piątek, 21 czerwca 2019

„Księżycowa kołysanka” Katarzyna Misiołek




Wydawnictwo - Książnica
Data wydania - 5 czerwca 2019
Liczba stron - 320
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 




Lato zapowiadało się sielankowo, ale los chciał inaczej. Jedna noc, jeden błąd i już nic nie będzie takie, jak kiedyś...


Poznajemy dwa zaprzyjaźnione małżeństwa, które postanawiają kupić stary dom nad urokliwym jeziorkiem. Cisza, spokój, daleko od miasta. Domek został kupiony od córek pewnej kobiety, która cieszyła się złą opinią i uważano ją za wariatkę. Co takiego sprawiło, że została tak nazwana? Dlaczego jej córki sprzedały dom ze wszystkimi pamiątkami po własnej matce? Dlaczego o nim mówi się, że jest przeklęty?

Dom wspólnymi siłami odzyskał dawną świetność, ale wakacje pod jednym dachem z dwoma rodzinami z czasem nie dają tyle radości, ile było zakładane na początku. Latami pomiędzy przyjacielskie relacje wkradają się tajemnice, niesnaski i urazy, które z czasem narastają. Gdy do tego doszła tragedia, która wydarzyła się pewnej dusznej, sierpniowej nocy, wszystko to, co było pomiędzy dwoma rodzinami, urywa się. Pary nawzajem zaczynają się obwiniać, no bo przecież winna nie mogła być tylko jedna osoba. Czy można było tej tragedii uniknąć? Czy problemy zniszczą wszystko pomiędzy przyjaciółmi? Czy może właśnie będzie na odwrót i trzęsienie ziemi, jakie przechodzą wzmocni ich relacje?






Razem z bohaterami poznajemy tak zwane samo życie. Nie zawsze jest ono takie, jakie na pierwszy rzut oka widać.
Główną postacią jest Agata   żona Adama. Jej przyjaciółką jest Barbara, matka i żona. Zwykle widzimy Basię jako nieszczęśliwą kobietę, która usycha, będąc kurą domową. 
Poznajemy ich życie za pomocą krótkich rozdziałów Teraz i Kiedyś. To Kiedyś to początki małżeństw dwóch par. To właśnie tutaj zauważamy wszystkie wady i zalety małżeństw. Na początku jest sielanka, szczęście, a z czasem związki przygasają w natłoku niedopowiedzeń i skrywanych sekretów. Każdy bohater jest w tej historii ważną postacią. Każdy z nich coś wnosi do powieści.


„Ale nagle zapragnęłam z kimś się tym podzielić, ciężar noszonej w sercu tajemnicy zaczął mnie zbytnio uwierać.”

Autorka wspomniała o kilku ważnych rzeczach, które mi chodziły po głowie przez cały czas czytania tej książki. Mianowicie skutki depresji poporodowej w dawnych czasach. Nieleczona depresja może doprowadzić do tragedii, ponieważ jednym z objawów są myśli samobójcze. Taka kobieta również w swojej bezradności może zabić własne dziecko. Nie każda matka jest w stanie sama poradzić sobie z emocjami.
Kolejne ważne rzeczy moim zdaniem, które zostały poruszone, to uzależniona finansowo od męża kobieta. Zazdrość oraz brak rozmów, które doprowadzają nie tylko do załamania małżeństwa, ale również do tego, że rodzice nie wiedzą gdzie i z kim spędza czas ich dziecko. Brak porozumienia dorosłych z własnymi dziećmi, a w konsekwencji nastolatki nieświadomie plączą się w podejrzane znajomości. Uświadamiamy sobie również to, że nie ma złych wyborów — są tylko różne konsekwencje.

 „(...)Już dwa razy złamałaś daną mi obietnicę! Wiesz, co mogło się dziś stać?! On przyszedł tutaj pijany, w dodatku z jakimś obleśnym typem! Naprawdę nie rozumiesz, jak to mogło się skończyć?!”
Uwielbiam wracać do moich ulubionych autorek, zaczytywać się ich najnowszymi pozycjami i zarywać noce. Wiem, że nie zawiodą mnie, gdyż znam ich styl, dążenie do czegoś nowego, innego, wybitnego.
Katarzyna Misiołek jest właśnie taką autorką, którą lubię odgadywać, odczytywać jej skryte przesłania, poruszać się jej tokiem myślenia i przyglądać się jej bohaterom. Jest jedną z autorek, które cenię za to, że pozwala na to, by snuć się po zakamarkach jej myśli, odgadywać kolejne losy postaci oraz za to, że kreśli przed nami nieznane krajobrazy, a to wszystko okraszone pięknym i bogatym słownictwem. Jeśli nie znacie jeszcze książek tej autorki, musicie koniecznie to nadrobić.

„Księżycowa kołysanka”  to fascynująca i przejmująca historia. Wciągająca w niesamowity gąszcz zdarzeń, a co za tym idzie, pociągająca czytającego za rękę aż na samo dno treści. 
Polecam!!



czwartek, 20 czerwca 2019

„Księżyc jest pierwszym umarłym” Karina Bonowicz




Cykl -  Gdzie diabeł mówi dobranoc (tom 1)
Wydawnictwo - Initium

Data wydania - 19 czerwca 2019
Liczba stron - 592
Kategoria - fantastyka, fantasy, science fiction  




Fantastyczna mieszanina słowiańskich wierzeń, prastarych demonów, niesamowitych eliksirów i współczesności.





Według legendy, wiele stuleci temu czwórka przyjaciół została wygnana z rodzinnej wioski, gdyż ludzie lękali się ich czarów. Rozeszli się w cztery strony świata, ale zadziwiającym zbiegiem okoliczności i tak wszyscy dotarli w to samo miejsce do czarciego kamienia. Tam wywołali diabła i dobili z nim targu... Ich potomkowie przez wieki odczuwali skutki tego paktu i bezskutecznie próbowali się od niego uwolnić. Czy przedstawicielom kolejnego pokolenia uda się wreszcie wrócić do normalności? Jakie przeszkody będą musieli wcześniej pokonać? Z jakimi przeciwnikami się zmierzyć? Jakich sojuszników pozyskać? Małe miasteczko na odludziu stanie się sceną niezwykłych wydarzeń.

