wtorek, 17 września 2019

„Trzecia terapia” Danuta Chlupová



Toksyczne związki, skomplikowane relacje i klątwa dziadka z Auschwitz.

Poznajemy Mathildę w momencie, gdy nasz bohater Grzegorz, starszy od niej o 10 lat, przebywa z córką na niemieckim campingu. Po powrocie do Polski mężczyzna zapomina o poznanej kobiecie, lecz ona go odnajduje. Potrzebuje pomocy i schronienia. Przyjechała z Niemiec do Polski. Postanowiła również odwiedzić Oświęcim i poznać historię swojego dziadka esesmana. Przy okazji liczy na to, że w końcu uwolni się od klątwy, jaka krąży nad jej rodziną. Liczy również na to, że jej ucieczka do Polski sprawi, że wyzwoli się z patologicznego związku.   
Czy Grzegorz, uwikłany w trudne relacje ze swoją matką i córką, będzie potrafił pomóc zranionej przez innego mężczyznę kobiecie? Czy znajdą wspólną nić porozumienia? 





Czytałam wcześniejszą powieść autorki i byłam nią zauroczona. Z ogromną przyjemnością wzięłam się za czytanie najnowszej książki Pani Danuty. 

Recenzję piszę z opóźnieniem, wszystko to wina pracy, która pochłania większość mojego czasu. Mam nadzieję, że szybko kręcące się koło niebawem zatrzyma się i będę mogła na nowo wrócić do normalnego rytmu dnia. 

 Tak to już w życiu jest, że niektóre rodziny mają wszystko: sławę, bogactwo i szacunek. Niestety zdarza się też, że to wszystko okupione jest cierpieniem. Są też rodziny, które nie mają w życiu niczego, choćby starały się ze wszystkich sił. Nic nie idzie tak, jak iść powinno. Niewytłumaczalne zbiegi okoliczności, tajemnicze śmierci w rodzinie, to wszystko niczym fatum wiszące nad rodziną. Czy możliwe jest, że kolejne pokolenia płacą za błędy swoich przodków?

Każdy z nas przecież popełnia wiele błędów podczas swojego życia. Nikt nie jest idealny, a pomyłki zdarzają się każdemu. Dużą część z nich można wymazać z życiorysu tuż po ich popełnieniu, jednak niektóre są o znacznie większej wadze i wymagają swojego rodzaju pokuty. Odkupienie win nie zawsze jest możliwe dla samego sprawcy, a zadośćuczynienie innym osobom nie oznacza czystego konta i spokojnej przyszłości.

Autorka w rewelacyjny sposób pokazała nam oblicza osoby chorej na depresję. Jest nią matka naszej bohaterki Mathildy. Całe swoje życie żyje w poczuciu winy za czyny swojego ojca. Był on SS-manem w Auschwitz. Czy nasza bohaterka również ponosi po części odpowiedzialność za to, co robił jej dziadek? Na pewno wpłynęło to na jej rozwój emocjonalny. Jest zamknięta w sobie, bez poczucia własnej wartości i bardzo łatwo daje się manipulować innym osobom. Uwikłała się w toksyczny związek i tkwi w nim pewna swojej bezradności. Związek z psychoterapeutą, zamiast ją podnieść na duchu i sprawić, by uwierzyła w siebie, ma skutek odwrotny do tego, jaki powinno się oczekiwać po terapii. Tylko czy romans i bycie z niezrównoważonym psychicznie psychologiem to dobre rozwiązanie? Wymyślił on dla niej terapię, która zamiast pomagać kobiecie, sprawia, że ją niszczy - zmusza do ucieczki, chowania się przed całym światem. 
Ucieczka z Niemiec do Polski do mężczyzny, którego poznała przelotnie, to jej ostatnia deska ratunku. Sam Grzegorz ma problemy i z matką i z córką, dodatkowo żyje w przekonaniu, że to on sam doprowadził do śmierci swojej żony. Jaka to będzie ta trzecia terapia? Kto ją wymyśli i do czego ona doprowadzi?

„Trzecia terapia” to powieść, która zostaje na dłużej w czytelniku. To powieść wielowątkowa, wielopoziomowa i zarazem niesamowita. Napisana została pięknym językiem ze świetnymi dialogami. Mamy tu różne czasy, różne miejsca, bardzo różnych bohaterów, którzy to mogliby napisać swoją odrębną historię. Uwielbiam właśnie takie osobowości, ponieważ każdy z nich ma swoją przeszłość i swoje traumy do przeżycia. 
Polecam!!


Wydawnictwo -  Novea Res
Data wydania - 16 września 2019
Liczba stron - 328
Słowa kluczowe - terapia, miłość, psychopatologia
Kategoria - Literatura obyczajowa




wtorek, 10 września 2019

„Lista obecności” Agata Kołakowska




Tutaj dzieją się złe rzeczy.



Poznajemy rzeźbiarkę — Igę Stelmach. Kobieta ma czterdzieści lat i zgłasza się na policję, że zabiła człowieka. Czy to prawda? Zastanawiamy się nad słowami bohaterki, jednocześnie wracając do czasów, gdy została zaproszona na warsztaty do Kunicy. Jest to mała wieś, w której priorytetem są więzi międzyludzkie, a cała miejscowość jest niczym rodzina. Tutaj artyści traktowani są ze szczególną estymą, a ich obecność jest chlubą Kunic.

Po namowie nasza bohaterka kupuje dom i zaczyna w nim nowy rozdział swego życia. Marzy, by w zaciszu nowego domu mogła na nowo rzeźbić, żeby przestała bać się gliny. A ma powody, by do swojej pasji podchodzić z dystansem i obawą. Po śmierci swojej córeczki oraz kolejnej osoby zorientowała się, że nie są one przypadkowe. Wszyscy bliscy, którzy zostali utrwaleni w jej cyklu i ulepieni z gliny, odeszli — i to dokładnie w takiej kolejności, w jakiej ich wyrzeźbiła. Czy to możliwe? Czy to działo się naprawdę?
Czy jej obawy przeminą i na nowo zacznie oddawać się swojej pasji? 





