niedziela, 12 listopada 2017

„Światło w Cichą Noc” Krystyna Mirek

„Światło w Cichą Noc” Krystyna Mirek 



 
Wydawnictwo - Edipresse Książki
Data wydania - 8 listopada 2017
Liczba stron - 376
Kategoria - Literatura obyczajowa i romans

 

Znam i uwielbiam pióro Krystyny Mirek. Mogę polecić jej książki wszystkim tym, którzy kochają ciepłe i życiowo mądre książki. Z wykształcenia jest polonistką w szkole, gdzie wiele lat przepracowała. Napisała już piętnaście książek, które cieszą się ogromną popularnością.

Okładka przyciąga swoją magią i cudownymi oczami dziewczyny. Czuć klimat świąteczny. Czy książka również zaczaruje swego czytelnika? 

Mieszkańcy osiedla domków jednorodzinnych przygotowują się do świąt. Stara dzielnica gdzie, kultywuje się tradycje, rozbłysła tysiącami lampek. Tylko dwa domy stoją ciemne — przedwojenna willa i niewielki budynek obok niej.

Poznajemy Antka Milewskiego, gdy po latach przyjeżdża do domu babci Kaliny. Ma za sobą porażkę życiową i zawodową. Gdy wchodzi do domu, wracają wspomnienia z lat dzieciństwa. Dawno nie odwiedzał domu babci z powodu nieporozumień rodzinnych. Po rozmowie z babcią zaczyna zastanawiać się, ile prawdy jest w historii opowiedzianej mu przez jedną ze stron konfliktu. Całe swe życie żył z myślą, że babcia jest po przeciwnej stronie, ale okazało się, że to właśnie babcia najwięcej straciła w całej tej kłótni rodzinnej. 

 "(...)Podeszła bliżej do Antka i się przytuliła.  - Tak bardzo za wami tęsknię. Tak ogromnie - powiedziała. - Gdzie się wszyscy podziali? Mój jedyny syn, jego żona. Wnuki. Nikogo już nie ma. Proszę cię. Przynajmniej ty nie znikaj. Z całego serca cię o to proszę.(...)"


 Czy uda mu się rozwiązać zagadkę i odnajdzie sens czynów swego ojca? Który kochający ojciec opuszcza nagle sześcioletnie dziecko i swoją żonę? Dlaczego nigdy nie próbował naprawić swego błędu i nie szukał kontaktu z synem? 




Poznajemy również sąsiadów babci Kaliny, mieszkających w małym domku. Mieszkają tu dwaj bracia z siostrą Magdą. Rodzice ich zginęli w wypadku samochodowym w Wigilię, gdy dzieci czekały na wspólne święta. Od tamtej pory nie obchodzi się u nich świąt. Co roku, zimą, w okresie świątecznym wyjeżdżają do ciepłych krajów, gdzie nie celebruje się Bożego Narodzenia. 
Michał, jako najstarszy brat, czuje się odpowiedzialny za resztę rodzeństwa i bardzo wcześnie staje się godnym zaufania mężczyzną.
Tego roku nie będzie wyjazdu w ciepłe kraje, ponieważ Magda zakochała się i chce urządzić kolację wigilijną dla swego chłopaka i jego rodziny.  Czy uda im się sprostać takiemu wyzwaniu? Czy spadające im kłody pod nogi nie zniechęcą rodzeństwa?  Moc rodzinnej miłości jest chyba najsilniejszą miłością. Dadzą razem radę, prawda? Światełka rozbłysną nie tylko w ich domu, ale i w sercach.... Czy wspólnie z Antkiem powalczą o szczęście?

"(...)Michał usiadł na kanapie i westchnął ciężko. Brakowało mu już sił, by pełnić funkcję ojca, matki, starszego brata, kumpla i opiekuna. Starał się  każdego dnia. Siostra i brat byli dla niego najważniejsi. Ale czasem czuł się taki bezradny. Dziura, jaką te dzieci nosiły w sercu, zdawała się nie mieć dna. Ile by tam nie nasypał troski, uwagi, czasu i uczuć, zawsze było za mało. (...)"

Muszę przyznać, że jest to idealna opowieść, by ukazać magię Świąt Bożego Narodzenia. No bo przecież w tym cudownym dla ludzi czasie problemy maleją, a wszystkie waśnie i spory stają się prostsze do wyjaśnienia. Czasami bywa, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kłopoty same się rozwiązują.