Po niespodziewanej śmierci rodziców, siedemnastoletnia Alicja trafia pod opiekę ciotki Tatiany, która mieszka w
Czarcisławie, posępnym miasteczku na Podkarpaciu. Dziewczyna nie jest zachwycona wyjazdem z Warszawy i zauważa, że w nowym miejscu jest pełno dziwaków i ludzi kryjących jakieś ponure sekrety. Zagubiona nastolatka krok po kroku odkrywa, że nikt tu nie jest tym, za kogo się podaje. Sama też musi zmierzyć się z brzemieniem swojej prawdziwej natury i wykonać niebezpieczne zadanie.  
Razem z naszą bohaterką poznajemy inne osoby, które bardzo wiele będą znaczyć dla Alicji. Są to: gotka Natasza, bardzo dziwne bliźnięta Olga i Borys oraz bucowaty Nikodem. Cała ich piątka będzie musiała pokonać niejedną przeszkodę na ich ścieżce życia. Czy połączy ich tylko legendarna klątwa?





Na samym początku muszę napisać, że jestem zadowolona, i to bardzo, że sięgnęłam po książkę Kariny Bonowicz. Autorka z rewelacyjną gracją w całą akcję wplatała nasze rodzime legendy i podania. Spotkamy tutaj również wilkołaki, strzygi, nocnice, guślnice i czarownice. Wspaniały świat, magiczny i pachnący ziołami.
Uwielbiam takie klimaty i już z niecierpliwością czekam na kolejne części. Przy takich powieściach nasz realny świat nabiera całkowicie innego znaczenia.

Klimat tej historii nie jest pełen barw, raczej jest to miejsce mroczne, niezbyt przyjazne. Pełne tajemnic i mroku lasy, bagna i dziwne miasto, które niby małe, ale bardzo łatwo się w nim zgubić. No i pełen grozy cmentarz. Pełno jest tu też dziwnych osób, dzieją się straszne rzeczy i dochodzi do kilku morderstw. Akcja na pewno nie stoi. Pędzi z prędkością lokomotywy, a my razem z nią. Fajne jest to, że akcja dzieje się w jednym miejscu. Zamykamy krąg w Czarcisławie i tu obserwujemy zmagania naszych bohaterów. Jedni pełni normalności, nieświadomi otaczających ich istot pozaziemskich, oraz oni — ludzie obarczeni klątwą.

Autorka ma zadziwiająco lekkie pióro. Zarwałam dwie noce, bo nie mogłam się oderwać od przygód w Czarcisławie. Bohaterowie siedzieli mi w głowie cały czas, aż nie skończyłam czytać, a czyta się bardzo szybko. Niektóre dialogi prowadzone są z rewelacyjnymi potyczkami słownymi, i to właśnie dzięki takim drobnym zabiegom zbliżamy się do nastolatków.

,,Księżyc jest pierwszym umarłym" polecam wszystkim bez wyjątku. Są tu wierzenia słowiańskie, przygody istot nadprzyrodzonych, klątwy, czarownice, przyjaźnie i miłostki. Wartka akcja, dobry humor i pazur... Nie ma tu lukru, jest za to tajemnica i to, co powinno być w dobrej fantastyce. 



poniedziałek, 17 czerwca 2019

„Matka” S.E. Lynes




Tłumaczenie -  Marek Król
Wydawnictwo - Vesper
Tytuł oryginału - Mother
Data wydania - 20 maja 2019
Ilość stron - 317

Kategoria - thriller, sensacja, kryminał 



Jaką cenę byłbyś skłonny zapłacić za idealną rodzinę?


Jest to moje drugie spotkanie z tym wydawnictwem i muszę przyznać, że jest świetne. Książki mają na wysokim poziomie, no i te okładki! Mnie zachwycają. Są takie inne, pełne tajemnicy i przenikającej grozy. Intrygują opisem, gdy weźmie się je do ręki. Też macie takie uczucie?

Przenosimy się do Anglii przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Poznajemy Christophera, który jest samotnym chłopakiem i od zawsze czuje, że coś w jego życiu nie pasuje. Jest całkiem inny niż jego rodzina. Bracia są ciemnej karnacji, co przy nim aż razi. Po rodzicach również niczego nie odziedziczył. Im robi się starszy, zauważa coraz więcej różnic. Czuje, że czegoś nie wie, coś przed nim ukrywają, a on sam widzi, że coraz bardziej nie pasuje do reszty rodziny. 
Gdy pewnego dnia odkrywa na strychu rodzinnego domu aktówkę, wszystko pomału zaczyna wskakiwać na swoje miejsce. Tylko czy aby na pewno na swoje?
Gdy poznaje sekret swojej matki, ma szansę na szczęście. Na szczęście, którego brakowało mu przez dotychczasowe jego życie. Postanawia spełnić swe marzenie o byciu szczęśliwym za wszelką cenę. Tylko jak wysoka będzie to cena, przekona się nie tylko on.




 Jak wielkie znaczenie ma słowo rodzina, przekonał się ten z nas, który nie wiedział nic o swojej rodzinie, gdy wspomnienia innych członków owiane były tajemnicą lub po prostu było ich brak. Bez tej wiedzy brakuje nam poczucia bezpieczeństwa, wiary w siebie, tożsamości oraz stabilizacji. Od dawna wiadomo, że bez korzeni nie mamy skrzydeł. Dlatego takie zachowanie i taki charakter autorka przekazała naszemu bohaterowi w swej historii. Właśnie dlatego u Christophera został zaburzony rozwój emocjonalny i społeczny.