Sięgając po powieści autorki, wiem, czego mogę się spodziewać. Jej proza jest po prostu znakomita. To połączenie obyczajówki z thrillerem psychologicznym. Takie połączenie sprawia, że wychodzi coś wspaniałego. Do tego świetne dialogi oraz akcja, która nie pozwala odetchnąć. Tutaj niby wszystko wygląda spokojnie, akcja dzieje się na wsi, gdzie każdy każdego zna, ale gdzieś w tle nasuwa się pytanie, czy to wszystko pozory? Tutaj nic nie jest takie, na jakie wygląda.

„Tak właśnie kręci się ten świat — na półprawdach, niedopowiedzeniach i steku kłamstw.”

Autorka w rewelacyjny sposób przedstawia nam pracę z gliną. Czytając, nabrałam ochoty, by gdzieś znaleźć kurs lepienia i zapisać się na niego. Miałam nieodparte wrażenie, że trzymanie takiej wodnistej masy pachnącej specyficznie przyniesie mi również ukojenie. Bardzo chciałam znaleźć się na miejscu Igi. Wyobrażałam sobie jej pracę i oczami wyobraźni rzeźbiłam razem z nią. 


Praca z gliną to bardzo osobiste i indywidualne doświadczenie. Nie sposób opisać je komuś, kto nie miał z nią nigdy kontaktu. Jak oddać chłód i jedwabistość tworzywa? Jak wyjaśnić stan wyciszenia, którego doświadcza się, czując je w dłoniach?


Nasza bohaterka, wykonując cykl Oblicza, w którym to wystawiała ludzkie twarze bliskich jej osób, zdobyła sławę. Potem, bojąc się, że nadal swoją pracą doprowadzi do śmierci, skupiła się na drzewach. To właśnie w Kunicach wpadła na pomysł zrobienia kolejnego cyklu. Niepokoi ją tylko fakt, że społeczność na wsi jest tak specyficzna, że dla osób postronnych wyglądać może niczym sekta. Każdy musi być na spotkaniu, na którym to podpisuje się listę obecności, a potem, gdy nie było się obecnym, trzeba mieć usprawiedliwienie. Czy to normalne zachowanie? Nie tylko to jest dziwne w zachowaniu ludzi z Kunic. Nasza bohaterka stara się odkryć tę inną, bardziej mroczną stronę miejscowości. Czy jej się to uda? Jaki będzie wynik jej starań?

Co tak naprawdę dzieje się w Kunicach przekonacie się sami. Wpadniecie po uszy w tajemniczy, czasami nawet mroczny klimat. Krok po kroku odkryjecie wszelkie zawiłości i dojdziecie do zakończenia, które będzie zaskakujące. Bohaterowie oczywiście są świetnie wykreowani, jak to bywa u tej autorki. Są wiarygodni, ponieważ każdy z nich ma wady i zalety jak większość ludzi. Bardzo łatwo wczuć się w ich sytuacje i utożsamić się z nimi.

 „Lista obecności” to historia, która ma w sobie magnes. Przyciąga i naprawdę ciężko jest się od niej oderwać. Pełna ludzkich emocji, pasji i bólu. Pokazująca, jakie naprawdę bywa życie bo ono jest zaskakujące i nieprzewidywalne.

Koniecznie przeczytajcie!




Wydawnictwo - Prószyński i S-ka
Data wydania - 19 czerwca 2016
Liczba stron - 512
Kategoria - Literatura piękna 




środa, 4 września 2019

„Ścieżki we mgle” Edyta Kowalska RECENZJA PATRONACKA



Wydawnictwo -  Poligraf
Data wydania - 9 sierpnia 2019
Liczba stron - 280
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 




Edyta Kowalskaabsolwentka pedagogiki, filologii polskiej i zarządzania. Autorka „Ścieżek życia” i ,,Ścieżek przeszłości”. Kocha zwierzęta i wiosenne kwiaty. Uwielbia czytać i podróżować. Od kilku lat mieszka z mężem, synem, psami i kotem w niewielkiej, malowniczej miejscowości na Śląsku. Jest nauczycielką. 

To już trzecia książka tej autorki i trzecia rewelacyjna.  
Znacie prozę Edyty Kowalskiej?

Poznajemy Ulę, studentkę ze Śląska. Spędza ona lato nad naszym polskim Bałtykiem. Zatrzymała się w pensjonacie u znajomych, którzy, znając jej problemy, postanawiają się nią zaopiekować i pomóc dojść do siebie. Ula po traumatycznych przeżyciach oraz pobycie w szpitalu potrzebuje odpoczynku i wyciszenia. Najpierw tylko śpi, nie wychodzi dalej niż z pokoju na dół na stołówkę, lecz z czasem wyrusza na spacery. Gdy przez przypadek spotyka małego Józia - chłopca strasznie samotnego i zaniedbanego przez rodziców - postanawia interweniować. W ten sposób poznaje przystojnego Mikołaja, brata Józia, który wyrwał się z domu rodziców i to samo chce zrobić ze swoim bratem. Czy mu się uda?
Ula poznaje równie sympatycznego stomatologa Jakuba. Ich pierwsze spotkanie nie należało do najmilszych, ale czasami tak bywa, że początki bywają trudne. Miłość od pierwszego wrażenia rzadko się trafia. Czy nasza bohaterka odnajdzie w końcu spokój i szczęście? Czy zapomni o przeżytych traumatycznych wydarzeniach? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Co z małym Józiem?





Autorka w tej powieści porusza trudne tematy. Jeden z nich to rola dziecka w rodzinie patologicznej. Rozwijające się dziecko potrzebuje częstego kontaktu z rodzicami. Gorzej, jak tego nie dostaje, bo akurat jedno z nich, albo co gorsza oboje, są pijani. Takie dziecko nie dostaje od najważniejszych dla niego ludzi miłości, bliskości, czułości. Nie dostaje kontaktu fizycznego, który jest bardzo ważny w rozwoju. Jest to rodzaj zaniedbania również emocjonalnego. Jak wiadomo, alkoholizm to choroba całej rodziny. Józio zmuszany jest do kradzieży, a to na pewno ma wpływ na jego wychowanie. Jak temu zapobiec? Czy nasza bohaterka i Mikołaj zrobią coś, co odmieni życie Józia? 