Pokochałam bohaterów tej powieści. Me serce skradło kilka osób. Na pewno babcia Kalina i Michał. Bardzo mądre i odpowiedzialne osoby o ciepłym sercu. Do babci Kaliny z miłą chęcią bym się przytuliła, tak jak kiedyś robiłam ze swoją, gdy jeszcze żyła. Takie babcie to skarb. Potrafią wysłuchać, doradzić, a gdy trzeba, to i ustawić do pionu. Potrawy w ich wykonaniu to mistrzostwo świata.

Co mi się podobało jeszcze w tej historii?
Bunt idealnej pani domu. Tak bywa, że to, co na pozór jest idealne, w środku jest popękane i wystarczy tylko dotyk, by rozpadło się wszystko na kawałki. Dla dobrej samooceny polskiej kobiety przez lata najważniejsza była rola matki i żony. 
Kobieta zaczyna zauważać, że matka Polka i polski macho to nie musi być jedyny wybór. Rola kobiety nie polega tylko na sprzątaniu, gotowaniu i dogadzaniu mężowi. Bo co z tego, że żyją ze sobą kilka dekad, skoro ze sobą wcale nie rozmawiają? Tak ma wyglądać idealne małżeństwo? 

Autorka jak zwykle zaczarowała nas klimatyczną fabułą, pięknym stylem oraz przepełniła spokojem i uczuciem nadziei na lepsze jutro. Przepis na pierniki na pewno wykorzystam :)

„Światło w Cichą Noc” to przepiękna opowieść o magii miłości i przyjaźni oraz nadziei na lepsze jutro i spełnianiu marzeń. Opowiada również o tym, że nikt nie ma prawa zmuszać kobiety do tego, by skoncentrowała się na potrzebach dzieci, partnera, a zapomniała o własnych. Ona sama musi dokonać takiego wyboru. Bo szczęśliwa żona i matka to szczęśliwy dom. 

Polecam z całego serca!

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania dziękuję





 

 

 


sobota, 11 listopada 2017

„Tam, gdzie czekał anioł” Dorota Schrammek

„Tam, gdzie czekał anioł” Dorota Schrammek 

 

 

Wydawnictwo - Szara Godzina
Liczba stron - 272 
Kategoria - Literatura obyczajowa i romans 




Znam książki Doroty Schrammek i uwielbiam jej styl pisania. Czy tym razem byłam zachwycona?
Czy jest ktoś z nas, kto nie lubi aniołów?



Okładka oraz tytuł książki dają do myślenia.  Patrząc na okładkę ma się wrażenie, że wkroczymy zaraz w cudowny świat retro. Wąskie i rozświetlone uliczki kojarzą mi się ze starym miastem oraz brukowaną drogą. Wszystko to jest właśnie na okładce i zachęca, by zagłębić się w lekturze.

Beata, mama dwójki dorosłych dzieci, wyjeżdża do niemieckiego miasteczka Ueckermunde, by odpocząć od spraw, jakie odkryła w domu oraz by z dala od rodziny przemyśleć i poukładać to, co nagromadziło się w jej głowie. Zatrudnia się jako opiekunka chorego małżeństwa. Z lotniska odbiera ją syn ludzi, którymi ma się opiekować. 
Zaczyna pracę i z dnia na dzień radzi sobie coraz lepiej. Poznaje coraz więcej osób, z kilkoma nawet się zaprzyjaźnia, a małe miasteczko staje się z czasem oazą spokoju. Czy anioły, jakie spotka na swojej drodze, pomogą jej w rozwiązaniu kłopotów? Czy rozstanie z rodziną zmieni coś w ich nastawieniu do niej? Czy rozkapryszony mąż Beaty zrozumie, że nie jest już pępkiem świata i zacznie inaczej traktować swoją żonę?




Bardzo podobały mi się opisy dotyczące historii regionu oraz panujących tu obyczajów. Z ogromną przyjemnością czytałam o niemieckich zwyczajach oraz spacerowałam ulicami cudnych miasteczek. Autorka przedstawiła nam kulturę Niemiec oraz to, jak różnią się od nas swą mentalnością. Niby sąsiedzi, a takie różnice. Bardzo mnie to zainteresowało. 