Kryminalne wstawki, jakie mają miejsce w tej historii, dodają całej oprawie smaczku. Zostały one w fantastyczny sposób wplecione w fabułę. Autorka ukazała nam słodko — gorzką, momentami nawet tragiczną historię.
Podobał mi się język, jakim została napisana ta powieść, jest dojrzały i taki szczery. Kolejną rzeczą, na którą chciałabym zwrócić uwagę, to dystans autorki do tematu oraz bohaterowie, którzy są rewelacyjnie zarysowani. Udało się autorce stworzyć postacie z krwi i kości, które naprawdę zapadają w pamięć. Wyczuwalne są od nich prawdziwe emocje, które czasami przechodzą na czytelnika. Mroczny, tajemniczy klimat i bardzo interesujące zwroty akcji — czego chcieć więcej?


„Matka” to historia opowiadająca o głębokiej potrzebie przynależności i świadomości tego, kim jesteśmy.
Cieszę się bardzo, że po tę książkę sięgnęłam i z niecierpliwością będę wypatrywała następnych tytułów autorki, bo jak sama napisała kolejna książka już w bardzo zaawansowanej fazie.






piątek, 14 czerwca 2019

„Inna” Max Czornyj RECENZJA PRZEDPREMIEROWA



Seria - Mroczna strona
Wydawnictwo - Filia
Data wydania - 19 czerwca 2019
Liczba stron - 352
Kategoria - thriller, sensacja, kryminał




Ona będzie zupełnie INNA.
Wiążą się z nią całkowicie INNE emocje.




Max Czornyj - rocznik 1989. Adwokat, praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Niczym w dowcipie lubi stare wino, spleśniałe sery i samochody bez dachu. Pasjonuje go broń czarnoprochowa - rewolwery Colta i Remingtona. Kolekcjonuje antyki, przede wszystkim sztychy, zegary, zegarki, również zabytkowe meble. Lubi grać w szachy, a na playstation nie grał nigdy. W prozie - seryjny morderca. Grzech to jego pierwsza zbrodnia. Ofiara – druga, a na ujawnienie czekają kolejne. 


Wyobraź sobie, że budzisz się ze snu i nie wiesz, kim jesteś, gdzie jesteś oraz co było wczoraj, tydzień czy miesiąc temu. Dosłownie biała kartka w pamięci.
W takim stanie poznajemy naszego głównego bohatera, Mikołaja Popławskiego. Obudził się w luksusowej rezydencji nad polskim Bałtykiem i nie wie, dlaczego ma pustkę w głowie. Co on tu robi? Co się stało, że nic nie pamięta? Widzi świeżą bliznę na swoim udzie i zaczyna być przerażony. Pamięta tylko swoje dane oraz to, że musi wszystko zapisywać. Cały czas pisze. Każdą swoją myśl i niewypowiedziane słowo. Nie rozumie tego, ale gdy odrywa ręce od klawiatury komputera czy też smartfona, brakuje mu powietrza, dusi się. Nie chce umierać, chce odzyskać pamięć. Zatem spisuje każdą swoja myśl. I czeka. Na coś, co ma się wydarzyć, bo to, że coś będzie, ktoś się zjawi, czy też powie mu, co się stało, jest oczywiste. Resztkami pamięci kojarzy, że po 48 godzinach coś się stanie. Zanik pamięci obejmuje dwa dni? Czuje, że to jakaś gra, tylko czyja i dlaczego on bierze w niej udział? Kto się z nim bawi i w co? 

Gdy zagląda do piwnicy po drzewo do kominka, przeżywa szok. Jego oczom ukazuje się goła kobieta skrępowana łańcuchami z kneblem w ustach. Czy to możliwe, że jest porywaczem tej kobiety? A może również mordercą? Czy odważy się wyjąć knebel z ust kobiety i dowiedzieć się prawdy o sobie?

Kilka rezydencji dalej mieszka pewna kobieta, jest czyjąś matką. Właśnie dowiedziała się, że jej córka zniknęła. Czy zadziała instynkt i kobieta zacznie poszukiwania razem z policją? Czuje, że coś się kryje za zniknięciem jej córki. Ona wie... Każda matka czuje i wie, gdy jej dziecku dzieje się krzywda.

 Jak to możliwe, że na luksusowym osiedlu pełnym wspaniałych rezydencji ktoś znika bez śladu i nikt o tym nie wie? Co się stało z młodą kobietą i czy ma coś wspólnego z tą uwięzioną w piwnicy? 




Zastanawialiście się nad tym, ilu morderców żyje w normalnych rodzinach? Czy każdy z nas ma w sobie pierwiastek zabójcy? A może myśleliście na tym, ile osób żyje z myślami samobójczymi? Czy każdy człowiek nosi w sobie gen samobójcy?
Ilu z nich dostaje pomoc od specjalistów, a ilu popełnia zbrodnie w fazie choroby?

Gdybyśmy co rano budzili się z białą kartą, w co byśmy byli skłonni uwierzyć? Gdyby nam wmawiano, że jesteśmy porywaczem i mordercą, uwierzylibyśmy w te słowa? A może jednak potrafilibyśmy zaufać swojemu wrodzonemu dobru i takie myśli byśmy wyparli z naszego mózgu? Czy łatwo jest manipulować człowiekiem, zabierając mu własną tożsamość? Ja sama nie chciałabym się o tym przekonać.

Autor w rewelacyjny sposób pokazuje problemy ludzi w depresji. Ilu z nich zakłada profile na forach dla samobójców i woła o pomoc. Czy akurat tam dostrzeże i chwyci wyciągniętą dłoń? Czy rodzice są w stanie takie wołanie wyłapać?
Poprzez poruszony temat zastanawiamy się, jak poszczególne słowa czy gesty, na pozór nic nieznaczące, w połączeniu z zachowaniem innej osoby, mogą wpłynąć na czyjeś samopoczucie, a nawet życie.