Autorka oddaje w nasze ręce historię do bólu życiową. Tę chyba napisało samo życie. Historia opisująca życie Józia wzruszyła mnie, a cała powieść sprawiła, że polubiłam bohaterów od samego początku. Pensjonat i pracujący tam ludzie koją umysł. Chciałoby się pojechać tam i być na miejscu naszej bohaterki.  Odpocząć, zrelaksować się i poznać gościnnych właścicieli pensjonatu.


„Co warta jest miłość, jeśli nie potrafisz w niej wytrwać podczas złych chwil? To bolało. Cholernie bolało przez długie lata, ale czas leczy rany. Powoli i nie bez bólu. Zostają blizny, ale rany wcześniej czy później się goją.”

Kolejnym ciężkim tematem poruszanym w tej książce jest przemoc, znęcanie się nad kobietą przez mężczyznę. Kłamstwa częstych wyjazdów, obelgi rzucane zakochanej kobiecie to bardzo częsty scenariusz ukryty w czterech ścianach. Dobrze, jak kobieta ma w sobie tyle siły, by wyrwać się z tego kręgu, uwolnić się i żyć dalej. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, ale zdarzają się i to dość często.  

„Ścieżki we mgle” to nieprzewidywalna historia poruszająca trudne i niewygodne tematy. To historia o problemach, jakich tysiące wokoło nas. O samotności, o demonach przeszłości związanych z narkotykami, ale również ukazująca oblicze miłości. Samo zakończenie wymknie się czytelnikowi z rąk i zostanie on z zapytaniem '' i co ona zrobi? Którą ścieżkę wybierze nasza bohaterka? ''.


Cudowna powieść. 
Polecam!




sobota, 31 sierpnia 2019

„Sekrety Julii” Anna Płowiec




Wydawnictwo - Znak
Data wydania - 17 lipca 2019
Liczba stron - 496
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 


  

Historia o miłości tak wielkiej, że przenosi góry.

Anna Płowiec — tak jak ja uwielbia spacery po parku z ukochanym psem oraz zapach kwiatów pomarańczy. Ja swojego psa zabieram na pola i łąki, ale cel jest ten sam. 



 Jest to druga książki autorki i kolejna świetnie napisana. Anna Płowiec ma swój styl i to mi się podoba. Kto z nas nie lubi czytać klimatycznych historii, w których razem z bohaterami odkrywamy tajemnice rodzinne w odnalezionych starych listach, w których to poznajemy losy rodziny na przełomie kilku pokoleń? Ja uwielbiam.

 Na samym początku czytamy o smutku, żałobie i samotności. O tym, jak ciężko jest zrozumieć śmierć najbliższej nam osoby. Alicja —  nasza główna bohaterka — stara się pogodzić ze śmiercią jej matki i tłumaczy swojej córce, dlaczego nie ma przy nich ukochanej babci. Tłumaczy dziecku i zarazem sobie, ponieważ kobieta nie radzi sobie z codziennością. Upłynie trochę czasu, zanim postanowi posprzątać w pokoju swojej mamy i to właśnie tam odnajduje stare listy. Z nich dowie się bardzo interesujących rzeczy na temat własnej rodziny. Dopiero teraz zrozumie zachowanie swojej mamy. Szkoda, że za późno. 
Jak poradzą sobie nasze bohaterki z traumą po śmierci oraz po tym, jak dowiedzą się prawdy o rodzinie? Co lepsze, prawda czy niewiedza? Czy rozwikłanie sekretu sprzed lat w końcu przerwie krąg niespełnionej miłości i zrujnowanych pragnień?






Autorka oddała w nasze ręce słodko-gorzką historię. Historię, która opisuje relacje matki i córki. Poznajemy dwa światy lata młodości Julii oraz aktualne życie Alicji. Gdy kobieta odnalazła stare listy matki, nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ważne okażą się w jej życiu i jak wiele wyjaśnią.

Bardzo lubię książki, w których to mogę przenieść się do innego okresu. W ten sposób poznajemy mentalność ludzi żyjących w dawnych czasach. Możemy docenić to, co mamy  po takich powieściach. Również lubię, gdy w książkach pomiędzy kartkami, pomiędzy słowami, wyłapać można przesłanie. To jest jak jedzenie Rafaello, z niespodzianką w środku.

Historia Julii jest gęsto utkana ludzkimi przeżyciami i wspomnieniami. Podążamy śladami bohaterów, które czasami są skomplikowane i  trudne, innym razem napełniają nas radością. Tak to w życiu już jest, że musi być równowaga. Każdy z bohaterów ma tutaj swoje zadanie do wykonania. Z pozoru wydają się błahe, nieistotne, ale na końcu wszystko ładnie się zazębia. Z każdym kolejnym rozdziałem bardziej poznajemy naszych bohaterów i coraz  bardziej wkręcamy się w ich życie. Zauważamy coraz większe spirale emocji i w pewnym momencie, zatracamy się w tym, o czym czytamy. Wkraczamy w przeszłość, która ma kolosalny wpływ na przyszłość. Jest dla niektórych niewygodna, trudna do zaakceptowania, wymagająca, ale stanowi nierozerwalną część przyszłego życia. Paleta barwnych bohaterów pokazuje nam, jak różne mają oni przeżycia ukryte gdzieś głęboko, jak nierozliczone żale przeszkadzają im oddychać, siedząc głęboko niczym zadry w sercu.

 „Sekrety Julii” to historia o poszukiwaniu swojej przeszłości. O przeznaczeniu oraz o tym, że wielka miłość pokona wszystkie przeszkody stawiane na jej drodze. Przepiękna historia o trudnych czasach i trudnych wyborach.  Jednym słowem wspaniała.





środa, 28 sierpnia 2019

„Przetwory z pomysłem” Patrycja Machałek



Wydawnictwo -  Znak
Data wydania - 3 lipca 2019
Kategoria - kulinaria, przepisy kulinarne
 



100 prostych przepisów na ekstrawaganckie i klasyczne przetwory, które odmienią Twoją kuchnię.


Jest to książka zarówno dla tych, którzy znają się na przetworach, jak i dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z przetwarzaniem owoców i warzyw. 

Nie od dziś wiadomo, że warto samemu wekować owoce i warzywa. Wiemy, co jemy, i wiemy, że nie ma tutaj konserwantów, barwników czy ulepszaczy. A jeśli jeszcze jesteśmy szczęściarzami na tyle, że posiadamy własne ogródki i własne dary Ziemi, to już grzechem jest nie przetwarzać.  

