i niebezpieczny mężczyzna, którego lepiej omijać na swojej drodze. Los styka ich w najmniej oczekiwanym momencie. Jedno spotkanie w Las Vegas, jedna noc… Jedna nieprzemyślana decyzja, a życie tych dwojga zostaje wywrócone do góry nogami.
Kiedy po zakrapianej nocy Angel budzi się w łóżku obcego faceta, natychmiast postanawia wszystko naprawić i sprowadzić swe życie na właściwie tory. Niemniej Brad, który już poprzedniego wieczoru uległ pokusie, nie będąc w stanie odmówić pięknej kobiecie, ma na ten temat odmienne zdanie. Postanawia zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Co w efekcie wyniknie ze związku, który początkowo opiera się jedynie na dzikiej namiętności? Czy pomiędzy dwojgiem tak różnych charakterów wybuchnie płomienne uczucie? Czy on zdoła pokochać i stać się człowiekiem, którego ona w nim widzi od samego początku? Czy ona zdoła okiełznać mężczyznę, do którego pała uczuciem tak gorącym, niczym wrota piekieł i ogniste czeluści? 




niedziela, 15 marca 2020

„Dom soli i łez” Erin A. Craig

Od czasu do czasu lubię poczytać coś z fantastyki. 
Skuszona dobrymi recenzjami sięgnęłam po tę pozycję.
Czy ja również napiszę pochlebną recenzję? A może rozczarowałam się i czegoś mi w tej historii zabrakło? 

Bardzo fajną informacją jest fakt, że na podstawie tej książki powstanie serial. Jestem go szalenie ciekawa. 

Przemieszczamy się oczami wyobraźni do nadmorskiego pałacu, gdzie mieszka, a może raczej gdzie mieszkało, dwanaście sióstr. 
Nie jest tajemnicą, że wszystkie one są przeklęte…

Kiedyś królewskie sale pałacu tętniły odgłosami przyjęć i gwarem rozmów. W całym budynku niósł się echem śmiech dwunastu pięknych sióstr, które nie wiedziały, co to ból i rozpacz. Teraz w pustych pokojach gości jedynie samotność, a ściany zamiast muzyki słyszą płacz. Z królewskiego domu uleciało wszelkie życie, a całą magię i piękno spowił mrok…

Dziwnym zbiegiem okoliczności umierają kolejne księżniczki. A może to jednak klątwa?

Mimo żałoby w całym królestwie żyjące siostry wymykają się nocami z domu, aby tańczyć na tajemniczych balach. Annaleigh nie wie, czy powstrzymać bunt sióstr, czy dać się ponieść własnym pragnieniom… Co, jeśli partnerem w tańcu okaże się zło? Czy dziewczyna złamie klątwę, czy to klątwa złamie ją?

Wspaniała, przerażająca opowieść inspirowana klasyczną baśnią braci Grimm, pełna mroku i cudowności nie z tego świata. Poznaj nadmorski świat soli i łez i przekonaj
się, czy dobro zawsze musi wygrywać ze złem.







Najpiękniejsze baśnie braci Grimm, a w nich Stańcowane pantofelki to jedna z opowieści, które bawią i uczą. Tu mamy podobny motyw. Książę ma ogromny problem, mianowicie nurtuje go sprawa zniszczonych pantofelków swoich córek. Miały przetrwać cały sezon, a one po kilku balach są zniszczone. Postanawia ogłosić zadanie dla chętnych. Kto wyjaśni zagadkę pantofelków, będzie mógł wybrać sobie pośród jego córek. Czy komuś się to uda? I czy znajdą się chętni?

Myślę, że każdy z nas swego czasu uwielbiał baśnie. Zwłaszcza te o królewnach, balach i pantofelkach. Tutaj znajdziemy mnóstwo tajemnic, magii, ale również zadziwiających przygód i straszliwych wizji. Jedna z bohaterek ma szkicownik i maluje w nim przerażające sceny, które sprawiają, że włos jeży się na rękach. Nie tylko szkicownik powoduje dreszcze, takich momentów jest kilka. Są duchy, karły i cienie. Bohaterki wykreowane są fantastycznie. Można sobie je wyobrazić i nawet zaprzyjaźnić się z nimi. Są takie normalne, pełne radości pomimo strat, które na nie spadły. 
Autorka najpierw wprowadza nas w czas żałoby, potem w czas ucieczki z zamku i tajemniczych bali, by na końcu zaserwować nam historię z najlepszego thrillera. Były momenty, że miałam dreszcze i bałam się, słysząc szmer za sobą. Czytałam książkę w nocy, a wtedy nasze zmysły wyostrzają się na każdy dźwięk. 