„Inna” to rewelacyjny thriller psychologiczny, w którym akcja rozgrywa się w nadmorskiej rezydencji, momentami schodzimy do piwnicy, gdzie uwięziona jest kobieta i razem z Mikołajem próbujemy rozgryźć sedno zagadki. Razem z naszym bohaterem odkrywamy nowe tropy jego życia i tego, co stanie się po tajemniczych 48 godzinach. Akcja toczy się w dwóch perspektywach: poznajemy życie Mikołaja oraz Gabrieli Kraus, naprzemiennie. Zwroty opisywanych akcji są niespodziewane, trzymające w napięciu, a całość czyta się jednym tchem. Styl, jakim napisana jest ta powieść, jest prosty, zwyczajny, bez zbędnych dodatków i ozdobników.
Muszę jeszcze wspomnieć, że realizm tej historii uderza czytelnika. Czytając, ma się wrażenie, że jest się obecnym w tajemniczym domu, pomiędzy naszym bohaterem i całą tą dziwną sytuacją, jaka opadła na rezydencję.

Jeśli znacie książki tego autora, to wiedźcie, że Max Czornyj nadal trzyma poziom, do którego zdążył już przyzwyczaić nas, swoich czytelników.
POLECAM!!


środa, 12 czerwca 2019

„Miłość na gigancie” Anita Scharmach




Wydawnictwo - Prószyński i S-ka
Data wydania - 18 kwietnia 2019
Liczba stron - 232
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans 




Pełna humoru i ciepła opowieść, od której nie sposób się oderwać.
Bo czasami wystarczy zgubić kota, żeby twoje życie stanęło na głowie...


Anita Scharmach —  pisarka z Gdyni. Niepoprawna optymistka, małymi kroczkami spełniająca swoje marzenia. W swoich powieściach bawi i wzrusza. Czasami daje do myślenia. Czytaliście powieści tej autorki? 

Poznajemy Magdę Lewicką, która jest księgową w spółdzielni, lecz daleką od typowych wyobrażeń. Zazwyczaj z tym zawodem kojarzymy sztywne panie w garniturze, z okularami na nosie i pochmurnym spojrzeniem na świat. Takie typowe urzędniczki za biurkiem. Magda natomiast to kobieta zadbana, piękna i nawet bywa czasami zabawna. Zbliża się do trzydziestki, wynajmuje kawalerkę i jest cały czas sama. Może nie całkiem sama, ponieważ posiada od niedawna kota. Kot nazywany został Manfredem. To kocur uciekinier, bardzo chętnie zwiedza okolice, wymykając się właścicielce spod opieki. Gdy trwają kolejne już poszukiwania, Magda poznaje przystojnego Jakuba.
Z czasem okaże się, że sporo ich łączy. Tych dobrych, jak i złych rzeczy. Czy kot potrafi połączyć dwa samotne serca?
Co wyniknie z ich znajomości?




Nasza bohaterka pracuje w dziale księgowości, a bardzo często dostaje służbowe maile, a w nich skargi mieszkańców nieruchomości, a raczej jednego mieszkańca. Jest nim Jacek Nowak. Tutaj wybitnie widać, jakim poczuciem humoru dysponuje Magda. Niejednokrotnie parskałam śmiechem, czytając ich korespondencję. Autorka w rewelacyjny sposób przedstawiła nam problemy administracji i członków spółdzielni. Ile cierpliwości nieraz te kobiety muszą w sobie posiadać. 

 „Jest jak każdy inny facet. Rzuca skarpety koło łóżka, pierdzi przy oglądaniu telewizji i drapie się po dupie, kiedy zagląda do lodówki. Ale jest mój.”

Autorka oddała w nasze ręce typową babską powieść romantyczno obyczajową. Jestem pewna, że będziecie się świetnie bawić przy tej sympatycznej historii, w której głównym winowajcą całego zamieszania jest kot, któremu zachciało się uciekać swojej pańci. 

Książkę czyta się z ogromną przyjemnością. 
Jest idealna na poprawę humoru. Lekka, zabawna i na pewno nie można się przy niej nudzić. Jest to jedna z tych książek, które czyta się natychmiast i w całości.
Kilkakrotnie podczas czytania kiwałam z politowaniem głową nad problemami, z którymi przyszło walczyć naszym bohaterom, ale przecież takie jest nasze życie. Nie przewidzimy niczego i nie zapobiegniemy wypadkom.


 „Ale ja nie jestem w ciąży. Jestem po prostu taka gruba – powiedziała nad wyraz łagodnie.”

Czytając tę powieść, przychodzi nam do głowy myśl i zadajemy sobie pytanie. Czym jest miłość? Czy miłością nazwiemy fakt, że uśmiechamy się na widok śpiącego obok partnera? A może fakt, że chcemy zrobić mu kawę, zanim się jeszcze dobrze obudził? A może to wspólne milczenie, kiedy potrzebna jest cisza? Któż z nas nie pragnie znaleźć osoby, z którą będzie dzielił swoje dni, te lepsze i te gorsze.

„Miłość na gigancie” trafiła do mnie w momencie, gdy miałam gorsze dni. Zanik radości z codzienności sprawił, że musiałam ją przeczytać. Chciałam poprawić sobie humor i powiem Wam, że spisała się na medal! Czytanie jej wywołało na mojej twarzy uśmiech, czyli spełniła swoje zadanie w 100%.
Fabuła to przygody kota i jego pani, okraszona sporą dawką humoru i oczywiście szczęśliwym zakończeniem, jak na takie książki przystało. Jest to lektura na jeden wieczór, lekka, zabawna i romantyczna. Sprawia, że naprawdę dobrze się bawimy podczas jej czytania, a strony czyta się automatycznie.

Uwaga: książka powoduje niekontrolowane wybuchy śmiechu...
Polecam!



wtorek, 11 czerwca 2019

Czeremcha - tonik z liści.