 Na samym początku dowiadujemy się bardzo ciekawych rzeczy, odnoście teorii. To takie rady dla początkujących. Co to jest żelatyna, pektyna i jak wygląda pasteryzacja.  Poznajemy również stare, babcine metody.

W książce znajdziemy wyśmienite przepisy do tego, jak z owoców wyczarować  aromatyczne dżemy, konfitury, marmolady czy powidła. Dowiemy się, z czego zrobić galaretkę, frużelinę i wszelkiego rodzaju przeciery.
Znajdziemy również rewelacyjne przepisy na syropy. Uwielbiam je, a Wy?

Dla bardziej wytrwałych przyda się wiedza z zakresu frykasów owocowych z alkoholem czy też nalewek.
Autorka w wyśmienity sposób namawia nas do własnej produkcji octów owocowych, solanek i warzywnych sosów. Wszystko to jest pięknie i przejrzyście opisane.

Mnie ta książka zachwyciła!





W naszych czasach ważną rzeczą jest świadomość tego, co jemy. A pewność, że jemy zdrowo bez chemii i przetworzonej żywności jest bezcenna. Świadomie dążymy do tego, byśmy byli zdrowsi i żyli zgodnie z naturą. 
W tej książce mamy rewelacyjne przepisy na to, by wykorzystać każdy miesiąc na coś oryginalnego, by zaskoczyć gości albo zrobić własnoręcznie prezent. Myślę, że jarzębinówka bądź syrop lawendowy ofiarowany w pięknej karafce zadowoli niejednego obdarowanego. Własnoręcznie zrobiony przecier z czarnej porzeczki i szałwii i  frużelina malinowa podarowana na imieniny, to wspaniały prezent.

 
 Co mnie zachwyciło w tej pozycji?
Jeśli powiem Wam, że wszystko, to mi uwierzycie?
Od lat robię przetwory i bawię się w przetwarzanie darów natury, ale to, co tutaj znalazłam, sprawiło mi ogromną radość. Po pierwsze wyśmienite wydanie tej książki. Twarda okładka, efektowne zdjęcia i szata graficzna zachwycają. Wszystko jest tutaj przemyślane, idealnie rozpisane i zachęca do robienia przetworów.
Znalazłam kilka takich przepisów, które mnie bardzo zaintrygowały. Na pewno je zrobię. Jak Wam się podobają takie nazwy? Małpie masło, dżem marchewkowy z pomarańczą, dżem jagodowy z lawendą, konfitura morelowa z tymiankiem lub z czerwonej cebuli? Zainteresowały mnie również powidła z borówek amerykańskich z wanilią i imbirem. Jestem szalenie ciekawa tego smaku. A Wy?
 Na koniec jeszcze wspomnę, że wspaniałym pomysłem są rozdziały w książce nazwane Rok w spiżarni oraz Owocowo—warzywne kalendarium. No rewelacja.

Na każdy miesiąc rozpisane są praktyczne rady i propozycje pomysłów w kuchni. Dajcie ponieść się fantazji i zróbcie latem wyśmienitą lemoniadę z domowym octem, a do rodzinnego grilla podajcie domowy sos paprykowy. Już widzę Waszą satysfakcję i słyszę pochwały gości. 

 „Przetwory z pomysłem”  to książka, którą trzeba mieć w swojej kuchni! Przygotowanie wyśmienitych przetworów może być prostsze, niż myślisz.
 

Polecam!!

 

wtorek, 27 sierpnia 2019

„Zbrodnia po irlandzku” Aleksandra Rumin



Wydawnictwo - Initium
Data wydania - 12 sierpnia 2019
Liczba stron - 304
Kategoria - kryminał, sensacja, thriller 





Jest to już druga powieść tej autorki i powiem Wam szczerze, że jest jeszcze lepsza od poprzedniej. Przy debiucie bawiłam się wyśmienicie, ale przy tej pozycji... rewelacja!


Autorka pokazuje nam, że wycieczki zagraniczne wcale nie są takie bezpieczne. Nawet jeśli organizowane są przez biura podróży. Z tej powieści wynika, że to raczej niebezpieczne hobby. A zwłaszcza z biurem podróży „Hej Wakacje”. 
Bohaterowie, których tu poznajemy, są rewelacyjni, a Tomasz Waciak, przewodnik turystyczny, już w szczególności. Przez całą wycieczkę do Irlandii musi użerać się z paskudną pogodą, starszą panią, która co chwila ma jakieś roszczenia wobec wszystkiego, co napotka na swojej drodze, oraz z niebywałą ochotą na alkohol. Dokładnie mówiąc, na drinka ma ochotę, bo jest alkoholikiem na odwyku i ciężko mu bez tego jakże potrzebnego do życia trunku żyć. Na nieszczęście zdarzy się również tragedia. Jak zakończy się cała ta wycieczka z biura podróży? Kto kogo wyeliminuje z gry? Czy Waciak da radę z kuszącymi go nawykami?



Jest to naprawdę rewelacyjna komedia kryminalna. 
Czytałam ją podczas urlopu w górach i co jakiś czas śmiałam się w głos, co wywoływało spojrzenia dziwnie spoglądających na mnie przechodniów. Można śmiało stwierdzić, że jest to satyra ludzi przebywających na wakacjach, a dokładnie satyra przebywających Polaków za granicą naszego państwa.

Autorka pisząc tę książkę, wiedziała, że dostarczy czytelnikowi wielu wrażeń. Jej poczucie humoru jest genialne. Ja, czytając o perypetiach grupy uczestników wyjazdu do Irlandii, nabrałam ochoty, by też tam pojechać i przekonać się, czy faktycznie tam jest taka pogoda i ponury klimat. Mało tego, pomiędzy całą akcją dowiadujemy się co i gdzie warto zwiedzić. Czytamy folder dla pilota wycieczek i dowiadujemy się nawet ciekawych informacji. 

 „Zbrodnia po irlandzku” jest wyśmienitą powieścią, idealną na letni czas. Mamy tutaj naprawdę indywidualnych bohaterów, malownicze krajobrazy do podziwiania oraz zbrodnie do rozwikłania.
Dajcie się ponieść tej fantastycznej wyprawie, ja nie żałuję. A na kolejne książki autorki już czekam.







poniedziałek, 26 sierpnia 2019

„Zimny kolor nieba” Magdalena Majcher



Cykl - Saga nadmorska (tom 2)
Wydawnictwo - Pascal
Data wydania - 19 czerwca 2019
Liczba stron - 432
Kategoria - Literatura obyczajowa



Przejmująca opowieść o demonach, przed którymi nie sposób uciec, bo nosimy je w sobie.