Podczas przeglądania starych rzeczy, nasza bohaterka znajduje tajemniczy zeszyt i do opowiadania dołączają wspomnienia byłej więźniarki z obozu pracy znajdującego się właśnie na tych terenach, na których aktualnie Beata przebywa. Potrzeba ogromnej ilości rąk do pracy spowodowała, że do Polic trafiali ludzie do najcięższej pracy i do najbardziej niebezpiecznych dla zdrowia i życia oddziałów.
Chociaż boli mnie serce, gdy czytam takie historie, to i tak niezmiennie uwielbiam właśnie takie wstawki. Książka przez to staje się bardziej sentymentalna i wzruszająca. 

„Tam, gdzie czekał anioł”-  to lekko napisana książka o trudnych rzeczach. Jest przepełniona nadzieją, że jednak anioły istnieją, trzeba dać im tylko szansę na to, by mogły zacząć działać.  Książka wywołuje wiele emocji, ale też zmusza do myślenia i zastanowienia się nad pewnymi sprawami. Treść tej historii służy nie tylko rozrywce, zawiera również w sobie coś, co nas uczy oraz pogłębia nasze myśli.

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania dziękuję 

 




 

poniedziałek, 6 listopada 2017

"Tajemnice starego domu" Ilona Gołębiewska - ZAPOWIEDŹ

"Tajemnice starego domu" Ilona Gołębiewska - ZAPOWIEDŹ

 

 



 22 listopada nakładem wydawnictwa Muza ukaże się książka "Tajemnice starego domu" Ilony Gołębiewskiej




Czasami wystarczy jedna chwila, by na kawałki rozpadł się na pozór idealny wizerunek rodziny, a jej mroczne tajemnice sprowadziły problemy na kolejne pokolenia. 

Alicja wiedzie spokojne i szczęśliwe życie w Pniewie, gdzie stoi jej stary drewniany dom. Kobieta odnalazła bezpieczną przystań, jednak los jej nie oszczędza i wciąż stawia na drodze wiele trudności. Jej spokój burzy odnaleziony przypadkiem dokument. Na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości, z którymi musi się zmierzyć, by do końca poznać swoją rodzinę i odpowiedzieć sobie na wiele trudnych pytań. Czy po latach odnajdzie kobietę, która może być jej siostrą?
Okazuje się także, że rodzinne sekrety sięgają znacznie dalszej przeszłości. Alicja chce rozwikłać zagadkę tajemniczych dokumentów, które jej dziadek tłumaczył w obozie zagłady, a po swoim cudownym ocaleniu ukrył pośród „polskich drzew na polskiej ziemi”.




„Tajemnice starego domu” to intrygująca i poruszająca opowieść o mocy przeznaczenia i rodzinnych tajemnicach, które tworzą historię każdego domu. Autorka udowadnia, że często niemożliwe staje się możliwe, a jedno pozornie błahe wydarzenie może zaważyć na życiu wielu osób. Powieść dostarcza solidną dawkę głębokich wzruszeń i pozytywnych emocji. 

Ilona Gołębiewska pokazuje, że echo przeszłości zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości, a jedna decyzja może zapoczątkować lawinę niespodziewanych zdarzeń. Autorka udowadnia, że o prawdziwe szczęście warto stoczyć nawet najcięższą walkę.

„Powrót do starego domu”, pierwsza powieść Ilony Gołębiewskiej została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników. Entuzjastyczne opinie potwierdzają, że pisarka to mistrzyni emocji i niezwykle ciekawa osobowość na literackiej scenie prozy kobiecej. Wzrusza, bawi i intryguje, a wszystko to za pomocą niezwykle plastycznego języka narracji.


                  PREMIERA - 22 LISTOPADA
               Ja już zaczynam odliczanie do premiery a Wy?  



niedziela, 5 listopada 2017

„Cisza” Jem Lester

„Cisza” Jem Lester 



Tłumaczenie - Paweł Wieczorek
Wydawnictwo - Zysk i S-ka
Tytuł oryginału - Shtum
Data wydania - 2 października 2017
Liczba stron - 344
Kategoria - Literatura piękna



Znacie znaczenie słowa autyzm oraz zespół Aspergera? To nie tylko chore dziecko, to również walka rodziców z rozpaczą własną i dziecka. Zobaczymy tutaj chorobę od podszewki, ale również zmagania rodziców o lepsze życie, ponieważ problemy, z którymi zmagają się oni na co dzień, są niewidoczne dla przypadkowego człowieka.