Czerwiec to najpiękniejszy czas na zbiory.
Wszystkiego mamy pod dostatkiem, tylko brakuje czasu na przerabianie.

Dzisiaj chciałabym wspomnieć o liściach czeremchy. 
Kwiaty już przekwitły, ale dla tych, którzy nie zdążyli ich przerobić, zostały jeszcze pełne swej mocy liście.
Uwielbiam ten krzew za swoją moc oraz zapach. Wszystko w niej pachnie słodko, migdałowo...


Skupimy się teraz na liściach i zrobimy sobie mgiełkę do twarzy.
Ma ona wspaniałe właściwości, idealne na upalne lato. Dlaczego?
Ponieważ działa przeciwzapalnie, wzmacnia strukturę skóry, ale co najważniejsze.... chroni nasze ciało przed szkodliwym UV.



Co trzeba zrobić, by mieć tonik?
Wystarczy rozdrobnione liście zalać gorącą, ale nie wrzącą wodą i po 12 godzinach mamy gotowy produkt. Ja dodałam jeszcze suszone owoce goi, ponieważ to bogactwo witamin i składników odżywczych. Świetnie rewitalizują.
Do takiego toniku trzeba niestety dodać konserwant, gdyż bardzo szybko się psuje. Ja dałam kilka kropel FEOG, który jest bezpieczny dla naszego zdrowia. 




Polecam takie toniki, ponieważ wiecie, co pryskacie sobie na twarz. Uczycie się wartości odżywczych, jakie mają w sobie dane składniki i jesteście o taką wiedzę mądrzejsi od innych :D
Trzymajcie taką wodą w lodówce i spryskujcie twarz tyle razy, ile będziecie chcieli. Uprzedzam, że to uzależnia.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

„Kuracja dla serca” Agnieszka Szacka



Wydawnictwo - W.A.B.
Data wydania - 16 maja 2019
Ilość stron - 349
Kategoria - Literatura obyczajowa, romans


Myślisz, że porywy serca są tylko dla młodych? Nigdy nie jest za późno na KURACJĘ DLA SERCA!





Renata — nasza bohaterka ma zdiagnozowane nadciśnienie. Po raz pierwszy szykuje się do sanatorium znajdującego się w Nałęczowie. Jedzie tam podreperować swoje zdrowie, a w plotki, jakie chodzą o takich miejscach, jakoś nie wierzy. No bo ona, spokojna kobieta, seks i głupie podchody ma już za sobą. Nie zamierza układać sobie życia z nowo poznanymi w uzdrowisku osobami. 
Przed samym wyjazdem kobiety, córka daje jej w prezencie czerwone stringi, mają one pomóc matce w wyluzowaniu się. Czy przydadzą się Renacie?

Poznajemy również Pawła — jest on kardiologiem po zawale. Paradoks prawda? Specjalista od transplantacji sam zachorował na serce. W Nałęczowie bywa wyniosły, ale i budzi zainteresowanie u innych kobiet. Dobrze zbudowany zwraca sobą uwagę. Renata go nie znosi, ale z czasem to się zmienia. Do głosu dochodzi zauroczenie...i coś więcej.

Czy w każdym wieku jest dobry czas na zmiany? Czy kobieta, która nie dopuszcza do siebie myśli o seksie, pozwoli mężczyźnie na coś więcej?




Jest to powieść o dojrzałej kobiecie, o jej słabościach i jej wielkiej przemianie. Renata myślała, że w jej życiu nie spotka już nikogo, kogo będzie mogła pokochać. Nie przewidziała tylko jednego, mianowicie tego, że życie miało dla niej jeszcze niespodziankę. Bo nieważne jest ile mamy lat, ważny jest stan ducha. Trzeba sobie pozwolić na dobrą zabawę, na nowe kontakty, nowe osoby, a zmienimy bieg naszego życia.

Paweł, starszy o cztery lata od naszej bohaterki, zmienia się na naszych oczach. Tak samo zresztą Renata. Oboje wiele przeszli w życiu i z pewną rezerwą traktowali wszystko to, co działo się naokoło nich. Paweł wyleczył się ze śmierci żony, która dosyć niedawno mu zmarła, otworzył się na nowe znajomości i chyba coś z tego wyszło. 
Nasza bohaterka natomiast dzięki swojej koleżance z pokoju, rezolutnej i rozrywkowej Joli, z szarej myszki zmienia się na wesołą i towarzyską kuracjuszkę. 

Od zawsze krążyły legendy na temat ludzi w sanatorium. Byłam ciekawa, ile w nich jest prawdy. Teraz już wiem, że pacjentów sanatoriów można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to osoby, które rzeczywiście jadą tam, by podreperować swoje zdrowie, drudzy szukają mocnych wrażeń i luzu, na który na co dzień nie mogą sobie pozwolić. Oczywiście nie zawsze kuracjusze szukają ulotnych wrażeń. Większość chce jednak skorzystać z pobytu i podreperować szwankujące zdrowie. Czy takie sanatoryjne miłości i związki zwykle kończą się wraz z turnusem?

Trochę ta historia była przewidywalna, ale bardzo fajnie została napisana, przez co czytało się ją z wielką przyjemnością oraz z zaciekawieniem.

„Kuracja dla serca” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli lekkich, niewymuszonych i odprężających fabuł. Skuteczność relaksacyjna gwarantowana.
Polecam!


niedziela, 9 czerwca 2019

„Oko pustyni” Richard Schwartz



Tłumaczenie - Agnieszka Hofmann
Cykl - Tajemnica Askiru (tom 3)
Wydawnictwo - Initium

Tytuł oryginału - Das Auge der Wüste
Data wydania - 24 maja 2019
Liczba stron - 400
Kategoria - fantastyka, fantasy, science fiction




Trzeci tom rewelacyjnej serii fantasy Tajemnica Askiru to skwar i egzotyka obcego emiratu, magia, przygoda i niezapomniani, wyraziści bohaterowie w najlepszym wydaniu. 