Pisałam już wcześniej, że uwielbiam książki tej autorki. W każdej z nich znajduję akurat to, czego oczekuję - wspaniałych kreacji bohaterów, wyśmienitą akcję i tło powieści. Nie są to żadne ckliwe romanse, a książki bardzo potrzebne. Pokazujące nam sens życia i potrzebę bycia kochanym. Potrzebę walki o własny, lepszy los.

Jest to kolejna część wspaniałej sagi nadmorskiej. Czy okazała się lepsza od pierwszej części?

Tom II rozgrywa się w latach 1964-1991 i opowiada o losach Gabrieli, córki Marcjanny, którą poznaliśmy w części pierwszej. Jak widać akcja rozgrywa się w ciężkich czasach dla naszego kraju. Nasza bohaterka mieszka na Pomorzu, a Kresy zna tylko z opowieści matki i babki. To one tam mieszkały, pochodziły z tamtych rejonów. Gabriela zastanawiała się niejednokrotnie, dlaczego nie zna swojego ojca. Nie dostała odpowiedzi od mamy ani babci, a jedynie jakieś usłyszane zdania o nim. Kiedy w końcu poznaje prawdę, nie będzie chciała mieć nic wspólnego ze swoją rodziną.  

W między czasie dowiadujemy się o jej życiu małżeńskim. O jej rozterkach i samotności. Każdy jej dzień przepełniony jest strachem, niepewnością i smutkiem. Mąż tyran to nie jest idealny kandydat dla kobiety. Jak mogła się aż tak pomylić? Ile jeszcze wytrzyma nasza bohaterka, żyjąc w piekle na ziemi?



Autorka w swoich powieściach porusza trudne tematy. Za każdym razem są one inne i takie życiowe, napisane bez owijania w bawełnę. Tym razem czytamy o przemocy domowej. O przemocy psychicznej, jakiej poddaje się nasza bohaterka. Ciężko czytać o takich historiach, o kobietach, które wierzą w słowa swojego kata. Pomimo tego, co je spotyka, trwają nadal. Czytelnik czytając zastanawia się nad własnym losem, nad tym, jak by postąpił na miejscu Gabrieli. Jak wyzwolić się, jak uciec i dać sobie szansę na szczęście i normalne życie?


W pierwszej części bohaterowie, którzy zostali nam przedstawieni byli bardzo wyraziści. Mieli charakter. Tym razem czytając o losach Gabrysi wydaje się ona taka bez wyrazu, bez silnej woli. Jest uległa i taka nijaka. Bywają takie momenty, że ma się ochotę potrząsnąć tą kobietą, by się ocknęła, by zdobyła się na odwagę i zrobiła coś ze sobą, ze swoim życiem.

Od zawsze wiadomo, że jeśli chcemy prawidłowo funkcjonować, mieć szczęśliwe relacje z otoczeniem to powinniśmy zacząć od akceptacji własnego ja. Samoakceptacja i miłość do samego siebie daje nam nieograniczony dostęp do lepszego świata. Do uśmiechu i dostrzegania drobnych rzeczy.

„Zimny kolor nieba” to przepełniona goryczą historia Gabrysi. Znajdziemy tutaj wojenne traumy, bolesne wspomnienia, trudną miłość, skrywane tajemnice rodzinne i samotność. 
Cudowna seria, która wzrusza i daje do myślenia nad tym, że trzeba brać życie i szczęście w swoje ręce. Nie czekać na kiedyś. Działać i żyć szczęśliwie. Bo życie mamy tylko jedno!












sobota, 24 sierpnia 2019

„Siedem niedoskonałych reguł Elviry Carr” Frances Maynard




Tłumaczenie - Magdalena Koziej
Tytuł oryginału - The Seven Imperfect Rules of Elvira Carr
Wydawnictwo - Prószyński i S-ka
Data wydania - 16 lipca 2019
Liczba stron - 464
Kategoria - Literatura piękna




 Żeby nagle zrozumieć świat, trzeba mieć jakiś system.

Poznajemy Elvirę. Ma ona 27 lat i jest trochę inna. Co oznacza ta inność? Mianowicie nasza bohaterka posiada zaburzenia ze spektrum autyzmu. Nie potrafi kłamać, mówi to, co w danym momencie myśli. Nie rozumie sensu retorycznych figur oraz nie potrafi wyczuć, kiedy ktoś żartuje, a kiedy mówi poważnie. Rodzice przez tę jej inność chowają ją pod kloszem, tylko czy to jest wyjście?

Gdy pewnego razu w tajemniczych okolicznościach umiera jej ojciec, a matka dostaje udaru, nasza bohaterka zostaje sama na tym świecie. Będzie musiała teraz walczyć o to, by mogła zostać w domu, udowodnić, że sobie poradzi i że może opiekować się mamą. 
Swoim tylko znanym sposobem opracowuje Siedem Reguł, które pomagają jej w codzienności. Mają pomóc jej odnaleźć się w świecie „normalnych” ludzi.

Jak sobie poradzi Elvira? Czy udowodni, że poradzi sobie w życiu sama? Okazuje się, że odmienność może być zaletą, a szczerość i dobroć to zapomniane przez wielu cechy charakteru.





Ci, co mnie znają, to wiedzą, że książki o tematyce wojennej oraz z zaburzeniami u dzieci to moje bakcyle. Mogę czytać takie powieści i nigdy nie będę miała dość. 

Tutaj poruszana jest trudna tematyka, lecz napisana jest tak ciepłym i zabawnym językiem, że czytanie tej historii to czysta przyjemność. Czytając tę pozycję, miałam wrażenie, jakbym podglądała Elvirę przez lornetkę. Ona żyła według swoich zasad, a ja kiwałam głową z aprobatą do jej pomysłów. W pewien sposób nawet matkowałam jej. Jest tak przyjazną osobą, że każdy czytelnik będzie chciał zaopiekować się tą szalenie inteligentną osobą. Daje niesamowitą radość samym swym obcowaniem, które udziela się czytelnikowi.