Czy jestem zadowolona? 
Tak. Jest to książka bardziej młodzieżowa, ale z przyjemnością spędziłam kilka godzin w krainie fantastyki. 
Cała historia trzyma w napięciu od początku do końca. W pewnym momencie autorka zaczaruje nas i będziemy błądzić po omacku, nie wiedząc, co jest prawdą, a co fałszem.
Napisana jest lekkim językiem, lecz czyta się już nie tak bardzo lekko. Mrok, który się przebija, dodaje takiego pazura. Nie jest słodko i pięknie. W drugiej połowie szaleje sztorm w powieści i w naszych sercach.
Polecam. Jest godna uwagi. 










sobota, 14 marca 2020

„Piętno dzieciństwa” Katarzyna Kielecka


 Czytaliście „Sedno życia”? 
 „Piętno dzieciństwa” to kolejna część cyklu. 

Jaką cenę w dorosłym życiu płaci człowiek, który doświadczał w dzieciństwie przemocy?

„Człowiek dorastający w otoczeniu muzyki klasycznej powinien być czuły i wrażliwy. Muzyka łagodzi obyczaje, koi, porusza zmysły i oczyszcza. Budzi emocje i wyciąga je na wierzch. Otwiera serca, zachęca do zwierzeń i wzruszeń.”

 Nad tymi słowami zastanawia się nasz bohater, Wojtek. Od dziecka nienawidzi muzyki, w szczególności Bizeta, którego do znudzenia słuchał jego ojciec. Podczas słuchania tego wykonawcy, ojciec zazwyczaj karał syna za byle jakie przewinienie. Czasami też kazał siedzieć bez ruchu przez wiele godzin w tej samej pozycji. Czy takie znęcanie się nad dzieckiem przynosiło oczekiwany skutek? Przemoc fizyczna i psychiczna zarazem najbardziej rujnuje psychikę każdego człowieka, nie tylko małego.

Wojtek, jako już dorosły człowiek, pomimo tego, że wiedzie w miarę szczęśliwe życie, ma problemy z okazywaniem uczuć. Nie jest szczęśliwym mężem ani ojcem. Piętno, którego zaznał w dzieciństwie, cały czas siedzi w jego sercu niczym zadra. Cały czas boi się o swoją siostrę oraz żonę, strzegąc je przed własnym ojcem. Koszmary senne nie pozwalają na spokojny, relaksujący sen. To, co przeżył nasz bohater w dzieciństwie, cały czas wychodzi na wierzch nawet w dorosłym życiu.  Patrząc z boku widać idylliczne życie rodzinne, ale w środku? W środku pod jednym dachem mieszkają obcy sobie ludzie, którzy nie wchodzą sobie w drogę, unikając wzajemnego kontaktu. 


 „Bywa, że przemoc ciągnie się latami w ukryciu, za kotarą dostatku, wysokiego statusu społecznego i opanowania. Jednak gdziekolwiek i jakkolwiek się pojawia, jest niezaprzeczalnym i bezdyskusyjnym złem.”

Gdy w wigilijny wieczór Wojtek Rawicki dowiaduje się, że ma córkę, jego świat zmienia się. Robi wszystko, by spotkać się z córką i jej matką, z którą kiedyś był razem. Gdy dowiedział się o ciąży, kazał dziewczynie ją przerwać. Ania, tak ma na imię mama Zuzi, cały ten czas kochała Wojtka, lecz nie wierzyła w to, że kiedyś będą jeszcze razem. 
Jak się okazuje, mała Zuzia jest poważnie chora i potrzebuje dużo pieniędzy na operację. Oczywiście Wojtek wspomaga ich brakującą kwotą i zaczyna wznawiać swoje kontakty u znanych i cenionych lekarzy.
Przy tej okazji poznaje łódzką Fundację Gajusz oraz jej część zwaną Tuli Luli. W przeciwieństwie do samego Gajusza nie jest to hospicjum dla maluchów, lecz stanowi interwencyjny ośrodek preadopcyjny. Ma on na celu zapewnienie maluszkom maksimum opieki, troski i miłości aż do momentu znalezienia im domów zastępczych. Zadaniem wolontariuszy jest tulenie, całowanie, okazywanie ciepła i miłości, bawienie się z nimi by nie odczuli, że są odtrąceni czy niekochani.