Richard Schwartz powrócił na nasz rynek z trzecim już tomem cyklu „Tajemnica Askiru”.  Mam nadzieję, że nie zapomnieliście wspaniałych przygód Havalda oraz jego ekipy.
Na samym początku wspomnę, że autor wykorzystał fajny manewr w pierwszym rozdziale książki, mianowicie przypomnienie odnoście akcji z tomu drugiego. Jest to coś, co bardzo cenię, ponieważ bardzo długo się czeka na kontynuację, albo czyta się dużo książek i nie zawsze pamięta się koniec historii. 

W tej części powrócimy razem z bohaterami do pustynnego Gasalabadu. Wyrwali się z niewoli u handlarzy niewolników i wspólnie na nowo powracają do kontynuowania zadania. W poszukiwaniu sojuszników nasi bohaterowie trafią do Besarajnu. Tutaj zostaną na dłużej, ponieważ wpadają w wir walki o tron, uwalniają Leandrę z rąk handlarzy niewolników. Zostaną, gdyż oplotły ich polityczne intrygi oraz z mroczna i tajemna magia nekromantów ...




Autor ponownie zaskakuje. Muszę wspomnieć, że jest to dopiero połowa serii. Jestem bardzo ciekawa, jak to się dalej rozwinie. Widać, że autor wie, w jakim kierunku ma podążać jego historia. Im więcej się czyta o naszych bohaterach, tym ich bardziej brakuje po przeczytaniu lektury. Ach!
Książki napisane są w taki sposób, że nie można się od nich oderwać. Świat wykreowany przez autora jest tak odległy, tak inny od naszego, że z przyjemnością pozwolić sobie możemy na oderwanie od rzeczywistości. Żywe pojedynki, tragiczne historie pokazujące prawdziwy świat, handel niewolników...to wszystko opisane jest w taki sposób, że ma się wrażenie, że jesteśmy w stanie pomóc bohaterom, że uczestniczymy z nimi w ich przygodach.

Miałam wrażenie, że w tej części tempo akcji troszkę zwolniło. Skupiliśmy uwagę na intrygach politycznych i na spiskach, które wylewały się prawie z każdego kąta.
Odniosłam również wrażenie, że z każdym tomem serii coraz bardziej przywiązuję się do bohaterów, aż się boję, co to będzie po ostatnim tomie.

„Oko pustyni” to rewelacyjne ujęcie fantastycznego świata, przedstawionego z różnorodnością akcji, postaci oraz świetnie oddanym klimatem. Jest to historia przepełniona magią, potworami i wszystkim tym, co najlepsze w fantastyce. Czytanie tej sagi to prawdziwa przygoda.


Polecam!


wtorek, 4 czerwca 2019

Maść z liści bzu czarnego

 

Czarny bez roślina z pogranicza magii i medycyny.


Już od pradziejów nasi przodkowie znali i doceniali właściwości lecznicze czarnego bzu. Od zawsze krzew ten był siedliskiem czarodziejek, elfów i bogów. W mitologii Słowian czarny bez był uznawany za święte drzewo duchów podziemia i przypisywano mu zdolność pośredniczenia pomiędzy światem żywych i zmarłych.
Zatem korzystajmy z liści, kwiatów i owoców tego magicznego krzewu.

Liście zbieramy – w okresie od maja do czerwca,
Kwiaty zbieramy – w okresie od czerwca do lipca,

Natomiast owoce – w okresie od września do października.




Na pewno wiecie, że z kwiatów smaży się pyszne placki. Wystarczy zrobić ciasto naleśnikowe i zanurzyć w nim kwiatostan czarnego bzu. Pychota!

Można również zrobić wspaniałą lemoniadę. Idealną na upały. Kwiatostany zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Przykryć i przestudzić. Odcedzić. Dodać miód i cytrynę wedle smaku. Do tego dolać zimną wodę gazowaną, ewentualnie kostki lodu. Ambrozja!!


Teraz zajmiemy się liśćmi. Wszak mamy robić maść. 
Smarowidło takie jest idealne na lato, ponieważ genialnie sprawdza się przy siniakach, otarciach i zadrapaniach. A o tej porze bardzo łatwo gdzieś się zranić. Przyśpiesza również gojenie i rewelacyjnie zmiękcza skórę. 
Dzięki witaminie C zawartej w liściach taka maść działa również wzmacniająco na naczynka krwionośne, działa przeciwobrzękowo oraz odkażająco. Prawda, że brzmi wspaniale?


Co potrzebujemy do zrobienia maści?

Garść świeżych liści bzu czarnego,
150 ml oliwy lub innego oleju dobrej jakości,
20 g wosku pszczelego.



Liście bzu czarnego posiekać i umieścić w słoiku. Zalać 150 ml oliwy i podgrzewać około 30 min. Podgrzewamy w kąpieli wodnej. Przecedzić i wycisnąć dokładnie.
To jest szybka wersja, ja, jak już wiecie, wolę macerować na słońcu. U mnie taki macerat stoi około tygodnia w słoneczku i dopiero potem używam do robienia maści lub kremów.


Wosk roztapiamy w kąpieli wodnej i dodajemy do niego macerat z bzowych liści. Dokładnie mieszamy. 
Możemy dodać jakiś olejek zapachowy, jeśli lubimy zapachowe maści. Przelewamy do pojemniczków.






Najlepiej, jeśli wosk mamy prosto od pszczelarza, ale jeśli nie macie gdzieś w pobliżu pasieki, to można nabyć w sklepie ->

Skład chemiczny wosku jest zmienny i zależy od jego pochodzenia. Według badań naukowych wosk zawiera ponad 300 dobroczynnych składników (witaminy, mikroelementy, rozmaite kwasy w tym tłuszczowe). 
Wosk pszczeli uelastycznia i zmiękcza skórę. Ponieważ emulguje się bardzo łatwo, nadaje kremom ładny, jedwabisty połysk oraz sprawia, że wyroby zawierające go w swoim składzie dobrze się rozsmarowują.