Inspiracją autora do napisania tej  debiutanckiej powieści był jego chory na autyzm syn. Po tym, jak wywalczył godne życie dla swego dziecka, zabrał się za pisanie książki. Chciał, by była zabawna — ponieważ  autystyczne dzieci bywają radośnie rozkoszne. Szczera — by dotarła do większości czytelników - oraz wyjątkowa. Czy taka jest w odbiorze?


 Jonah ma dziesięć lat i nadal używa pieluch. Choruje na autyzm i jak do tej pory nadal nie mówi. Uwielbia kąpiele pełne piany i kolorowych, pachnących bąbelków. Na co dzień sprawia wrażenie, jakby żył w swoim świecie. Nie patrzy na rodzica, gdy ten się do niego zwraca, nie reaguje na prośby, nie pokazuje tego, co zrobił albo znalazł, nie chce się przytulić. Bardzo często stres odreagowuje, gryząc swoje ręce. Rodzice są zrozpaczeni i walczą o specjalny ośrodek dla syna. Jest to specjalistyczna szkoła z internatem, gdzie gwarantowana jest całodobowa opieka. Gdy ich podanie zostaje odrzucone, gdyż według opinii lekarzy, dziecko potrzebuje tylko miłości najbliższych, a to jest przez rodziców zapewnione, postanawiają się rozstać. Są rozdarci między decyzją lekarzy a podjętą decyzją o separacji. Opieką nad synem zajmuje się jego ojciec. Matka zaczyna bardziej angażować się w sprawy zawodowe, by wszystko wyglądało na rozstanie. Gdy wprowadzają się Jonahem do ojca Bena,  zaczyna się prawdziwa walka.   
Samotne ojcostwo, w dodatku z chorym synem i zrzędliwym ojcem, to nie lada wyzwanie. Trzy pokolenia mężczyzn pod jednym dachem oraz ich demony. Co wyniknie ze spotkania trzech pokoleń? Czy spędzając ze sobą więcej czasu, dojdą do porozumienia, którego zabrakło przez lata? Czy niczego nieświadomy Jonah stanie się spoiwem rodzinnym? Czy właśnie dzięki swojej chorobie przełamie rodzinną Ciszę?





Cisza to idealny tytuł dla tej pozycji. Główny bohater pomimo to, że nie potrafi mówić, komunikuje się znacznie lepiej niż otaczający go dorośli.

Jest to naprawdę rewelacyjna książka!
Polecam ją do przeczytania każdemu, kto jest ciekawy, jak wiele cierpliwości i pokładów miłości muszą mieć rodzice chorych dzieci. Tak jak obiecywał autor, książka jest szczera, momentami zabawna, momentami wzruszająca, ale w głównej mierze dająca do myślenia. 
Bardzo polubiłam Bena, jest wyjątkowym facetem. Kibicowałam mu, potem gdy do wydarzeń doszedł ojciec Bena, zapragnęłam poznać taką osobę. Jako dziadek jest idealny, wspaniale wczuł się w rolę opiekuna chorego dziecka. Wydawał się stworzony do opieki nad wnukiem. Pełen życia, serdeczności i miłości. Wspaniała osobowość.
Zadziwiająca natomiast jest postawa matki, ale jak to bywa, musi być i czarna owca w rodzinie. Tym razem padło na matkę Jonaha.


„Cisza” to książka, która emanuje swoją dojrzałością emocjonalną, gdzie odkrywanie siebie i swoich korzeni sprawia, że na pierwszym miejscu doceniamy wybaczanie. To trudna cecha, ale kto ceni rodzinę, ten nie ma z tym problemów. Autyzm to ciężki temat, autor poradził sobie z nim rewelacyjnie. 

Polecam!