W pierwszej części, gdzie czytałam o losach bliźniaczki Wojtka, Edyty, moje serce krwawiło, lecz w tej części pękło chyba na pół. Emocje wybuchały nieskrywaną lawiną i pociekły momentami łzy. 
Autorka pokazała również w tej historii, jaki wpływ na dziecko ma brak jednego z rodziców. Bardzo często dzieci nieświadomie tęsknią do brakującego w ich życiu dorosłego i wymyślają go sobie jako niewidzialnego przyjaciela. Taki przykład mamy właśnie u Zuzi. Wymyśliła sobie tatusia, który jeździ po świecie ratować zwierzęta i ludzi i dlatego mało przebywa z nią i jej mamusią, ale bardzo często do siebie dzwonią i rozmawiają. Dziecko w wieku przedszkolnym ma niezwykle bujną wyobraźnię, wiele rzeczy lubi ubarwiać i nieobce są mu również małe kłamstewka. Niewidzialny tata to element świata fantazji Zuzi. 

Co mnie jeszcze zaskoczyło w tej powieści? Autorka pomiędzy wierszami przekazała informację, na czym polegają pseudohodowle psów i jak są tam traktowane zwierzęta. Serce się ściska z bólu.

Na samym końcu autorka napisała, że ta powieść była dla niej wielkim wyzwaniem. Musiała wczuć się w męską rolę.
Pierwszoosobowa narracja oraz wyśmienite kreacje psychologiczne bohaterów sprawiły, że historia ta budzi nie tylko emocje, ona daje czytelnikom nadzieję, że demony z dzieciństwa można pokonać. Daje nam również chęć działania poprzez uczestniczenie w różnego rodzajach fundacjach, by pomagać jako wolontariusze.


Wypalonego na duszy dziecka piętna przemocy lub odrzucenia nie da się niczym wymazać. Wyleczenie się z demonów przeszłości to trudny proces, ale warto zadbać o własny komfort psychiczny i szukać pomocy u specjalistów. 
Nie wszystkie przypadki zakończą się dobrze, ale na pewno pomogą zrozumieć swoje problemy na tle psychicznym.

Czekam na kolejną część. 





piątek, 13 marca 2020

„Drań” Katarzyna Michalak


Czytaliście cykl trylogii autorskiej? Ja przeczytałam z zainteresowaniem, a sięgając po tę pozycję, nie wiedziałam, że jest to jej kontynuacja. Ponoć jest też nawiązanie do innej książki autorki „Ściganego”. Ja akurat jej nie czytałam, więc będę musiała to nadrobić.

Kiedyś książki pani Kasi mnie przesłodziły i dosyć długo nie czytałam jej powieści. Okładki również nie przemawiały do mnie, więc gdy dostałam propozycję przeczytania pierwszej części trylogii autorskiej, wahałam się przez chwilę, ale potem okazało się, że to była bardzo dobra decyzja. 
Od pierwszej do trzeciej części wylewałam gorzkie łzy nad losami bohaterów i niesamowicie przeżywałam ich historię. Gdy zorientowałam się, że „Drań” to dalsze losy Wiktora, ucieszyłam się ogromnie i czekałam na happy end.
Czy doczekałam się dobrego zakończenia? Na pewno zostałam zaskoczona. 






W tej powieści na nowo spotykamy Wiktora, który po strzelaninie i przebytej operacji stracił pamięć.
Kim jest wie od Jana Zadry, sadysty, który znęca się nad nim przez całe jego życie. Tego człowieka można nienawidzić za jego postępowanie wobec ludzi. Wiktorem manipuluje, dając strzępki informacji o jego przeszłości.

Poznajemy również Huberta. To mężczyzna, który ukrywa się, gdyż rzekomo zamordował prezydenta. Twierdzi, że został wrobiony i razem ze swoją żoną ucieka, myśląc zarazem, jak oczyścić się z zarzutów.
Historia tej pary wyciśnie niejednemu czytelnikowi łzy z oczu. Danka — żona mordercy - cały czas wierzy, że może jeszcze ocalić męża. Czy jej zachowanie jest spowodowane naiwnością, czy wielką miłością?   