Taką maść z powodzeniem można przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu do roku. Konsystencja jest naprawdę rewelacyjna. Ja dodałam do swojej maści odrobinę masła Shea oraz kwiatowego olejku eterycznego.



Róbcie sobie zapasy maści, ponieważ naprawdę działa i jest dosłownie za grosze. Po co przepłacać za medykamenty z apteki, skoro sami możemy sobie zrobić. 
To nic trudnego, a czas robienia takiej maści to dosłownie chwilka. W dodatku jaka frajda!! 




 

poniedziałek, 3 czerwca 2019

„Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber RECENZJA PREMIEROWA





 
Tłumaczenie -  Mateusz Borowski
Wydawnictwo -  Znak Literanova

Tytuł oryginału - Are You Sleeping
Data wydania - 3 czerwca 2019
Liczba stron - 352
Kategoria - thriller, sensacja, kryminał



Wkrótce serial na podstawie książki wyprodukowany przez Reese Witherspoon, odpowiedzialną za sukces Wielkich kłamstewek. W roli Poppy Parnell laureatka Oscara Octavia Spencer.

Przeszłość powróci w najmniej spodziewanym momencie...


Poznajemy Josie w momencie, gdy zaczyna układać sobie życie z nowym partnerem. Przez ostatnie dziesięć lat próbowała uciec od swojej przeszłości i gdy poznaje fajnego faceta i zaczynają coś wspólnego w Nowym Jorku, przeszłość ponownie do niej wraca. Bo czy jest to możliwe, byśmy odcięli się od własnych demonów z przeszłości?


Przez Poppy Parnell   dziennikarkę i jej podcasty, na nowo powraca temat śmierci człowieka oraz skazanego, który twierdzi, że jest niewinny. Przerażająca historia rodzinna powraca i staje się najgłośniejszym tematem w sieci.
Żądna sensacji kobieta nie zdaje sobie sprawy, jakie tajemnice poruszy i sprawi, że ujrzą one światło dzienne. Czy odkryje tę najmroczniejszą? 


Wszystko zaczyna się od tajemniczego telefonu o trzeciej nad ranem oraz od podcastu napisanego przez wścibską dziennikarkę. Lawina wspomnień ruszyła. 
Morderstwo sprzed lat powraca i to w zastraszającym tempie. Media społecznościowe potrafią zlinczować człowieka za gest, którego się nie spodziewały.
Poppy robi oszałamiającą karierę swoimi podcastami i rozdrapuje dawne śledztwo. Okazuje się, że w  życiu naszej bohaterki jest bardzo dużo kłamstw i niedopowiedzeń. Dlaczego siostra bliźniaczka Josie zerwała stosunki z całą rodziną? Czy za kratkami siedzi morderca, czy jednak naprawdę niewinny człowiek?






Autorka napisała naprawdę świetną historię. 
Wszystko to wygląda bardzo naturalnie, bardzo realistycznie. Teraz to właśnie wszelkiego rodzaju media społecznościowe rozdmuchują aferę i czasami pomagają dojść do sedna. Czasami również krzywdzą, ponieważ granica, która dzieli poszukiwanie prawdy od szukania sensacji jest bardzo cienka. Bardzo łatwo jest kogoś osądzić i bezmyślnie oskarżyć.

Wszelkie tropy i tajemnice w odpowiednim momencie się rozwiązują, a my staramy się razem z dziennikarką logicznie myśleć. Każde posunięcie Poppy jest następstwem jej wcześniejszych działań. I jak po nitce do kłębka dochodzimy do prawdy. Tylko czy zawsze i za wszelką cenę warto znać prawdę? Może czasami lepiej zostawić to, co zostało schowane głęboko. 


„Trzeba się troszczyć o tych, których kochamy. W przeciwnym razie odchodzą”.

„Czy już zasnęłaś” to świetna historia dla tych, którzy lubią sami doszukiwać się prawdy i rozwiązywać tajemnice. Akcja książki jest spokojna, nie pędzi, można się zastanowić nad problemem, do tego fajny styl autorki sprawia, że czyta się z wielką przyjemnością.

Wydaje mi się, że każdy z nas ma swoje demony z przeszłości, z którymi nieraz musi się zmierzyć. Bolesne sytuacje, które miały wpływ na nasze życie i z którymi niejednokrotnie cały czas walczymy. Z niektórymi naprawdę ciężko się uporać. Bo nie wystarczy zasnąć, by problemy zniknęły lub stały się mniej ważne. 

Trzeba stawić im czoła.

Polecam! 







niedziela, 2 czerwca 2019

„Władca ciemności” Donato Carrisi



Tłumaczenie -  Jan Jackowicz
Cykl - Marcus (tom 3)
Wydawnictwo -  Albatros
Tytuł oryginału - Il maestro delle ombre
Data wydania - 30 stycznia 2019
Liczba stron - 336
Kategoria - thriller, sensacja, kryminał




Gdy zapadają ciemności, pojawia się strach...


 Muszę Wam powiedzieć, że uwielbiam takie książki!
Już sama okładka pokazuje nam, jaki będzie klimat historii, i taki właśnie jest. Zapierające dech zabytki Rzymu, mroczny burzowy wieczór i księżyc zza ciemnych chmur.


Gwałtowna burza oraz awaria w jednej z elektrowni sprawiły, że Rzym zostaje pozbawiony prądu na dwadzieścia cztery godziny.
Władze starają się zapanować nad chaosem i wprowadzają godzinę policyjną oraz zakaz opuszczania swoich domów. W tej sytuacji poradzi sobie Marcus —  łowca cieni — jeden z członków Trybunału Dusz, watykańskiej instytucji zajmującej się odpuszczaniem grzechów śmiertelnych. Został przeszkolony w rozpoznawaniu anomalii występujących na miejscu zbrodni. 
Kiedyś ktoś ostrzegał ich, by chronić Rzym przed pogrążeniem się w totalnej ciemności....