Historia została napisana w narracji pierwszoosobowej, przez co idealnie wyczuwamy naszą bohaterkę. Poznajemy świat takim, jakim widzi go Elvira. Nie jest łatwo takiej osobie znaleźć się w świecie, gdzie tysiące bodźców atakuje na raz.

Ja jestem zachwycona faktem, że mogłam wkroczyć w świat chorej kobiety. Że mogłam patrzeć na świat jej oczami. Pomimo choroby potrafiła sobie świetnie poradzić. Nie poddała się, a przecież wiadomo, że jak ktoś „odbiega od normy to jest dziwakiem i trzeba wykorzystywać jego naiwność. Tak jest najprościej, prawda?


„Siedem niedoskonałych reguł Elviry Carr”  jest świetną lekturą dla każdego z nas. Dla każdego, kto osądza innych, wyśmiewa z ułomności, z wrażliwości czy po prostu dobroci. Cudowna książka o cudownej dziewczynie.
Polecam!

 





wtorek, 20 sierpnia 2019

„Dziewczyny z ogrodu rozkoszy” Ewa Formella PATRONAT MEDIALNY



Wydawnictwo -  Replika
Data wydania - 20 sierpnia 2019

Ilość stron - 186
Kategoria - Literatura piękna



Znacie książki tej autorki?
Moim zdaniem Ewa Formella po mistrzowsku gra na emocjach czytelnika. 
Już wcześniej mogłam przekonać się, jaki jest jej styl pisania oraz to, w jaki sposób przemawia do czytelników. Bardzo mi się to spodobało. Z ogromną niecierpliwością zabrałam się za czytanie wznowienia Lawendy”, ponieważ wcześniejszej pozycji nie czytałam. 
Autorka ma coś takiego, że niby wiemy, co będzie w książce, spodziewamy się pewnych zdarzeń, a mimo tego za każdym razem zaskakuje treścią.  

Tym razem wkraczamy do Ogrodu Rozkoszy, w którym znajdziemy kobiety o najpiękniejszych nazwach kwiatów. Jest to kompleks owiany tak wielką mgłą tajemnicy, że nikt nie wie, gdzie on się znajduje. Drogę zna tylko zaufany kierowca. Każda z kobiet znajdujących się tutaj należy do najbardziej elitarnej grupy prostytutek. Poznajemy ich życie oraz motywy, które doprowadziły ich do tego właśnie miejsca. Na pewno jest to świat piękna, luksusu, ale też i tajemnic, zranionych serc oraz bolesnych wspomnień. A cała historia Ogrodu rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat w Trójmieście.






Autorka po raz kolejny oddała w nasze ręce historię napisaną przepięknym, niesamowicie plastycznym językiem. Opisy bohaterów i zdarzeń, w których biorą udział, przedstawione są tak sugestywnie, że ma się wrażenie, iż uczestniczymy w ich życiu.

Gdy słyszymy słowo prostytutka, jakie nasuwają nam się skojarzenia? Piękna, zadbana kobieta zajadająca w restauracji kawior, a obok na stoliku szampan? Czy może gdzieś w przydrożnym lesie, kobieta w przykusej spódnicy?

„Miała wszystko, o czym marzy przeciętna, młoda kobieta, oprócz jednego - prawdziwej, pełnej rodziny.

 Tę lekturę po prostu trzeba przeczytać. Dopiero wtedy zrozumie się i doceni w pełni jej głębię oraz przekaz, jaki przemyca nam autorka. Oprócz wnikliwej analizy psychiki poznajemy również rozmyślania nad problematyką nieodgadnionej otchłani ludzkiej osobowości. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego prostytutka pracuje w takim zawodzie? Dlaczego godzi się na to, co ją spotyka? Czy jest i była świadoma swoich czynów doprowadzających ją do takiej formy zarobku?
Czy takie kobiety, nawet te najdroższe i najekskluzywniejsze, zwane call girl, cieszą się z tego, co osiągnęły? Czy są dumne ze swojej profesji? Czy pieniądze to wszystko?

„Jednak czy takie kobiety jak ona, mogą mieć szansę na zapomnienie i normalne życie?

Autorka nie skupiała się tylko na tym, jak wygląda życie bogatej prostytutki, ale wprowadziła wiele wątków pobocznych, które w interesujący sposób łączą się w całość.
Mamy tutaj trudne relacje rodzinne, i to w kilku pokoleniach. Samotność, która jest bardzo wyczuwalna. Bije nas po oczach.

 „Dziewczyny z ogrodu rozkoszy” to powieść, która bardzo mi się podobała. Trzymała mnie w napięciu do ostatnich stron, wzbudzając na twarzy wszystkie rodzaje emocji. 
Żadna sytuacja opisana w książce nie jest przypadkowa, każdy akapit jest przemyślany i znajdujący się dokładnie tam, gdzie powinien być. Z wyglądu niepozorna książka, a jednak treść w niej zawarta wnika bardzo głęboko w czytelnika. Jest przejmująca i bardzo potrzebna.

 „Widocznie tak musiało się stać po to, aby teraz ich miłość rozkwitła ponownie. To tak jak z kwiatami, jedne muszą zwiędnąć, aby na wiosnę znów cieszyć oczy ludzi swoją dostojnością i pięknem, a inne cały rok stoją niewzruszenie w donicy, zastępując piękno kwiatów bujną zielenią.

Na pewno po książki tej autorki sięgnę już bez zastanowienia. Pokazała mi po raz kolejny swój kunszt literacki, który uwielbiam. „Dziewczyny z ogrodu rozkoszy” wprowadzają nas w zupełnie inny, nieznany nam świat. Razem z nimi przeżywamy podróż w czasie i ich wspomnienia. Poznajemy Trójmiasto lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i współczesnych. Widzimy drogi dobra i zła, przeplatane bolesnymi chwilami, wspaniałymi marzeniami oraz szarą rzeczywistością. Widzimy również cierpienie, tęsknotę, ale i wybaczanie. Szukanie siebie na nowo, bo przecież każdy z nas zasługuje na to, by spełniły się najskrytsze marzenia. Każdy z nas zasługuje na miłość.
Polecam!






poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Zapowiedź patronacka „W jego oczach”


 Mam zaszczyt poinformować Was, że mój blog objął patronatem medialnym kolejną wspaniałą książkę.