Pani Kasia pisze takie książki, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od fabuły i czyta, zatracając się całkowicie. Tę pozycję należy czytać spokojnie, bez pośpiechu, z przygotowanymi chusteczkami. Jest tutaj taka dawka emocji, że chyba każdy ulegnie emocjom i uroni łzę. 
Nie jest to typowe „babskie czytadło”; owszem, jest wątek miłosny, ale delikatnie rozbrzmiewa gdzieś w tle. 
Polecam całą serię autorską pani Kasi oraz „Drania”. 


piątek, 21 lutego 2020

„Królik w lunaparku” Michał Biarda RECENZJA AMBASADORSKA


Aleksander Rogoziński napisał o tej powieści, że jest to emocjonalny rollercoaster i miał rację.
Zgodzę się z nim, bo to, co powstało z rąk autora debiutanta, daje nam podczas czytania niezłą przejażdżkę niczym w lunaparku.  „Królik w lunaparku” doczekał się reaktywacji i powstała jego lepsza wersja. A okładka jest wręcz idealna.

Cała książka podzielona jest na trzy części, w każdej z nich poznajemy innego bohatera. Na samym początku poznajemy Pawła — jest to sympatyczny student informatyki z genialną wręcz pamięcią. Pamięta dosłownie każdy szczegół z własnego życia. Gdy zostaje potrącony przez samochód, wszystko się zmienia. Zapada w śpiączkę, natomiast po wybudzeniu dręczą go dziwne sny. Nie pamięta niczego, co widzi we snach, mało tego, nikt z jego rodziny nie kojarzy faktów. 
Co to za sny? Co oznaczają?

Następnie poznajemy Kasię— uczennicę liceum, niczym niewyróżniającą się. Na lekcji wf-u, podczas której trwała gra w kosza, zostaje stratowana przez rówieśniczkę i ląduje w szpitalu. Utrata przytomności to poważny problem. Podczas badań wynika, że dziewczyna jest chora na raka trzustki. Zostaje jej pół roku życia. Co zrobi nasza bohaterka? Załamie się, czy wręcz przeciwnie - będzie czerpała z życia pełnymi garściami?

Poznajemy również pana Zbyszka. Jest on samotny, ponieważ był alkoholikiem i rozstał się z żoną. Był, ponieważ odstawił nałóg, zapisał się do grupy wsparcia AA i znalazł sobie pracę jako taksówkarz. Wyobrażacie sobie taksówkarza na odwyku?

Wszyscy spotykają się w szpitalu. Losy tej trójki w dziwny sposób zaczną się plątać, narobią zamieszania i będzie jazda bez trzymanki. A co do całej tej historii ma biały królik? Czy to on pogmatwa życie całej trójki bohaterów?



Uwielbiam książki, w których autor bawi się czytelnikiem i podaje ślepe tropy, za którymi podążamy, szukając rozwiązania zagadki. Wszystkie dziwne zdarzenia, jakie spotykają naszych bohaterów, a trzeba zaznaczyć, że to całkiem obcy sobie ludzie, sprawiają, że na końcu jest eksplozja emocji. 

Bohaterowie są bardzo realni, ma się ochotę na poznanie ich w normalnym życiu, a język, jakim posługuje się autor, jest prosty, bez zbędnych udziwnień. Czyta się łatwo i zaskakująco szybko. Na początku wydaje się, że to jakaś pomyłka, że to krótkie historie jakichś ludzi, ale potem następuje idealne połączenie wszystkiego. Trzeba mieć niebanalne pomysły, by tak napisać powieść, i to bardzo dobrą powieść.  

Jak na pierwszą powieść napisaną przez tego autora, muszę stwierdzić, że bardzo mi się podobała. Z ogromną przyjemnością zostałam ambasadorką tej powieści.  Oczekiwałam zagmatwanych zagadek, kryminalnych tajemnic oraz nietuzinkowych bohaterów i czy to wszystko dostałam? Napiszę tylko, że jestem bardzo usatysfakcjonowana. Jeżeli tak będą wyglądały kolejne pozycje Michała Biardy, to biorę je w ciemno.