Do tej pory ulice i pałace zawsze były oświetlone. Gdy nastąpiła ciemność, miasto zamieniło się w arenę dla morderców. Czy przepowiednia miała się właśnie teraz spełnić?

 „Rzym nie może nigdy, nigdy, nigdy pogrążyć się w ciemności.”

Marcus, ksiądz do zadań specjalnych, w dziwnych i niezrozumiałych okolicznościach stracił swój najcenniejszy dar, jakim jest pamięć. Obudził się w ciemnościach, nagi i z kluczem w żołądku. Dlaczego? Co się z nim działo?

Obok naszego bohatera pojawia się również kobieta — Sandra. Jest młodą policjantką i wdową. Jej drogi krzyżują się z Marcusem.





Jest to naprawdę rewelacyjny thriller.
Już kiedyś czytałam książkę o tym, co by się stało, gdybyśmy zostali pozbawieni prądu i za każdym razem uświadamiam sobie, że to klęska. Totalna porażka.  
Wiecie, jaka to musi być ciemność, gdy nie widzi się kogoś obok? Nie widać mordercy, złodziei, niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku. W budynkach nie działają alarmy, a w ludziach budzi się to, co najgorsze. Odzywają się najgorsze instynkty. Nie wiadomo, komu ufać, a kto ma złe zamiary.

Gdy zapanował chaos, nawet ja się bałam. Bałam się tego, co będzie rano, gdy pojawi się światło. Na pewno to będzie już inne miejsce. Wszystko zostało zdewastowane. 

Jak napisałam wyżej, jest to trzecia część. Ja zaczęłam od tej i nie czułam, że czegoś nie wiem, aczkolwiek było kilka nawiązań do poprzednich przygód naszych bohaterów. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i od razu zaznaczam, że nie ostatnie. Zachwycona jestem stylem pisania oraz rozłożeniem akcji. Zabójcze tempo nie pozwala odłożyć tej książki na bok. Podobało mi się tutaj wszystko. Akcja,  jej tempo, wplecione wątki religijne, przepowiednie, tajemnice duchownych, cały ten klimat Rzymu. Samo miasto w sobie jest klimatyczne, ale gdy dojdzie ciemność, strach wyjść z domu na ulicę. 

 „Władca ciemności” to rewelacyjna historia, która zawładnie każdego czytelnika lubiącego ciężkie, mroczne klimaty. Jest dynamicznie, tajemniczo, emocje szaleją...
Obrazy, jakie serwuje nam autor, bardzo, ale to bardzo działają na wyobraźnię.



Szczerze polecam. 
Ja na pewno zabiorę się za inne książki tego autora.






środa, 29 maja 2019

Różany tonik do twarzy.




Kolejny raz chciałabym zaprosić Was na post kosmetyczny.




Róża zaczyna kwitnąć, zatem trzeba zbierać dary natury.
Ja uwielbiam zbierać pączki róż i właśnie z nich robić sobie mazidła do twarzy. 
Same płatki również mogą być.

Przygotowanie takiego toniku jest wyjątkowo łatwe.
Wystarczy zaopatrzyć się tylko w kwas mlekowy, który 
w małej ilości normalizuje proces złuszczania naskórka
w sposób bardzo delikatny. Jest również związkiem nawilżającym. Rozjaśnia przebarwienia, zmniejsza głębokość zmarszczek oraz zwęża ujścia gruczołów łojowych. 
Zalecane dozowanie: do 5%

Jeżeli boicie się lub nie chcecie użyć kwasu mlekowego, można dodać ocet jabłkowy. Ja mam skórę mieszaną z tendencją do tłustej, użyłabym octu i naparu w proporcji 1:2. Jeśli macie skórę suchą lub wrażliwą, proponuję zacząć od proporcji 1 część octu i 4 części wody.


Dodałam również ekstrakt z malin. -> 
Taki składnik daje efekt antyoksydacyjny. Wygładza i działa przeciwzapalnie, wspomaga ochronę przeciwsłoneczną. Jest idealny w kosmetykach do cery trądzikowej, tłustej, mieszanej, ale też cery wrażliwej, suchej oraz dojrzałej.
Zalecane dozowanie: 1 - 15%

 Sam napar z róży jest takiego burego koloru, po dodaniu kwasu mlekowego lub octu winnego dzieje się magia i tonik robi się różowy.
Można dodać odrobinę olejku różanego ->  dla lepszego efektu zapachowego. Dodanie takiego olejku wzmacnia właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne, przeciwbakteryjne, oraz regenerujące. 
Wystarczy dodać kilka kropel.

Tonik może być stosowany jako kuracja polepszająca kondycję cery trądzikowej, tłustej, mieszanej, cery z przebarwieniami i bliznami, ale też do cery dojrzałej.
Systematyczne używanie takiego toniku łagodzi wszelkie zaczerwieniania, wygładza skórę i lekko ją napina.





Na naszym rynku występuje różany tonik. Jest on firmy Evree Magic Rose i kosztuje 10 zł. Jest tam dodatek kwasu hialuronowego, który nawilża skórę. Ja mam skórę z problemami, zatem wolę kwas mlekowy. 
Eksperymentujcie i Wy.
Koszt mojego toniku to około 2 zł i wiem, co w nim jest. 

Jak go zrobić?
Nazbierać pączków lub płatków róży, zalać wrzątkiem i odstawić do zaparzenia. Gdy przestygnie, dolać odrobinę ekstraktu, kwasu lub octu i olejku eterycznego z róży. Można dodać również D-pantenol czyli prowitaminę B5, która nawilża skórę. Dzięki temu skóra jest miękka i jędrna. D-Panthenol nie jest konserwowany i nie powoduje alergii, nie jest toksyczny, nie podrażnia skóry.

Macie ochotę spróbować zrobić taki tonik?

Polecam!!