Jest to kontynuacja bestsellera „Oczy wilka”!
 

Napisałam również dla Was rekomendację.

W jego oczach” to hipnotyzująca wręcz historia zabójczego duetu Artura i Leny. Bo gdy połączą się dwa przeciwieństwa, zaczyna dziać się magia, która iskrzy namiętnością. Jest też i Ona, zaślepiona nieodwzajemnioną miłością z podłym planem zemsty. Będzie się dużo działo, zatem dajcie porwać się tej elektryzującej powieści.

Gorąco polecam!!




W życiu Leny i Artura rozpoczyna się nowy rozdział. Właśnie się zaręczyli po dwóch latach związku. Nie wszyscy są z tego powodu zadowoleni, a sama Lena nie potrafi zostawić przeszłości za sobą. Wciąż nie może pogodzić się z tym, że jej ukochany ma przed nią mnóstwo tajemnic.
Czy tak poważna decyzja nie powinna być podejmowana bez cienia wątpliwości? Czy Artur potrafi oddać się jej całkowicie i rozpoczną wspólne życie na nowych zasadach?
Kobieta nie ma pewności, czy przebije się przez mur, który wzniósł jej ukochany. Czy kiedykolwiek do końca go pozna? 



Jesteście zainteresowani?




 

sobota, 10 sierpnia 2019

„Finezja uczuć” Aneta Krasińska



Wydawnictwo - Psychoskok
Data wydania - 23 listopada 2018
Liczba stron - 218
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans



Bardzo często scenariusze są podobne. Zaczyna się od szczerych rozmów w konfesjonale czy na spotkaniu parafialnym, czasami też podczas uczestniczenia rodziców w komunii świętej czy pasterce. Z niewinnych spotkań i rozmów zmienia się wszystko w klasyczne randki. Spotkania w restauracji, odwiedzanie muzeum, bo akurat jest świetna wystawa, i tak krok po kroku dochodzi do..... No właśnie, do czego to doprowadza? Czy miłość do księdza jest bardziej zakazana? Bardziej niż inne?


Poznajemy Alicję żonę i matkę. Ma to, o czym marzy prawie każda kobieta: wspaniały dom, kochającego męża, zdrowe dzieci i satysfakcjonującą pracę. Czy do szczęścia potrzeba czegoś więcej? Może dla Alicji było za mało, za mało męża, który oddawał się pracy bez pamięci i bywało, że zapominał o rodzinie. Taka nieobecność w życiu kobiety jest bardzo odczuwalna. Pracoholizm męża doprowadzić może do oddalenia od siebie małżonków, bo nie ma czasu na rozmowy, na czułe gesty. Nasza bohaterka czuje się samotna, przytłoczona nadmiarem obowiązków. Do tego dochodzą przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej jej młodszego syna. Ze spotkań w kościele wyniknie coś więcej niż tylko uczestniczenie w przygotowaniach.
W życiu naszej bohaterki zaczyna dziać się chaos. Czy to, co rodzi się pomiędzy nią a księdzem, wyjdzie na jaw? A co z jej małżeństwem? 





Bardzo mi się podobała ta historia. Nie ma tu ckliwego romansu, lecz pokazane jest prawdziwe uczucie w trudnej sytuacji. Nasi bohaterowie popełniają błędy, gdy starają się wyprzeć uczucie z serca. Głos rozsądku nakazuje im robić coś wbrew temu, co podpowiada serce. Biją się z myślami oraz z uprzedzeniami. Boją się konsekwencji, ponieważ historia ich miłości z góry będzie skazana na porażkę. Rzadko kiedy taki związek bywa usłany różami, ale kto potrafi oprzeć się pięknemu uczuciu? Bez względu na to, czy powodem jest samotność, niska samoocena czy po prostu źle ulokowane uczucie — ono i tak wybuchnie, rozleje się po całym ciele, by ulokować się w samym środku.

Co wyniknie z tej historii? Z historii, która nie powinna była się przydarzyć. Na pewno nie będziecie się nudzić. Autorka w rewelacyjny sposób pokazała, do czego może doprowadzić brak partnera w codziennym życiu. Jak wygląda życie rodzinne, gdy kobieta czuje się odsunięta na boczny tor. 

„Finezja uczuć”  to świetna powieść, którą doskonale się czyta. Umiejętność budowania akcji i sprawne posługiwaniem się słowem pisanym to jedne z licznych zalet autorki. Jest to pozycja, która skłania nas do refleksji na temat naszych słabości i braku logiki w walce z miłością. 





piątek, 9 sierpnia 2019

„Szlacheckie gniazdo” Monika Rzepiela



Cykl - Szlacheckie gniazdo (tom 1)
Wydawnictwo - Szara Godzina
Data wydania - 10 czerwca 2019
Liczba stron - 296
Kategoria - Powieść historyczna 




Monika Rzepiela  -  debiutowała powieścią „Dwór w Czartorowiczach” w 2017 roku, która zapoczątkowała cykl autorski Saga Polska. 
Autorka jest pasjonatką staropolskiej kultury i znawczynią obyczajów, co widać w każdej napisanej przez nią książce. 


Codzienne życie osiemnastowiecznej szlachty i chłopów pańszczyźnianych przeplata się z bolesną historią Polski. 

Wkraczamy do historii w momencie, w którym to na świat przychodzą dwie dziewczynki. Ostatniego dnia 1776 roku na Podgórzu Karpackim rodzą się: Leontyna - pochodząca ze szlacheckiego domu oraz Marysia - z chłopskiej zagrody, w której to bieda zagląda do okien. Są mlecznymi siostrami, ponieważ matka Marysi została mamką Leontyny. Pomimo różnic pomiędzy dziewczynami, los tak posplata ich drogi, że ich wspólna przyszłość jest nieuchronna. Starszy brat Leontyny, dziedzic majątku, wraca po kilkuletniej podróży zza granicy i zakochuje się w córce zarządcy. Co z tej miłości wyniknie? Co wyniknie również ze związku, jaki zaplanowała sobie podczaszanka? Oddała ona swoje serce ubogiemu guwernerowi. W takich sytuacjach los nie bywa łaskawy. Czy tym razem odpuści zakochanym?  
Spotykamy w tej powieści również słynnego Tadeusza Kościuszko. Zbliża się rok 1792...