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję 



czwartek, 2 listopada 2017

„Dziewczyna bez skóry” Mads Peder Nordbo

„Dziewczyna bez skóry” Mads Peder Nordbo 

Tłumaczenie - Agata Lubowicka, Justyna Haber
Cykl - Dziennikarz śledczy Matthew Cave (tom 1)
Wydawnictwo - Burda Książki

Tytuł oryginału - Pigen uden hud
Data wydania - 11 października 2017
Liczba stron - 416
Kategoria - thriller/sensacja/kryminał 




 Opis z okładki niesamowicie mnie zaintrygował. Uwielbiam mrożące krew w żyłach kryminały. 
Z czym kojarzy mi się Grenlandia? Z przerażającym mrozem i lodem. Cudownie zimnym i białym krajobrazem. A Wam?

"(...)Lód, wiatr, mróz, bezkresna, dzika przyroda i.... okrutne morderstwa w małym miasteczku (...)"

Do małego miasteczka Nuuk nie prowadzą żadne drogi, ale właśnie tu wydarzyło się coś, co wstrząsnęło ludźmi.

Matthew, dziennikarz śledczy lokalnej gazety, po śmierci żony i nienarodzonej córeczki przeżywa kryzys. Jego życie rozpadło się w momencie, gdy został na świecie sam. Gdy dostaje propozycję wyjazdu na Grenlandię do małej miejscowości zgadza się od razu, ponieważ pragnie zapomnieć, chociaż na chwilę, o tym, co go spotkało. 
Na krańcu lądolodu znaleziono zmumifikowanego wikinga, a on ma zrelacjonować to odkrycie na łamach gazety. Takie odkrycie zapowiada się sensacją na skalę światową, ale gdy Matthew czeka już tylko na zdjęcia od fotografa, który pracuje razem z nim, okazuje się, że wszystko znika. Zdjęcia, aparat, karta oraz najważniejsza rzecz — znalezione zwłoki wikinga. Policjant, który pilnował zwłok, zostaje w bestialski sposób zabity. Od samego początku wyczuwalne jest jakieś zło.
Zadajemy sobie pytanie, kto i dlaczego to zrobił? Komu nie zależy na rozgłosie, a wręcz przeciwnie, na tym, by uniknąć sensacji?
Matthew zaczyna śledztwo, które doprowadza go do roku 1973. Właśnie wtedy zamordowano czterech mężczyzn, a ich ciała zostały znalezione w podobny sposób, co policjanta pilnującego wydobyte zwłoki. Ich ciała zostały dosłownie rozbebeszone.... opisy tych morderstw, sprawiają, że lepiej nic wcześniej nie jeść. 
Zamordowani wcześniej mężczyźni byli podejrzani o przemoc seksualną na dziewczynkach, bywało, że na swoich córkach. Dwie z nich zginęły bez śladu i nigdy nie zostały odnalezione. Czy współczesne i dawne zbrodnie coś łączy? Czy Matthew dotrze do prawdy, nie tracąc swego życia?
Okazuje się, że jedyną osobą, na której może polegać, jest młoda Grenlandka, która właśnie wyszła z więzienia po odbyciu dwunastu lat kary za zabójstwo swojego ojca.





Zaczyna się robić ciekawie, prawda?

Książka jest naprawdę świetna!
Trzyma  od samego początku w niepewności, aż do samego końca. Niczego nie jesteśmy w stanie się domyślić.

Kim jest tytułowa dziewczyna bez skóry?
Autor  wyjaśnia nam, że każda molestowana dziewczynka jest jak obdarta ze skóry istota. Gwałt jest próbą morderstwa nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy.
Jest tu poruszanych jeszcze wiele bardzo ciekawych wątków.
Pozycja ta jest naprawdę rewelacyjna, ponieważ czytelnik czuje to zimno bijące z książki. Opisy zbrodni, jak i ich motywy sprawiają, że dreszcze przechodzą po całym ciele, włosy stają dęba, a twarz wykrzywia się z niesmakiem. Wszystko jest tak realistycznie przekazane, że wczuwamy się z rolę bohaterów bez problemów. Fabuła współgra ze wszystkim idealnie. A końcówka? Rewelacja!

„Dziewczyna bez skóry”  to idealna propozycja dla tych, którzy lubią czytać o brutalnych morderstwach, tajemnicach sprzed lat, dociekliwych śledczych oraz  dziewczynach z przeszłością.

Cieszy mnie fakt, że to pierwsza część i już całkiem niedługo poznam dalsze losy Matthew. 