Pierwsze, co nasuwa mi się po przeczytaniu tej lektury, to rzeczywistość lat osiemnastego wieku. Kontrast, jaki widać pomiędzy szlachtą a chłopami przeraża. Niewiarygodna przepaść. My teraz, w naszych czasach, nie dowierzamy takim sytuacjom. To są tak odległe czasy, że chyba nikt nie chciałby cofnąć się w tamte lata. Brak komfortu, brak szacunku do kobiet, pełne oddania życie mężowi i jego matce.

 „- To się stało, mój drogi, że mam dość, dość, dość!  -odparła pani tak stanowczo, na ile siły jej pozwalały.  -Odmawiam spełnienia powinności małżeńskich! Jeśli zapragniesz mieć jeszcze jedno dziecko, sam będziesz musiał je urodzić!  - Rodzenie dzieci, moje serce, to twój jedyny obowiązek - rzekł pan.”

Opisywanie losów ludności chłopskiej i porównywanie ich do tych szlacheckich nie jest łatwe, lecz autorce się to udało. Na przykładzie naszych młodych bohaterek świetnie wybrnęła z trudnego tematu. Stopień skomplikowanych relacji panujących na wsiach był tak duży, że potrzeba talentu, by to pokazać w dobitny sposób.

Tak to pan Bóg urządził, że na świecie i szlachta, i chłopi żyją. Pierwsi do zabawy, drudzy do roboty.

Autorka w losy bohaterów w wyśmienity sposób wplotła historię Polski. Tadeusz Kościuszko odwiedza majątek  w Pawłówce i pokazuje nam, jak doszło do zmian, których dokonał. Przypominamy sobie, jak wielką postacią został i dlaczego nazywamy go bohaterem narodowym. Jego całe życie podporządkowane było walce o wolność. A tego, co dokonał oraz błyskotliwą karierę zawdzięcza wyłącznie swoim własnym umiejętnościom.
Dzięki takim zabiegom nauka o historii nie zaginie, ponieważ autorka przypomina o wybitnych postaciach w świetny sposób.
W przygotowaniu część druga Szlacheckie gniazdo:
Ogień buntu



„Balony” M. Sajnog




Wydawnictwo - Novae Res
Data wydania - 24 stycznia 2019
Liczba stron - 270
Kategoria - fantastyka, fantasy, science fiction 




 A co, jeśli jutra nie będzie?

 

To książka z gatunku apokaliptycznego fantasy.
Czasami lubię sięgnąć po taki gatunek prozy. W każdej dziedzinie monotonia nie jest wskazana. Tak samo i w literaturze. Po przeczytaniu opisu książki byłam bardzo mocno zaintrygowana. Czy byłam zadowolona z lektury?

Książka zaczyna się prologiem, którego nie za bardzo rozumiemy, ale po takim początku czytający zostaje zainteresowany fabułą. 

Wyobraźcie sobie niebo bardzo wcześnie rano. Patrząc na nie dostrzegacie wysoko balony. Czarujące kolory, emanujące magicznym blaskiem. Nikt z patrzących nawet nie pomyśli, że widzi nadchodzącą katastrofę. Jeden po drugim balony zaczynają wybuchać i niebo robi się czerwone, z wyglądu przypomina to niebo zalane krwią. Razem z płynem rozpraszają się miliardy malutkich nasion. Niezauważalnie przedostają się do krwiobiegu, łączą się z nim i wypuszczają korzenie. Pojawiając się na niebie zwiastowały odrodzenie. Nowy początek. Tylko czego? Nowej roślinności? Bo żeby nowe nadeszło, najpierw musi nadejść śmierć. Czy planeta umrze? A na jej zwłokach pojawi się nowe, magiczne, ale jakże niebezpieczne życie?
Na to wygląda, ponieważ lekarze są bezradni na tego typu wirusa. Jak tak dalej pójdzie, cywilizacja zniknie, a krajobraz planety ulegnie destrukcji. Czy znajdzie się coś lub ktoś i zapobiegnie apokalipsie? 





Historię poznajemy z punktu widzenia kilku kluczowych postaci. Jak dla mnie trochę było tego za dużo. Poznaliśmy losy jednego bohatera i przeskakiwaliśmy do kolejnego. Nie wiem, jaki był zamiar autora, ale chyba coś nie poszło. Sami bohaterowie też jacyś tacy bez wyrazu. Mało o nich wiemy. 
Mnie osobiście nie czytało się tej książki dobrze. Była dla mnie pogmatwana. Nie zrozumiałam też zakończenia. Może miało to być zakończenie otwarte, by czytelnik sam sobie dopowiedział resztę? Nie mam pojęcia. 


Pomysł na książkę dobry, bo zainteresował mnie na tyle, że byłam ciekawa, jak to się skończy, ale czegoś tu zabrakło. 
Podobało mi się, że motyw z roślinnością był inny. Tutaj rośliny, aby rosnąć, musiały mieć krew. Aby rosnąć, musiały zabijać. 
Przerażająca jest wizja zagłady ludzkości przez rośliny, przez wirus, jaki spadł na ziemię. Zwierzęta również zarażały się chorobą... jest to straszna wizja końca świata. Oby nie doszło do czegoś takiego. Tu nie ma problemu z brakiem prądu czy zarazą lub innymi czynnikami zagrażającymi wyginięciu ludzkości, lecz po prostu rośliny, które wejdą w każdą szparę, a i rozmnażają się w zastraszającym tempie.

„Samotność to głupia kurwa, pomyślał. Stoi sama w ciemności i czeka w ciszy, aż do niej wejdziesz. A kiedy to zrobisz, nie chce cię już wypuścić, łapie cię nogami, przygniata do ziemi i krzyczy twoje imię, wdziera się w twoje serce i maluje na nim tatuaże.”

Język, jakim napisana jest ta książka, jest prosty, dzięki czemu nie ma się problemu z przystosowaniem sobie i przetworzeniem obrazów w naszej wyobraźni. Są też  wulgaryzmy, które czasami przeszkadzają w czytaniu. 
 
„Balony” jest to pozycja dla fanów gatunku. Na pewno przeczytana historia wpływa na psychikę czytelnika i patrząc na balony fruwające na niebie, nadejdą obawy.