Za możliwość zrecenzowania dziękuję  Wydawnictwu



sobota, 28 października 2017

„Na krawędzi wszystkiego” Jeff Giles

„Na krawędzi wszystkiego” Jeff Giles 

Tłumaczenie - Marta Duda-Gryc
Wydawnictwo - Iuvi
Tytuł oryginału - The Edge of Everything
Data wydania - 10 października 2017
Liczba stron - 384
Kategoria - literatura młodzieżowa 



Jest to faktycznie literatura młodzieżowa, ale może podobać się również osobom starszym, bo mnie się bardzo podobała.

Główna bohaterka — siedemnastoletnia  Zoe - mieszka ze zwariowaną matką weganką pracującą w kompleksie wypoczynkowym, gdzie do dyspozycji gości są gorące termy oraz młodszym bratem Jonahem, który cierpi na ADHD. Ma również przyjaciółkę, która spotyka się z dziewczyną.

Zoe ma za sobą bardzo trudny czas. Zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach jej ojciec. Wiadomo tylko, że zszedł do jaskini i ślad po nim zaginął. Nigdy nie odnaleziono jego ciała. Niedługo potem zaginęła bliska para przyjaciół, starsze małżeństwo mieszkające w lesie. Po ich śmierci rodzina Zoe przygarnęła dwa psy tęskniące za staruszkami. Od tej pory była ich piątka.

Pewnego dnia podczas burzy śnieżnej Zoe pozwala bawić się na dworze swemu bratu, ale po pewnym czasie zauważa jego zniknięcie. Stęsknione psy pobiegły do lasu, do domu swoich dawnych właścicieli a Jonah bojąc się o nie, pobiegł za psami. Gdy Zoe wyrusza za nim, spotyka mężczyznę, który brutalnie atakuje ją i psy. Na pomoc przychodzi ktoś, kogo spotkać nie powinna. Jest nim dziwny i bardzo tajemniczy mieszkaniec Niziny - Iks. Nie wie, że jest on łowcą głów pracujący na zlecenie lordów z Niziny, mrocznego miejsca, gdzie trafiają najgorsi szubrawcy.  Łowcy nie mogą pokazywać się innym ludziom poza swymi ofiarami. Iks i Zoe nie powinni się spotkać, jego zachowanie zmienia całkowicie życie dziewczyny i jej rodziny. Sam pomagając rodzeństwu łamie wszelkie zasady panujące na Nizinie i musi ponieść straszne konsekwencje. Czy spotkają się ponownie? Czy uczucie, które zakiełkowało w obojgu, ma szansę na cokolwiek?




 
Okładka książki jest piękna, taka świetlista i zimowa. Natomiast opis z tyłu książki intryguje. Jest to powieść, która trzyma w napięciu od pierwszych stron.

Bohaterowie, ci pierwszo-, jak i drugoplanowi, przedstawieni są świetnie. Wiemy o nich bardzo dużo i dają się polubić, zwłaszcza mały, ośmioletni Jonah. Jest tak uroczy, że pokochałam go prawie jak brata.

Istoty z Niziny, które się pojawiły w życiu Zoe i jej rodziny, są tak magiczne, że ma się wrażenie czytania bajki. Przez to czyta się ją niesamowicie przyjemnie i szybko. Z zainteresowaniem dowiadujemy się o istnieniu Niziny, ich zwyczajach i zasadach. Moim skojarzeniem słowa Nizina było piekło. Czyż nie tam zamieszkują wszyscy szubrawcy najgorszego kalibru? Oni albo ich dusze, bo o duszach tu mowa. Łowcy zgarniają dusze złych ludzi do Niziny. 
Natomiast historia miłosna, jaka się tutaj przeplata, jest tak subtelna, tak urocza, że uśmiech wykwita na ustach czytelnika. Emocje czasami duszą, czasami zalewają ciepłem. Do tego zimowy klimat, lód na wodzie i sypiący śnieg. Świetna czytelnicza rozrywka.


"(...) - Jeśli nie wrócę - powiedział - to tylko jeśli nie jeden, lecz dwa światy się zmówią, by mnie powstrzymać.(...)"

„Na krawędzi wszystkiego” opowiada o samotności, śmierci i tęsknocie. O poszukiwaniu prawdy, szczęścia i walki o miłość. Nie jest to słodka historia, lecz uświadamiająca nas powieść o tym, że to, co zdobywamy z największym trudem, najbardziej kochamy.

Jestem strasznie ciekawa dalszych losów bohaterów.
Polecam!

Za możliwość zrecenzowania dziękuję WYDAWNICTWO IUVI


poniedziałek, 23 października 2017

„Zdążyć z miłością” Beata Majewska [PRZEDPREMIEROWO]

„Zdążyć z miłością”  Beata Majewska [PRZEDPREMIEROWO]

 

Cykl - Konkurs na żonę (tom 3)
Wydawnictwo - Książnica
Data wydania - 25 października 2017  
Kategoria - literatura obyczajowa i romans  
Liczba stron - 352 





Jest to już trzecia część i, jak dla mnie, jest ona najbardziej emocjonalna. Tym razem autorka pokazała nam życie innej bohaterki. Poznajemy dawną dziewczynę Hugo — Olgę. Występowała ona we wcześniejszych częściach, gdzie pokazana była raczej z tej gorszej strony, tym razem stała się główną postacią. 
Olga jest inteligentną, bogatą i piękną kobietą, lecz bardzo nieszczęśliwą. Zmaga się z życiowymi problemami i wiele już wycierpiała. Nie tak dawno wygrała walkę z chorobą, po której nie będzie mogła zostać już matką. Jest kobietą wyzwoloną, ale i samotną. Na zewnątrz twarda i niezależna, nie okazuje uczuć, lecz w środku stęskniona za miłością, pragnąca ciepła i wsparcia. Pragnie mieć kogoś obok, z kim mogłaby spędzać wspólne wieczory.


Gdy na jej drodze pojawia się Kamil, samotny ojciec ośmioletniej Faustyny i czteroletniego Maksia, Olga lgnie do nich spragniona ciepła bijącego od dzieci. Zaczyna podobać się jej rola opiekunki tych wesołych i rezolutnych maluchów.
Rodzina Polskich jest typowo katolicką rodziną, chodzą do kościoła, modlą się i wierzą w Boga. Olga natomiast jest ich przeciwieństwem. Pomimo różnic, obie strony akceptują się i dochodzi do ślubu zakochanych w sobie Kamila i Olgi. Gdy świat naszej bohaterki wydaje się już na równi, następuje kolejna pochylnia i dochodzi do tragedii. Czy życie Olgi nie może być szczęśliwe? Czy aż tak była złym człowiekiem, że teraz musi to odpokutować? 






Teraz widzimy ją całkiem inną niż w poprzednich częściach. Jej zmiana wzięła się z choroby. Przewartościowała swoje życie i pogodziła się z odejściem wcześniejszej miłości. Zaczęła budować swoje szczęście i życie na nowo.


W tej części nie jest już tak pięknie, jak było wcześniej.

Wydawać by się mogło, że jest cukierkowato, bo miłość i ślub, ale to tylko pozory. W tej części jest taki ogrom ładunku emocjonalnego, że chusteczki momentami będą potrzebne.
Radość i pozytywne emocje natomiast dają wspaniałe dzieci Kamila. Są tak cudowne, że pokochać je można niczym swoje. Żywe iskierki, dzięki którym chce się żyć.

Beata Majewska kolejny raz pokazała nam swój kunszt. Powieść czyta się lekko i szybko. Są momenty, że śmiejemy się z powiedzonek dzieci, ale są też momenty, że nie widać stron książki, bo łzy się leją. Ja bardzo mocno przeżyłam tę historię. Autorka wspaniale zagrała na emocjach. A zakończenie? MEGA!

"(...)Pamiętasz, jak mówiłeś, że nie można rezygnować z tego, co dzieje się teraz, dla jakieś bliżej nieznanej przyszłości?
Miałam spełniać marzenia natychmiast, jak najszybciej, żeby nie ominęło mnie szczęście, kiedy będę odwlekać w czasie jego przeżywanie. I wiesz co?
To beznadziejna rada, bo nie żyjemy tylko tu i teraz. Marzyłam o szczęśliwej przyszłości, ale już nie marzę.(...)"

„Zdążyć z miłością” jest lekturą, którą naprawdę warto przeczytać. Jeśli lubicie książki o poszukiwaniu szczęścia i miłości, wierzycie w to, że dobro powraca, to właśnie jest idealna lektura dla Was. Emocje gwarantowane!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu